czwartek, 8 lutego 2018

Jednak zamarzły

Dacie wiarę? A ja już się tak cieszyłam na wiosnę. I kicha. Przy minus dziesięć każdy strumyk zamarznie.
Ale my nie. My zauważamy, że już jest -9 i ruszamy na trasę. Ja to nawet ze dwie minuty szłam w rękawiczkach. Taka zima.

 szron

Miejsce startu dobrze znane. Dobra Dróża. Tak, jak tydzień temu. Ale warunki atmosferyczne inne, więc wycieczka nowa. 

opłotki Dobrej Dróży

droga za wsią
  
Żarnówka prawdopodobnie płynie nadal, ale już się sprytnie schowała pod lodową powłoką. 

Żarnówka w Dobrej Dróży

Droga ta sama, ale sami zobaczcie, czy taka sama, jak tydzień temu? Trochę mrozu, trochę słońca i już świat nie ten sam. 

na szlaku zielonym w stronę Wykusu

Żarnówka w okolicy Kaczki (wieś się tak nazywa)

 prosto w słońce 

na zakręcie

równym krokiem

Poza tym nasza wyprawa ma nowy CEL. Oczywiście wypływający z poprzedniej wycieczki. A ściślej z dyskusji w komentarzach.
Wtedy to na starej mapie (tu link) zauważyłam górę o nazwie Pogański Cmentarz. Okazało się, że nosi ona obecnie nazwę Ostre Górki (bo to dwie górki, proszę państwa) i chodzimy drogą u podnóża tychże górek lata całe. Ileż tu się wspomnień nazbierało, ale na górki nikomu się nie chciało wejść. No, bo co to za wyczyn – dwa małe pagórki zdobywać…
Tym razem jednak zdobywamy. Bo podobno na jednym szczycie ciekawa skała – coś jakby tron, a na drugim pozostałości głazów, które przed wiekami były ułożone w tajemnicze kręgi. Ani chybi pogańskie.
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam te podpowiedzi, ale mamy dokumentację foto tego, co zobaczyliśmy. 
Na jednej z górek kilka sporych skał. Nie, żeby jakieś wielkie, ale spore wychodnie skalne. Porastają je paprocie i mchy. 


 tron? 

przedziwny dąb

U podnóża drugiej górki, tej bardziej na wschód, coś w rodzaju wąwozu – może pozostałość kamieniołomu? Na szczycie niewielkie kamyki ułożone w krąg – to raczej współczesne ognisko. Podobno duże kamienie były wynoszone z lasu i stosowane do budowania domów w okolicy.

niewiele tych kamieni zostało

Tyle odkryć. Może nie jest to dużo, ale i tak warto było się wdrapać na Ostre Górki.
Po śniadaniu u podnóża górek (może to tu była słowiańska wioska – fantazjujemy, nie powtarzajcie tego za mną) ruszamy na spotkanie z Lubianką. Tym razem szef wybiera jakąś nową dróżkę, mamy więc inne niż zwykle widoki na tę rzekę. 


 zakola Lubianki

I nie obchodzimy zalewu, co zdecydowanie skraca trasę. Rzucamy jedynie na niego okiem od północy i ruszamy przed siebie starachowickimi ulicami. 

zalew na Lubiance
 
Właściwie już po wycieczce, nuda. Mamy dużo czasu do odjazdu pociągu, więc podziwiamy zalew Pasternik. Ot, kilka widoczków. 



zimowy zalew Pasternik

spacer po lodzie
 
Nie spodziewamy się mocnego akcentu na zakończenie. Ale go nieoczekiwanie dostajemy w prezencie. Jakaś drobna pomyłka w odczytywaniu kartki z rozkładem jazdy i co widzimy? Pociąg właśnie wjeżdża na peron, a my nad zalewem. Tego chyba nikt jeszcze nie widział – biegniemy za nim i machamy jak wariaci, żeby zaczekał. Czekał na kogo jaki pociąg? A na nas – tak. Maszynista, ludzki człowiek, zobaczył nas w lusterku wstecznym i się ulitował nad zdyszaną ferajną.
Skutek – strumyki może i nadal zamarznięte, ale my rozgrzani do czerwoności dotarliśmy do domów.
Trasa liczyła 17,5 kilometra. Świetna była. Jal zapewne pamięta, że to nie pierwszy raz, kiedy biegiem wpadamy na peron w Starachowicach.

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

8 komentarzy:

  1. Ciężko się jednak doszukać się tych słowiańskich śladów:) Tamten komentarz był napisany ponad 8 lat temu, więc mogło się coś pozmieniać w międzyczasie.
    Nie mniej też się kiedyś tam wybiorę. Znajomy, który ma żyłkę poszukiwacza też deklarował, że się tam wybierze w swoim czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez śniegu może być łatwiej szukać. Powodzenia!
      Myślę, że i my będziemy tu zaglądać przy okazji wędrówek po okolicy.

      Usuń
  2. Ten dąb faktycznie niesamowity.
    Ślady słowiańskie. Mam opodal swojego domu archeologicznie potwierdzone osadnictwo od czasów przedchrzescijańskich. Ja wiem gdzie były wykopy, pamiętam stare oznaczenia, ale w terenie żadnych śladów nie zobaczycie. Pewnie tam podobnie. Ale takie płaskie kamienie aż się proszą o miano tronu lub ołtarza, więc trudno posądzać naszych praszczurów że nie wykorzystali takich miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykorzystali, nie wykorzystali... Kto wie? Nasze amatorskie poszukiwania to dopiero zalążek szukania czegokolwiek.
      Ale historia ciekawa i zasługuje na porządne zbadanie. Może parlando czegoś się tu dogrzebie?
      Ciesze się, że spojrzeliśmy na to miejsce innym wzrokiem niż dotychczas.
      A dąb zupełnie jak duch.

      Usuń
    2. Czytając tamten komentarz miałem nadzieję, że i tutaj będą jakieś bloki skalne przypominające to, co można zobaczyć np. na Górze Dobrzeszowskiej:)
      Późniejsza działalność człowieka mogła jednak zatrzeć te istotniejsze ślady. Chociaż wpis nie jest znowu tak zamierzchły, więc warto jeszcze się tam porozglądać.
      Kiedyś czytałem o Świątyni Solarnej pod Przysuchą i tam jakimś trafem udało mi się odnaleźć opisywane znaki, o których czytałem
      https://photos.app.goo.gl/QZRJLOBw9Iv6kBf63 - strzałka lub litera/znak na "niedźwiedziu"
      oraz obalone (widziałem fotki, gdzie jeszcze stały) idole https://photos.app.goo.gl/7u5ckfwSeh0tV5SB3

      Nie wiem, czy już kiedyś wspominałem, ale w Zagnańsku stoi sobie świętowit:)
      https://opencaching.pl/upload/FE1569A3-ACDC-A971-2012-0502C805E648.jpg
      https://opencaching.pl/upload/9147895B-0513-1EA6-1FBA-DF37EE90B5F2.jpg
      Jest na nim wyryty napis "Kto mnie przeniesie lub zniszczy, niechaj umrze".
      Kiedyś go szukałem nawet, ale bez powodzenia. Powinien być gdzieś w tej okolicy N 50.96948° E 20.65912°
      Ale ponoć to współczesna sprawka, jakiś żart:)

      Usuń
    3. W zamierzchłych czasach bloga, kiedy jeszcze w niedzielę można było pojechać zaprzyjaźnionym busem do Przysuchy, szukaliśmy tej świątyni solarnej. I czy to z gapiostwa, czy zagadaliśmy się - nic z tego nie wyszło. Ale trasę pamiętam jako ciekawą. Może warto ją powtórzyć w jakiś inny dzień tygodnia, póki jeszcze busy w tamtą stronę przynajmniej w dni robocze jeżdżą.
      Z drugiej strony. Jak widzę te idole na zdjęciach, to dochodzę do wniosku, że może nawet je widzieliśmy, ale wydawały nam się zwykłymi kamieniami. Teraz pewnie bylibyśmy czujniejsi.
      Zagnańsi kamień, nawet jeśli to żart, bardzo mi się podoba. Jeszcze przy nim nie byliśmy.

      Usuń
    4. Nowsze informacje nt. tego cudaka
      http://kielce.wyborcza.pl/kielce/1,115198,19547484,rodzimowierco-kim-jestes-u-nas-tez-czcza-slowianskich-bogow.html

      A co do Przysuchy, czy raczej tamtejszych lasów, to faktycznie są ciekawe: opuszczone, czy wysiedlone wsie, kopalnia Zapniów, leśne mogiły, opuszczona gajówka, skałki przysuskie.
      Jest tam wyznaczona ścieżka dydaktyczna i u stóp Gródka Leśnego stoi tablica z informacjami o świątyni.
      Sama świątynia jest dość rozległa, ale gołym okiem widać wały. Tego "niedźwiedzia" wypatrzyłem po wspinaczce właśnie od strony tablicy (tylko to jest chyba najbardziej strome podejście).
      https://photos.app.goo.gl/4i7VUnxD31DYQB7w1

      Usuń
    5. Właśnie tą ścieżką szliśmy. Ale to ja wtedy prowadziłam i była to jedna z moich pierwszych wycieczek w roli kierownika, więc się nie do końca udało wszystko zobaczyć.
      Tak sobie wtedy obiecywaliśmy, że tu koniecznie wrócimy. I co? Ponad cztery lata minęły i nic.

      Usuń