wtorek, 16 czerwca 2026

W deszczu i słońcu ku Łysicy

Na początku była ulewa. Wydawało się, że nie pozwoli nam ona wysiąść z autokaru. A przecież gdzieś tam w oddali czekała ona – Łysica (614 m n.p.m.). 
 

Autokar z uczestnikami czwartego etapu rajdu Głównym Szlakiem Świętokrzyskim, którego organizatorem w roku stulecia wyznaczenia tego szlaku jest skarżyski oddział PTTK,  zatrzymał się na niewielkim parkingu nad Lubrzanką. Pasażerowie wyciągnęli peleryny przeciwdeszczowe, pokrowce na plecaki i wyruszyli na spotkanie z przygodą. Ja nawet nie wyjmowałam aparatu fotograficznego z plecaka, żeby niepotrzebnie nie narażać sprzętu. 
Po przejściu nieco już zmurszałego mostka nad Lubrzanką organizator rajdu, pan Grzegorz Jędrzejczyk, rozpoczął pogadankę na temat trasy. Chyba zainteresował nią siły odpowiedzialne za pogodę, bo deszcz zaczął słabnąć aż całkiem ustał. Aparat fotograficzny wyjrzał na światło dzienne. 
 


Rozpoczęło się podejście na Radostową (451 m n.p.m.). My ku szczytowi, a w przeciwnym kierunku zmierzały rwące strumyki rdzawej wody. 
 
 
W okolicy szczytu nawet nieśmiało wyjrzało słońce. 
 

Nic, tylko nie mogło przepuścić okazji zapoznania się z wysłużonymi okazami dawnych przewodników po naszym szlaku. 
 
 

Pan Grzegorz sięgnął nawet po najmocniejszy akcent – słynną swego czasu mapę  Gór Świętokrzyskich. Ten niezapomniany okaz nie tyle pomagał, ile utrudniał niegdysiejsze wędrówki, co przy skali 1:150 000 nie dziwi współczesnych turystów posługujących się nawigacją w smartfonach. Miał jednak pewną przewagę nad nimi – nie tracił zasięgu. 
 

Żarty żartami, ale wypadało zejść z Radostowej ku Wymyślonej (415 m n.p.m.). Ślisko było. Ktoś nawet zaliczył upadek (na szczęście niegroźny). 
 

Mnie zasmucił kompletny brak widoku na Wymyśloną – cała góra skryta za drzewami. A takie to niegdyś widoki bywały… (tu link). Sama Wymyślona też się zmieniła. Zostało już niewiele widoków. 
 
widok w kierunku Mąchocic
 
widok w stronę Strużnej 
 
Najsmutniej prezentują się skałki w partii szczytowej góry. Już są ledwo widoczne pośród coraz bujniej wyrośniętych drzew, ale są, trwają. 
 

pomnik przyrody przegrywa walkę z lasem
 
Na szczęście z Wymyślonej rozciąga się widok na Łysicę i okoliczna pasma górskie. 
 
 
Pola Krajna też nadal uprawiane ładnie się prezentują. 
 


Wszystkich zachwyciło pole facelii błękitnej. 
 


Niepokojąco wyglądały chmury nad nami. 
 


Z nich spadł deszcz, który towarzyszył nam przez całą drogę z Krajna do Świętej Katarzyny. Szare chmury zasłoniły widok na okolicę. Szkoda, bo tu by pewnie najlepsze zdjęcia z rajdu były…
 

Dziewiętnastowieczna kapliczka Jezusa Miłosiernego wyłania się z szarości pejzażu, a zdjęcie trzeba zrobić spod parasolki. 
 

Kiedy wreszcie dotarliśmy do podnóża Łysicy, przestało padać. Ba, nawet na chwilę wyjrzało słońce (to chyba znów potęga pogadanki o historii okolicy). 
 

w Roku Świętego Franciszka nie mogło zabraknąć tego świętego i jego świętokrzyskiej kapliczki
 
Samo podejście na Łysicę było raczej trudne, a to za sprawą śliskich kamieni pod nogami i ciągle spadających na głowy kropel, które po deszczu wiatr strącał na dół. 
 
widok na gołoborze zza liny odgradzającej dostęp do niego 
 
krzyż na szczycie nie może zaznać chwili samotności
 
Po krótkim postoju na szczycie pomaszerowaliśmy ku skale Agaty (nie było podchodzenia ku niej), a dalej do kapliczki św. Mikołaja. 
 

Dla mnie był to najgorszy odcinek trasy – droga mokra, błotnista, z licznymi kałużami. Nawet się człowiek nie mógł spokojnie pozachwycać lasem, przez który przechodziliśmy. 
 

Od kapliczki został już tylko krótki odcinek w dół do Kakonina, gdzie mogliśmy napawać się odpoczynkiem w słońcu w pobliżu dobrze znanej turystom dziewiętnastowiecznej chałupy i karczmy Chata Kaka. 
 
 
Tak spokojnie, wręcz sielsko zakończyło się czwarte spotkanie z GSŚ. Następne dopiero jesienią.  
 
facelia błękitna - czerwcowy kwiat w bukiecie dla jubilata
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz