poniedziałek, 18 listopada 2013

Zanurzeni w luksusie, czyli wycieczka do Sandomierza


Kiedy prosty włóczęga jedzie gdzieś, to musi się wystać na przystanku, czekać na przesiadkę, a potem nierzadko przedzierać przez chaszcze. I ma radochę. Aż tu nagle napotyka na swej drodze Beatkę, która podjeżdża do niego autokarem, dba o jego samopoczucie, chucha, dmucha i jeszcze zapewnia bezstresowe zwiedzanie pod wodzą niezwykle kompetentnej sandomierskiej przewodniczki – pani Agnieszki. Jakim cudem temu duetowi udało się załatwić pogodę, nawet nie próbuję zgadywać, bo zawiesiły na niebie słonce, uciszyły wiatr i wysłały nas na spacer po prawie nierealnym, bo tak pięknym, Sandomierzu.

 sandomierski rynek w listopadowym słońcu - w centrum biała kamienica Oleśnickich

Najpierw zaciągnęły nas pod ziemię, ale ja „zwagarowałam” z tego fragmentu trasy, więc relację pozostawiam Januszowi.

 na trasie podziemnej

W tym czasie korzystałam ze słońca i w tempie spacerowym przeszłam do kilku kościołów, których się zwykle z przewodnikiem nie zwiedza. Udało mi się obejrzeć szesnastowieczną figurę Chrystusa Frasobliwego w bocznym ołtarzu kościoła pw. Świętego Ducha. W kościele p.w. Św. Józefa widziałam jedyne w swoim rodzaju ołtarze wycięte sylwetowo z drewna i pomalowane iluzjonistycznie i przy okazji wysłuchałam programu poetyckiego. A do kościoła pw. Św. Michała zajrzałam już tylko z sympatii, bo lubię jego niezwykłą snycerską i malarską dekorację.

 Chrystus Frasobliwy w kościele Świętego Ducha

wnętrze kościoła Św. Józefa 

portal kościoła Św. Michała

Dalsze zwiedzanie odbyłam luksusowo z grupą pod wodzą pani Agnieszki. Wdrapaliśmy się na Bramę Opatowską, by tam wysłuchać hejnału (jak ona tak precyzyjnie dopasowała czas?) i obejrzeć panoramę miasta i okolic, potem przez „Ucho Igielne” do kolejnych kościołów – Św. Jakuba i Św. Pawła. Jeden zachwyca swoją historią i surowym wystrojem, drugi błyszczy barokowymi ołtarzami.

 Brama Opatowska

Ucho Igielne 

portal i okienka kościoła Św. Jakuba

ołtarz główny kościoła Św. Pawła

Mieliśmy też spotkanie z przyrodą w Wąwozie Królowej Jadwigi. I trzeba przyznać, że nikt tam nie wspinał się na lessowe ściany wąwozu, wszyscy zachwycali się widocznymi na ich tle korzeniami drzew. 


 w Wąwozie Królowej Jadwigi
 
Ale to jeszcze nie koniec atrakcji – zajrzeliśmy do zamku i zwiedzili katedrę, która właśnie jest świeżo po remoncie wnętrza. A na koniec mocny akcent w postaci zwiedzania Muzeum Diecezjalnego w Domu Długosza. Tu już mój mózg nie wytrzymał nagromadzenia pereł sztuki sakralnej i laickiej. Dopiero dziś zaczynam doceniać te dzieła Cranacha, gotyckie rzeźby, ornaty, stare foliały i inne. Wczoraj byłam najbardziej zachwycona zwykłym czarnym krzesłem z plastiku, na którym mogłam posiedzieć kilka minut.

widok na Zamek

Katedra

trzynastowieczna matka Boska z Dzieciątkiem z Goźlic - eksponat z Muzeum Diecezjalnego (Domu Długosza)

I na zakończenie dodam, że gładzony przez nas kamień optymizmu może i likwiduje ból nóg, ale na kręgosłup nie pomaga – mieliśmy z Jankiem ochotę wybrać się do SPA na masaż pleców, ale żal nam było rozstawać się z grupą. Nic straconego, może następnym razem …

I tym optymistycznym akcentem kończę relację z bardzo udanej wycieczki. Oby więcej takich! 

A tak było w ubiegłym roku. Zajrzyjcie.

Teraz oddaję głos Januszowi.

zdjęcia - Janusz i ja

3 komentarze:

  1. Wspaniałe miejsca i piękne zdjęcia. Warto było jechać . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, bezwzględnie było warto! Nawet, jeśli ja niespecjalnie umiem robić zdjecia w miastach. Ale i tak radości miałam mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. W Sandomierzu byłem bardzo dawno temu ze szkołą podstawową... chyba?
    W "międzyczasie" bywałem przelotnie ale bez pomysłu zwiedzania, okazało się,że niczego z tych wcześniejszych wypadów nie pamiętam i nie mogę tego tłumaczyć tylko postępującym dojrzewaniem ale raczej pobieżnością we wcześniejszych peregrynacjach .
    Jestem zauroczony tym grodem,może nie wszystko usłyszałem od sympatycznej przewodniczki,gdyż nie pozwalała na to uporczywie otwierająca się migawka,mojego Sony ale na fotkach moich i uczestników resztę sobie dopowiedziałem.
    Dziękuję Ani za ciepłą relację a uczestnikom za fajną atmosferę.

    OdpowiedzUsuń