środa, 7 maja 2014

Hulaj dusza, szlaku nie ma!

Dziś to nie tylko szlaku nie było, paru innych rzeczy też zabrakło.
Na początek nie było autobusu ze Stachowic do Nowej Słupi, choć kolega Internet mówił, że jest. Ale wyłonił się autobus do Bronkowic, to się wsiadło do niego. W tej sytuacji nie było również planu wycieczki, ale nasz nieoceniony kolega Edward okazał się bardzo kreatywny i plan tworzył na gorąco, dopasowując go do sytuacji.
Wysiedliśmy więc z autobusu na ziemi niczyjej między Bronkowicami a Radoszycami i po krótkiej konsultacji z mapą zawróciliśmy do Radoszyc (oczywiście nie asfaltem, bo asfalt jest „be”, lecz polnymi ścieżkami). Na ścieżce napotkaliśmy studentów UTW ze Starachowic, których poznaliśmy pół godziny wcześniej w autobusie. Po krótkiej wymianie uprzejmości i informacji każdy udał się w swoją stronę: my do kościoła w Radkowicach, oni do dworku Pomianowskich. 
Siedemnastowieczny drewniany kościółek przeniesiono do Radkowic z Miedzierzy, znalazł tu godne miejsce  i ładnie się prezentuje przy wiejskiej drodze. Do dworku też się udaliśmy. Obejrzeliśmy go oczywiście z zewnątrz, ale i tak trafiliśmy tu w najlepszym możliwym momencie, bo w porze kwitnienia kasztanowców, co dodało urody pięknej alei prowadzącej do dworku. 

 nowi znajomi

kościół w Radkowicach

 kasztanowa aleja prowadząca do dworku Pomianowskich

a oto i sam dworek

A dalej to już nastąpiło pełne wiosenne szaleństwo wśród zieleni pól, bez konkretnych dróg, bez szlaku, ale za to na uroczych ścieżkach, z trawą pod nogami i malowniczymi szerzawskimi polami przed oczyma. Przejście przez Psarkę mieliśmy po solidnej kładce, a potem znów pola, pola i pola. 

 widok od Radkowic na pola Izwoli 

szerzawskie pola

Kiedyś jednak wszystko dobre musi się skończyć i weszliśmy do wsi. Tu nas spotkała drobna nieprzyjemność w postaci lekkiej mżawki, ale krótki to był incydent, szkoda gadać. Za to w kolejnych wsiach mieliśmy możliwość obejrzenia dwóch ciekawych kościołów. Pierwszy to gotycki kościół p.w. Wniebowzięcia NMP w Świętomarzy. Według księdza Wiśniewskiego "godnemi są uwagi odrzwia gotyckie w kościele i drzwi żelazne starożytne". 

 kościół w Świętomarzy 

gotycki portal

żelazne drzwi wewnątrz kościoła 

Potem udaliśmy się do Tarczku pokonując po drodze dopływ Psarki (tym razem po niezbyt solidnej niby-kładce) i dotarliśmy do romańskiego kościoła p.w. św. Idziego. Mogliśmy zajrzeć do ciemnego  wnętrza przez kratę w drzwiach, poczuć atmosferę historii.

udana przeprawa przez dopływik Psarki 

 wnętrze kościoła w Tarczku 

romańskie okno kościoła
 
I tu wreszcie pojawił się zielony szlak, ale niespecjalnie był nam potrzebny, bo właściwie znamy już na pamięć ten fragment drogi do Bodzentyna. Znów zaczęło się „zielone szaleństwo”, bo maszerowaliśmy wzdłuż rzeki przez łąki, brnęliśmy w wysokiej trawie, buty robiły się zupełnie żółte od pyłków kwitnących masowo mleczy, na drugim brzegu Psarki pracowały traktory, wokół nich latały wrony, a my szliśmy coraz ciężej, bo taka wysoka trawa potrafi nieźle zmęczyć. Ale nic to – przynajmniej była sucha! Po deszczu, to byśmy dopiero zaznali rozkoszy!

pogmatwana wierzba nad Psarką
  
żółta łąka 
 
W Bodzentynie obliczyliśmy długość naszej improwizowanej trasy – wyszło 16,4km – i poświęciliśmy się pożeraniu bułek z tutejszej piekarni. Czyli najlepsze na koniec!

 bodzentyńska piekarnia 

Zdjęcia – Edek i ja

2 komentarze:

  1. Miło popatrzeć na uprawiane pola... bliżej nas to widok rzadki. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w dodatku takie uprawy wydają się opłacalne, bo wieś tam wygląda zamożnie - ładne domy z zadbanymi podwórzami i ogródkami, dużo maszyn rolniczych. Ziemie tam urodzajne.

      Usuń