poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Powracamy na ulubioną trasę Waleriana

Jest to trasa w najlepszym możliwym kierunku – „pod słońce”. Senior naszej grupy, Walerian, tak zawsze planował swoje trasy. Teraz już  wprawdzie nie wędruje z nami, ale ciągle jest miłośnikiem spacerów i słońca.
Tej trasy w całości dawno już nie pokonywaliśmy. Zdarzały się jej fragmenty, a tym razem poszliśmy na całość.
Trasa liczy około 19,5 kilometra, jest lekko zmodyfikowana z powodu zmian w terenie, ale ma wszystkie istotne punkty.
Startujemy w Ostojowie, gdzie kierowca ku ogromnej uldze pasażerów wyrzuca nas z przepełnionego pojazdu – wreszcie będzie luźniej.

 start prosto w słońce

Maszerujemy w kierunku Krzyżki. Obowiązkowe zdjęcia Kamionki, śpiew pod przepustem kolejowym i przejście wsią budzą liczne wspomnienia.  


Kamionka
 
Za Krzyżką wkraczamy na polne ścieżki.  Widoki mamy naokoło. Tu sarenki, tam pole z oziminą, ówdzie lasek. Nikt się nie nudzi.

długi czas nas nie wyczuwały i pasły się spokojnie

widok na pola Podłazia
 
Tak docieramy do Podłazia, gdzie po łyku herbaty na rozdrożach ruszamy na spotkanie z kolejnymi świętokrzyskimi widokami. No, tutaj to już prawdziwe szaleństwo – pola, po lewej widok na Kamień Michniowski, a po prawej Pasmo Klonowskie. Zawrót głowy.  



pola na wschód od Podłazia

 prosto w słońce
 
Przecinamy szosę w pobliżu wzgórza Barbarka – nie zaglądamy do kapliczki, bo wolimy pejzaże z drogi wśród pól. Tu do poprzednich widoków dochodzą Łysogóry w błękitnej mgiełce, przed nimi Psarska, Miejska.

 gdzieś tam w głębi ja, a najważniejsza na zdjęciu - moja ulubiona polna droga

A potem zejście w kierunku Orzechówki. Oczywiście znów wędrujemy polami. Tu bardzo lubię sprawdzać, co tam nowego w modzie na strachy na wróble.

zabudowania w Orzechówce 

 haute couture sezon wiosna - lato 2018 

 pola Orzechówki

Za Orzechówką miałam ochotę odejść od klasycznego wariantu trasy i nie iść jak zwykle lasem, bo drogi na skraju lasu były mocno rozjeżdżone przez ciężki sprzęt. Wbrew rozsądkowi wydawało nam się, że głębiej będzie lepiej. Nie było. To był najgorszy fragment trasy – atrakcyjność zero, trudności terenowe – dziesięć.

 w głębi lasu

Omijając przeszkody schodzimy poza nasz stały punkt śniadaniowy z wygodnymi ławami przy stole, robimy więc postój wśród pól za wsią Kamionki. 


Potem wyruszamy na kolejną polną drogę z widokami. I oczywiście z wiatrem. Przyszło się trochę cieplej przyodziać. 

tym razem pod górkę (ale wojskowej dyscypliny to u nas nie uświadczysz 😉) 

 a za nami...

pola Sieradowic Parceli 
 
W końcu lądujemy u podnóża naszego celu – Sieradowskiej Góry. Trzeba się na nią trochę wdrapać, a potem z południowego zbocza mamy widoki na Góry Świętokrzyskie. To tutaj umieszczono płytę upamiętniającą wyprawy młodego Stefana Żeromskiego i jego zachwyt nad świętokrzyskim krajobrazem, gdzie „wszystko takie kochane, że tylko patrzeć i patrzeć i  łzę ocierać, co się wyrywa z nieznanego tajnika radości”*.

 widok z Sieradowskiej na drogę, którą wkrótce będziemy maszerować 

Niestety, nie udało nam się długo napawać widokami, bo wiało tam w górze okrutnie. Ale samo zejście z Sieradowskiej w kierunku Sieradowic też jest przyjemne. No i te kurki przedziwne na łące! Szczególne zachwyty dotyczyły jednego z urodziwych kogutów.

z górki na pazurki

stadko  

 i jego władca
 
Oddalamy się od Sieradowic tak zwana „krowią drogą” (to nią zapewne są pędzone krowy na pastwiska po obu jej stronach). Decydujemy się na przechodzenie nią jedynie poza sezonem wypasu bydła.

na "krowiej drodze"
 
Tyle widoków! Słońce! Wiatr! To może już wystarczy?
Skądże. A Bodzentyn? Mieliśmy jeszcze sporo czasu na zajrzenie w różne bodzentyńskie kąty. 

staw przy ulicy Wolności
 
Rzuca się w oczy zdecydowana poprawa wyglądu murów miejskich.


A ruiny pałacu biskupów krakowskich zaskakują niesamowitymi zmianami. Otóż ustawiono tu podpory, które mają za zadanie tymczasowe zabezpieczenie murów. Wygląda to nieco dziwnie. Ale zapewne, jak to u nas, prowizorka wytrzyma wieki całe.

 ruiny zamku "na podtrzymaniu"

I to już zdecydowanie wszelkie atrakcje wycieczki, która zakończyła się wskazówką od mieszkańców miasteczka, gdzie można znaleźć jedyny czynny tego dnia sklep. Bo jak to tak, kończyć wycieczkę bez uczty dla lodożerców?


 
mapka trasy

Zdjęcia – Zosia, Edek, Janek i ja



*cytat z „Dzienników” Żeromskiego zamieszczony na owej płycie

8 komentarzy:

  1. Piękna pogoda na opalanie czoła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to raczej opalanie nosa. Ale pogoda rzeczywiście piękna.
      Pamiętam wycieczkę z Tobą i Terenią na tej trasie. I to chyba nie jedną.

      Usuń
  2. Poczynię ten wysiłek logistyczny i przyjadę kiedyś do Was na wędrówkę. Miło będzie poznać tak sympatyczną i zakręconą krajoznawczo grupę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekamy. Takie spotkanie znacząco obniży nam średnią wieku. ;)

      Usuń
  3. Faktycznie można się zakochać w takich dróżkach i widokach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można. I długo trzyma takie zakochanie.

      Usuń
  4. Wciągająca ta wasza wędrówka...super zdjęcia, władca-kogut the best:). Byłam w ruinach zamku w Bodzentynie jakieś 15 lat temu, fajnie że z tych ruin coś jeszcze zostało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedyś była nasza ulubiona trasa, pamiętam ją nawet w wersji zimowej, kiedy zapomniałam okularów słonecznych i dostałam ślepoty śniegowej - cały następny dzień nie mogłam wyjść z domu.
      W okolicy ruin można teraz bezpiecznie spacerować, w pobliżu jest plac zabaw dla dzieci. Inny świat niż kilkanascie lat temu. Warto zajrzeć.

      Usuń