czwartek, 11 października 2018

Dwa szlaki i cztery szczyty

No i jeszcze nasza czwórka.
Te szlaki to czarny prowadzący na Szczytniak i fragment Głównego Szlaku Świętokrzyskiego w kierunku Trzcianki. Szliśmy tą trasą dwa lata temu (tu link), ale teraz wyglądała zupełnie inaczej. Można porównać.  

 jesienne pola i Święty Krzyż w oddali 

Tym razem start w Wałsnowie, skąd docieramy do szlaku i nim kierujemy się na południe. W oddali Święty Krzyż czerwieni się jesiennymi liśćmi, pola zrobiły się mniej monotonne, bo trwa orka, gdzieś w sadzie płonie ognisko – to gospodarz pali zeschnięte liście. Jesień, panie sierżancie.

na szlaku

widoczek na Święty Krzyż  

 orka

dym w sadzie

pola z widokiem na Pasmo Jeleniowskie 
 
Podejście na pierwszy szczyt – Skoszyńską – zaczynamy w Starym Skoszynie. W lesie jeszcze sporo zieleni, ale złoto już się nieśmiało przebija.

 wiejska droga

podejście na Skoszyńską

bukowe liście

Po niewielkim odcinku schodzenia zaczynamy kolejne podejście - zdobywamy Szczytniak. Gołoborze przechodzimy raczej spokojnie, chociaż trochę się wygłupiamy robiąc zdjęcia. 

 gołoborze solo


i z nami
 
Tuż pod szczytem spotykamy dawno niewidzianą kamienną kapliczkę z bardzo już wyblakłą ikoną.

kapliczka z wyblakłą ikoną 

 tak to wyglądało 4 lata temu
 
Po małym co nieco na ząb zaczynamy zejście ze Szczytniaka szlakiem czerwonym. Idziemy prawie na południe, a więc słonce świeci nam w oczy. Wcale to nie przeszkadza, bo liściaste drzewa dają świetną osłonę.

w plamach światła (zdjęcie z cyklu - nic nie widać) 
 
Na Przełęczy Jeleniowskiej Janek proponuje wspólne foto na tle jesiennego lasu. 

 Jeleniowska przed nami

czekoladą nas znęcił do tego zdjęcia 😋
 
Podejście na górę Jeleniowską każdy wykonuje we własnym tempie. Nie jest trudne – odcinki podejścia przeplatają się z wypoczynkiem na odcinkach płajem.
Prawie nie zauważamy, kiedy zaczynamy zejście z tej góry. 

Stach pierwszy 

huba
 
No i ja tradycyjnie zaglądam do moich ulubionych omszałych skałek rezerwatu na Jeleniowskiej. Trudno tam robić zdjęcia, bo słońce ostro świeci, ale pokażę, co mi się tam sfotografowało.  



 w rezerwacie jeszcze sporo zieleni

Przy zejściu z tej góry mamy niezłe widoki na okoliczne góry, no i idziemy niebrzydkim wąwozem. 

 jeszcze jeden widok na Święty Krzyż

cienisty wąwóz

Jeleniowska już za naszymi plecami

Jeden ze szczytów – Kobylą – trzeba jeszcze zdobyć. Na szczęście podejście na nią jest raczej proste. A zejście to wręcz mała przebieżka w nadziei na zdążenie na autobus.

dróżka na Kobylej 
 
Tym razem znów się udało. Zdążyliśmy, choć może lepiej było zostać dłużej w lesie. Tak tam teraz pięknie i spokojnie.
Trasa liczyła 14,5 kilometra. Niedużo, za to dojazd i powrót trwały i trwały… w sumie prawie tyle samo, co przejście przez góry.

Zdjęcia – Janek i ja

6 komentarzy:

  1. Ta ikona to na kamieniu pisana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jest taki świętokrzyski artysta - Michał Płoski, który pisze ikony na kamieniu. Oglądałam ich wystawę w jednej z kieleckich galerii kilka lat temu. Niesamowite wrażenie.

      Usuń