czwartek, 18 października 2018

Niestandardowa wycieczka na Miedziankę

Nie zaczęliśmy w Wiernej Rzece. Nie wyruszyliśmy żółtym szlakiem. I w ogóle szukaliśmy nowych dróg. No i nowe drogi znalezione, zapamiętane – do powtórki.

 Miedzianka czeka na nas 

Wysiedliśmy z pociągu w Rykoszynie, bo właściwie nigdy tu nie byliśmy. Maszerowaliśmy ładną drogą prowadzącą wzdłuż torów w kierunku kamieniołomu. Właściwie nic specjalnego.

 zagajnik po jednej stronie torów


nasza grupka po drugiej 

Po dotarciu do szosy zamierzaliśmy iść ścieżką szlaku zielonego, ale przyplątała się bardzo ładna prowadząca dawną kolejką ścieżka czerwonego szlaku rowerowego. Nie wiadomo skąd i dokąd ona prowadzi, bo w końcu nam ten szlak zniknął. 


 owoce kaliny i tarniny przy dróżce

Okolica zdaje się obfitować w kamieniołomy, więc ich szukaliśmy. Sukces, powiedziałabym, umiarkowany, żeby nie powiedzieć kalpa kompletna. Zarośnięte one są i tyle. 

 w zarośniętym przez las dawnym kamieniołomie

W końcu w pobliżu niebrzydkiej piaskowni Janek przekonał mnie, że pora jednak pomyśleć o głównym celu wycieczki – Miedziance, od której dosyć daleko odeszliśmy.

 piaskownia w lesie

Jedna leśna dróżka, druga, trzecia, trochę chaszczy i wreszcie wyszliśmy w okolicy Miedzianki. Zaczęliśmy podejście od wschodu. Bez jakiegokolwiek szlaku, jedynie ścieżkami. Ostatecznie, tyle już razy tymi ścieżkami się chodziło, to i tym razem udało nam się podejść na tę górę.

chaszcze i widoki za nami
 
oko w oko z Miedzianką
 
Przedarliśmy się przez piaszczyste ścieżki, potem kłujące chaszcze i wreszcie można było iść skalną granią, podziwiać widoki na okolice. Okazało się jednak, że nietypowy kierunek wchodzenia jest atrakcyjny, ale trudniejszy od przejścia z zachodu na wschód. Nic to, przecisnęliśmy się przez szczeliny, pokonali skalne stopnie. 




różne sposoby pokonywania skałek 

W nagrodę mogliśmy podziwiać samą Miedziankę i widoki z niej. Otaczała nas złota jesienna panorama. 


 giniemy w pejzażu 

widok z Miedzianki na zachód

Ja nie mogłam się oprzeć urodzie skałek. A i roślinność interesująca znalazła się wśród skał. 


skały 

czosnek skalny

ale jabłonki się w tym miejscu nie spodziewaliście, prawda? 

Po sporej porcji zachwytów przyszła pora opuścić Miedziankę. Nie chcieliśmy iść do Wiernej Rzeki. Trzeba było poszukać innego rozwiązania. 

sprawdzamy wariant zejścia, ale koledzy z przodu już wiedzą, że będzie dobry 

Zeszliśmy z góry żółtym szlakiem do szosy. Przy okazji rzuciliśmy okiem na wejście do jaskini, ale znów nie było chętnych do jej penetrowania. I dobrze.

ściany jaskini
 
Po zejściu ze szczytu pozostał nam już tylko marsz szlakiem na południe. Oczywiście nie obyło się bez oglądania się za siebie, żeby jeszcze raz i jeszcze raz rzucić okiem na Miedziankę.


Miedzianka coraz dalej

postój na skraju lasu
 
Leśny odcinek szlaku też nam się podobał, ale mnie już świerzbiły łapki, żeby wprowadzić jakieś zmiany. Pamiętam przecież, że w czasach, gdy ten szlak był znakowany słabo albo wcale, chadzaliśmy różnymi ścieżkami. I zawsze się do Chęcin dotarło. To czemu nie tym razem?



las na szlaku
 
Najpierw wybrałam bardzo ładną drogę u podnóża Grząb Bolmińskich. Szeroka, z widokami na północ. Co jakiś czas znów nam się wyłaniała Miedzianka w dali na horyzoncie. 

 moje ulubione samotne drzewa z widokiem na Miedziankę

brzozowy zagajnik

turyści na polnej drodze

widok na pola Polichna

Zdarzały nam się drogi kierujące nas na Grząby, ale uparcie trzymaliśmy się planu i takimi drogami na skraju lasu z widokami na pola dotarliśmy aż do rzeki Hutki i nowego mostu na niej.

 Hutka pod mostem

i poza nim

Za mostem widać było pięknie zaznaczone wejście szlaku żółtego na Grzywy Korzeczkowskie, ale i tu udało mi się przekonać kolegów, że może warto spróbować innej drogi do Chęcin. Wydawała się krótsza niż przejście szlakiem. Chyba nie była. A w każdym razie niewiele.
Ale za to mieliśmy urozmaicenie – pola, nieduże zagajniki, niewysokie wzniesienia. Nudno nie było. 

brzozowa alejka

 doskonała polna droga, nieprawdaż?

 kolejny zagajnik dla urozmaicenia

u podnóża Sosnówki
 
No i na końcu Staszek wypatrzył ze wzniesienia, na które nas zaprowadziła nasza droga, Chęciny. Wniosek – to nie ja doprowadziłam grupę do końcowego przystanku w Chęcinach, a Staszek do spółki z polną drogą.
I tak zakończyła się nasza jesienna eskapada. Liczyła ona 20,2 kilometra (oj, gdyby nie te głupie poszukiwania kamieniołomów, byłoby krócej) i dała nam dużo radości. Zmęczenia, rzecz jasna, też trochę.

 trasa wycieczki

PS dodaję linki do poprzednich relacji z Miedzianki: tu z roku 2017 i tam z roku 2014.
Zdjęcia – Janek, Staszek i ja

4 komentarze:

  1. "...sprawdzamy wariant zejścia..." - nie ma co się spieszyć,każdy jakoś zejdzie :)
    za to widoczki pierwsza klasa

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj Panie Boże więcej takich "niestandardów" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. Ale coraz trudniej o drogi, którymi jeszcze nie chodziliśmy. Zima za pasem - pora wracać na standardowe ścieżki.

      Usuń