sobota, 20 czerwca 2026

Radom – od murów miejskich do elektrowni

Głównym celem mojego spaceru po Radomiu był ostatni wymieniony w tytule obiekt. Dotarcie do niego okazało się podróżą w czasie i przestrzeni. 
Spacer zaczęliśmy na rogu ulic Limanowskiego i Wałowej. 
 
ulica Wałowa
 
jedno z podwórek 

 
Ulica Wałowa powstała na miejscu niegdysiejszych murów otaczających tak zwany Nowy Radom, miasto lokowane przez Kazimierza Wielkiego na prawie magdeburskim. Budowę murów rozpoczęto w XIV wieku. Obronę miasta zapewniały baszty, a wjazd do niego umożliwiały bramy miejskie. W XIX wieku względy praktyczne wzięły górę nad szacunkiem dla zabytku i mocno zniszczone mury oraz będący częścią miasta zamek królewski rozebrano. Zachowały się jedynie ich resztki, które podczas niedawnych prac remontowych odrestaurowano i wyeksponowano. Jako pierwsze spotkaliśmy pozostałości dawnej Bramy Krakowskiej nazywanej również Bramą Iłżecką. 
 

Tuż obok widzimy fragmenty murów miejskich i baszty. Jak widać, były one wybudowane z cegły (kolega Ed zachwycał się oryginalną cegłą gotycką) na fundamentach z kamieni. 
 

Co do zamku, to i on nie wytrzymał próby czasu. Zachował się jego parter, a i to nie w całości. 
 
 
makieta pokazuje wygląd zamku w czasach świetności 
 
Podczas ostatnich prac remontowych wyeksponowano gotyckie okienka, pozostałości oryginalnego ceglanego muru, a także obramowanie renesansowego okna z czasów przebudowy zamku w tym stylu. 
 


Na jednej ze ścian zamku umieszczono tablice upamiętniające ważne wydarzenia historyczne z nim związane. 
 
o tym hołdzie nie pamiętałam z lekcji historii
 

Na fundamentach niegdysiejszego zamkowego budynku gospodarczego wzniesiono w późniejszych czasach kamienicę, nazywaną obecnie „kamienicą starościńską”. 
 

Na pobliskim Placu Unii Radomsko-Wileńskiej też warto się zatrzymać. Odtworzono tu przebieg dawnych murów obronnych oraz ustawiono figurę Onufrego Zagłoby. Wyglądu tej postaci „użyczył” odtwórca jego roli w filmie „Pan Wołodyjowski” – Mieczysław Pawlikowski. Przyznam, że bardzo to sympatyczny pomniczek. 
 
 
Ulicą Grodzką zmierzaliśmy do rynku „Miasta kazimierzowskiego”. Zajrzeliśmy jednak po drodze do kościoła pod wezwaniem Jana Chrzciciela. 
 

Ten wiekowy kościół (XIV wiek) przeżył kilka poważnych prac zmieniających jego wygląd. 
 
 
Ostatnia miała miejsce w XX wieku. Nietrudno jednak zauważyć późnorenesansową kaplicę Kochanowskich zbudowaną przez Jana Kochanowskiego, chorążego kozienickiego, nie poetę. 
 

Wnętrze świątyni, choć piękne i z licznymi cennymi obiektami, mogliśmy podziwiać jedynie przez kratę. 
 
 
W otoczeniu fary szczególnie zainteresowały nas kamienne rzeźby. 
 
figura św. Jana Nepomucena ufundowana w roku 1752
 
kolumna z figurą Chrystusa u słupa (rok 1838)
 
 
Wróciwszy na ulicę Grodzką skierowaliśmy się ku rynkowi. 
 

Tu szczególną uwagę zwraca kamienica związana z rodem radomskich aptekarzy, Hoppenów. Urody dodają jej liczne zdobienia i lekkość eklektycznej fasady. 
 

W centrum rynku znajduje się Pomnik Czynu Legionów, odsłonięty w roku 1930, usunięty w czasie wojny przez Niemców i zrekonstruowany w roku 1991. 
 

Podczas spaceru po rynku zwróciliśmy uwagę na Nowy Ratusz i budynki dwóch muzeów – Jacka Malczewskiego i Historii Radomia. Nie zwiedzaliśmy ich.
 


Wybraliśmy się w kierunku elektrowni. Po drodze napotkaliśmy kilka uroczych przystanków. To, rzecz jasna, radomskie kościoły. 
Z daleka zauważyliśmy elegancki biały kościół w stylu takim jakby do gotyckiego podobnym, trochę niby renesansem zatrącał. Nic, tylko eklektyczny. Okazało się, że to kościół ewangelicko-augsburgski zbudowany pod koniec XIX wieku. Gdzieś w sieci znalazłam informację, że wybudowano go na miejscu jednej z wież murów miejskich. 
 

Dodam, że potwornie trudno go sfotografować, bo kierowcy myślą, że chcemy przejść przez jezdnię i zatrzymują się, aby na przepuścić. Musiałam się poddać na widok zatrzymującego się autobusu – siła wyższa, lepszych zdjęć nie będzie.
 

Wróciliśmy do ulicy Rwańskiej, a tu na skrzyżowaniu ulic kolejna świątynia. No, ta wygląda z daleka jak barokowa. Umieszczona przy wejściu tablica informuje, że projektantem budowli był słynny Tylman z Gameren. Przed nami kościół rektoralny pod wezwaniem Trójcy Św. 
 

Ma on w swojej historii czas przejęcia go na potrzeby zaborców i zmianę w cerkiew prawosławną, ba nawet sobór. Na szczęście w roku 1917 wrócił w ręce katolików, został niedługo po tym odrestaurowany. We wnętrzu możemy podziwiać ołtarz z osiemnastowiecznym obrazem Trójcy Św. 
 
 
Wróciliśmy na zaplanowaną trasę, żeby zwiedzić klasztor bernardynów, a w nim kościół pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej. 
 

Tu mieliśmy nieco pecha, bo kościół i zabudowania klasztorne są aktualnie w remoncie. Na szczęście ołtarz główny ze słynną grupą Ukrzyżowania z figurami pochodzącymi prawdopodobnie z warsztatu Wita Stwosza był doskonale widoczny.
 

Udało nam się również zajrzeć do kaplicy MB Anielskiej, gdzie pracownik budowlany łaskawie przymknął oko na naszą obecność i zobaczyliśmy gotyckie stalle – skromne, ale ciekawie ozdobione. 
 

Za radą budowlańca zajrzeliśmy na klasztorny wirydarz i pospacerowali po ogrodzie obok kościoła, gdzie można podziwiać ładnie odrestaurowane stacje Drogi Krzyżowej i tablice epitafijne. 
 


A skoro mowa o epitafiach, to warto dodać, że w kościele znajduje się epitafium dziadka Jacka Malczewskiego, Stanisława. 
 

I w końcu pomaszerowaliśmy w kierunku głównego celu naszej wycieczki – Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia (ulicą Traugutta do skrzyżowania z Kopernika). To ledwie kilka minut, a lądujemy w innym świecie. Jeszcze przed wejściem napotykamy wielkoformatowe rzeźby, których nie sposób przeoczyć. 
 
jedna z rzeźb Pawła Orłowskiego "Pink Bot"
 
Centrum mieści się w gmachu neogotyckiej elektrowni zbudowanej w roku 1901.
 
 
Kiedy już przestała działać, przekształcono ją w tę właśnie instytucję. Do starego budynku dobudowano nowe skrzydło. Wieńczy je oryginalne dzieło sztuki – neon „Cumulus radomski” Thorstena Goldberga. 
 

Wystawy odbywają się w pomieszczeniach dawnego pieca węglowego, do którego można podejść, ostrożnie dotknąć jego elementów (nie brudzą), spojrzeć z góry na ekspozycję lub znaleźć się oko w oko z ukrytym gdzieś w zakamarkach dziełem. 
 


W stałych zbiorach centrum znajduje się wiele prac uznanych artystów. Niektóre z nich można zobaczyć w ekspozycji. 
 
rzeźby Józefa Nowaka przedstawiające (od lewej) Jerzego Nowosielskiego, Wojciecha Fangora i Andy'ego Warhola
 
Podczas naszego zwiedzania głównymi dziełami były prace artystek zgromadzonych na wystawie „Woman Art Power2”, która potrwa do września.
 

Myślę, że warto znów kiedyś zajrzeć do Centrum na jedną z kolejnych wystaw. A i sam Radom ma wiele ciekawych miejsc do zaprezentowania. Pewnie znów tu się kiedyś wybierzemy.  
 
Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz