środa, 29 października 2014

Uciekł nam autobus i …


świat się nie zawalił. Kierownik trasy z niejakim żalem zrezygnował z zaplanowanej trasy i wsadził nas do innego autobusu. I tak zamiast na południe od Starachowic pojechaliśmy na północ. Wysiedliśmy w Pastwiskach i rozpoczęli improwizowaną wycieczkę zastępczą. Pewnie, gdybyśmy w domu układali trasę, to by nam taka fajna wycieczusia nie wyszła, a tak mieliśmy wiele radości i nawdychaliśmy się czystego tlenu w lasach iłżeckich i starachowickich. A słońce? A słońce świeciło cały czas, nareszcie!

Świeci? Świeci!

Powędrowaliśmy uroczymi ścieżkami do leśnej drogi w kierunku Piotrowego Pola. Pierwszy postój nastąpił w pobliżu pomnika ku czci partyzantów poległych w nierównej walce z Niemcami 1 października 1944 roku. W pobliżu pomnika zauważyliśmy ostatnią stację nowej drogi krzyżowej. Bardzo to oryginalna droga, bo łączy stacje Męki Pańskiej ze wspomnieniem wydarzeń z wojennej historii Polski. Idąc dalej napotkaliśmy kolejne stacje, przypuszczam, że początek ma ta droga we wsi Piotrowe Pole, ale tam już nie zaglądaliśmy. Zostawiamy sobie tę wyprawę na późniejszy termin.

pomnik ku czci poległych w walce partyzantów z oddziału porucznika Wincentego Tomasika, ps. "Potok"

XIV stacja drogi krzyżowej 
 
Rzuciliśmy za to okiem na rezerwat Piotrowe Pole. Konia z rzędem temu, kto znajdzie ten rezerwat na mapie – śladu nie ma. Ale rezerwat jest. I ma rację bytu, bo drzewa w nim solidne – piękne wiekowe modrzewie (podobno mają po 170 – 180 lat), a między nimi nieco młodsze buki i graby. Rezerwat zajmuje obszar po zachodniej stronie drogi w kierunku wsi Piotrowe Pole, jest oznaczony tablicami informacyjnymi, wiec bez trudu możecie go odszukać bez mapy. 

jeden z modrzewi w rezerwacie (na uroczo przylepionym karteluszku kilka informacji o rezerwacie)

kostropaty pień
  
A na samej granicy rezerwatu  przy skręcie do wsi stoi krzyż i kamienny pomnik upamiętniający mieszkańców zamordowanych po spaleniu wsi przez hitlerowców w 1944 roku. Nowy krzyż zastąpił stojący na tym miejscu poprzedni z 1909 roku. 

tablica upamiętniająca ofiary pacyfikacji wsi Piotrowe Pole 

pobliski krzyż obecnie

krzyż z 1909 roku (zdjęcie wykonane cztery lata temu)
 
Po takiej porcji historycznych pomników ruszamy na trasę przyrodniczą – wędrujemy leśnymi przecinkami, które są pięknymi, wygodnymi drogami. Suche toto, szerokie, wygodne – nic tylko iść i iść przed siebie na południe i napawać się czystym powietrzem.

gdzieś na trasie
 
Docieramy wreszcie do asfaltowej drogi, przy której znajduje się skromny drogowskaz „pomnik przyrody”. Co to za pomnik? Otóż dąb Maciek – dziarski staruszek w wieku jakoby 400 lat. Znacie go? My znamy, bo 5 lat temu udało nam się go odszukać. To jest właśnie słowo kluczowe – tego dębu trzeba szukać. Każdy z nas pamięta inną drogę, którą do niego szliśmy. Mapa wskazuje jeszcze inną. Wszystko to razem funta kłaków nie warte. Jedna droga zgodna z mapą szefa nie prowadzi do dębu, druga, którą ja pamiętam jako asfaltową jest leśną drogą porośniętą trawą, ale to ona doprowadza do celu. Oczywiście przy skręcie w nią jest również drogowskaz niedbale oparty o pień drzewa. Ale już przy samym Maćku żadnych informacji, jedynie paśnik dla zwierząt, który każdy z nas zapamiętał z poprzedniej wycieczki. A za nim w fantastycznym obniżeniu terenu Staszek wreszcie wypatrzył nasz pomnik przyrody – Maciek stoi spokojnie i czeka na odwiedziny. 

Staszek i Maciek 

Maciek w damskim towarzystwie (wiosną roku 2009)

 Maciek rośnie wysoko
 
Teren wokół Maćka (albo inny teren – mapy różnie wskazują) jest planowany jako rezerwat przyrody Zapadnie Doły. Owe tytułowe doły to leje krasowe, zapadliska, dolinki. Warto ich podobno szukać wiosną, kiedy są najbardziej widowiskowe. 

teren planowanego rezerwatu (tak mi się przynajmniej wydaje)
 
I tu muszę sobie pozwolić na dygresję: Napotkaliśmy w naszych wędrówkach wiele ścieżek dydaktycznych, które ktoś bezmyślnie oznakował wzdłuż szlaków turystycznych. Nie wiadomo po co. A tu jest cel, a znakowanej ścieżki brak. Może to i dobrze? Przynajmniej Maciek ma spokój. 

Wyprawę zakończyliśmy w Brodach Iłżeckich po przejściu 21,9km. Na ostatnim odcinku mieliśmy wprawdzie znów odrobinę asfaltu, ale w jakich pięknych wąwozach on prowadzi! I jeszcze zabytkowa willa modrzewiowa z roku 1910. Dostojna i elegancka, otoczona starym nieco zdziczałym ogrodem. 

droga do Brodów 

modrzewiowy dom w Brodach Iłżeckich 

okno tego domu

I co? Dobrze zrobiliśmy, że nie załamaliśmy się tym, że nam rano uciekł autobus?

Zdjęcia – Edek i ja

5 komentarzy:

  1. Maćka pamiętam... czy poprawiło się oznakowanie jego usytuowania ?
    Foty jesienne super. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oznakowanie nic a nic nie lepsze. Wręcz przeciwnie. Tablica, która kiedyś była solidnie wkopana stoi oparta o drzewo i ktoś słabo zorientowany nie może być pewny, czy to taki kaprys, czy rzeczywisty drogowskaz.

      Usuń
  2. Znakomicie zrobiliscie! Niniejszym udzielam Wam pochwaly na caly Internet! :-) A relacje tak sie fajnie czyta, ze czuje sie jakbym tam z wami wedrowala! Aniu... zostalas rozpoznana wsrod obsciskujacych Wojtka! Dobrze, ze juz w szkole nie pracujesz... ;-) Ale prezentujesz sie na medal! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, dziękuję za miłe słowa. Brak kontaktu ze szkołą uskrzydla! Przynajmniej niektórych. No i ten czas wolny w dużych ilościach - jak to uzależnia.
      A co do obściskiwania, to czasem dobrze się do kogoś przytulić. ;)

      Usuń
    2. Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci!:-)

      Usuń