piątek, 7 listopada 2014

Ach! jechać, jechać gdzieś nam, gdzie w koło cisza leśna. Tam na zmęczone uszy kłaść okład z tej głuszy.*

No to pojechaliśmy za całe 6,30 zł do Borek, a tam – w las. Nie powiem, wędrowaliśmy niebieskim szlakiem, ale sam się napraszał, to głupio by było rezygnować z  okazji.  

las zaprasza

Idziemy więc sobie porządną drogą przez las, coraz dalej od ludzkich osiedli, „i gdzież spokój, u licha!”*. No właśnie. Okazało się, że Mistrz miał rację „Ach, cisza, cisza leśna nie jest taka cicha. Niestety – nie jest.”* Na oko byliśmy naprawdę głęboko w lesie, ale uszy nie były tego pewne – gdzieś w oddali warczały piły motorowe, traktory. Czyli wrażenia jak ze średniej wielkości tartaku. W końcu i oczy się przetarły – wkroczyliśmy na trasę wywózki drewna. Ale nie z nami takie numery, pokonaliśmy cywilizację. Błoto się ominęło bokiem. Za to prawdziwe leśne bagno – o, to wyzwanie godne turysty pieszego. Trzeba się było wykazać zręcznością i pomysłowością, żeby ominąć najgłębsze trzęsawisko. I z tym sobie poradziliśmy!

Wystarczy zejść nieco ze szlaku, aby znów trafić do źródła Biały Stok.

 ślady cywilizacji na szlaku

a to przyzwoite bagno - aż miło 

W ten sposób dotarliśmy do rezerwatu Skałki Piekło pod Niekłaniem. Byliśmy tam prawie rok temu, a mimo to zaskoczyło nas parę rzeczy. Otóż pojawił się nowy przecudnej urody szlak czerwony. Wyłonił się z niebytu i prowadził razem z niebieskim. Oba zgodnie oprowadziły nas po wszystkich skałkach – duży plus. 
Czyżby to jeden z Entów zabłąkał się ze Śródziemia w nasze lasy i pilnuje dostępu do rezerwatu? 

To chyba jego brat - ten na terenie rezerwatu.

 Do skałek trzeba się wdrapać.

 

 
 skałki w słońcu i bez niego 

Po wyjściu z rezerwatu mieliśmy wybór – iść czerwonym i niebieskim lub czerwonym i czarnym. Wybraliśmy drugi wariant – dla nas duże urozmaicenie, bo szlaki prowadzą innymi drogami niż dawny szlak czarny. Ścieżki raczej porządne, choć małe bagienko też się trafia, a hałas teraz inny – jak na budowie. Zgadujemy, że to odgłosy budowy mostu na Kamiennej. Pewności brak.
Kiedy tak sobie wędrujemy w „ciszy leśnej”, szlaki się rozdzielają – czerwony znika, a czarny prowadzi do Niekłania.  Nam w to graj, bo mamy ochotę obejrzeć pozostałości zabudowań z czasów świetności majątku Platerów. W starym zdziczałym parku natrafiamy na ruiny dawnej oficyny dla służby hrabiego Platera, a idąc główną ulicą wsi oglądamy budynki związane z działalnością przemysłową Platerów. Jedne są w rękach prywatnych i młodnieją, a inne przeznaczone na mieszkania komunalne popadają w zaniedbanie. O, dziwne – w Niekłaniu cicho jest. Gdzie leśne hałasy? 

 aleja grabowa w Niekłaniu

ruina - pozostałość oficyny

dawne biura przedsiębiorstwa Platerów

herb Platerów na budynku dawnej ochronki

niekłańska ciekawostka - zespół piwniczek w Niekłaniu Małym 

Z Niekłania maszerujemy przez Nadziejów do kolejnego lasu. I tu nareszcie złoto jesieni, sucha droga i cisza! Rozmawiać można. A jest o czym, bo znów natrafiamy na szlak czerwony. Wygląda na to, że ktoś go prowadzi z dwóch nieznanych nam końców i brakuje centralnego fragmentu. Oby się tylko te końce kiedyś połączyły! Podejrzewamy, że ten nowy ogniście czerwony szlak ma coś wspólnego z tak zwanym „piekielnym szlakiem”, bo jego tabliczki spotykaliśmy dziś kilkakrotnie. Ale, jak zwykle, pewności brak. Właściwej i solidnej informacji takoż. 
Jeśli ktoś z czytelników wie cokolwiek na ten temat, niech nie trzyma tej wiedzy w ukryciu i podzieli się z nami. 

 jesień w Nadziejowie 

jeden ze znaków szlaku piekielnego i jednocześnie czerwonego

My zaś syci świeżego powietrza, prawie wiosennego ciepła, widoków, zagadek i leśnej ciszy doczłapaliśmy do Pięt. 

Mijaliśmy ruiny cegielni w Sołtykowie.

Zdewastowany budynek to nie "Stacyjka Zdrój", oj nie. 

Brzozowa aleja  prowadzi do przystanku w Piętach.
 
I tym oto sposobem poszło nam w Pięty 19,6 km.

*J. Przybora „Cisza leśna”, piosenka z „Kabaretu jeszcze Starszych Panów”

Zdjęcia – Edek i ja

10 komentarzy:

  1. Aniu, toz to prawdziwa uczta dla 'czytacza' i 'ogladacza'. I w dodatku wpisem tym obudzilas sporo wspomnien z wypraw w tamte okolice, wlacznie ze zduszeniem pozaru w zarodku w okolicy Piekla, nomen omen! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam okazji wzniecenia pożaru. parę lat temu miałam taką historię ogniową - zaledwie zdążyliśmy ułożyć patyki na ognisko, a już się pojawił nie wiadomo skąd czujny leśnik i zagroził karą pieniężna, jak tylko zapalimy nawet zapałkę. I tak się skończyło ognisko "na zimno".

      Usuń
  2. Piękne , jesienne zdjęcia. Muszę przyznać , że w takim formacie ogląda się je wspaniale .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na przyszłość zostaną większe. Pod względem nakładu pracy żadna różnica, a jeśli lepiej widać, może zostać.

      Usuń
  3. Piękna relacja i wspaniałe foty... dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas tej wyprawy wspominaliśmy tę sprzed paru lat, którą Ty zorganizowałeś - to dopiero była zabawa! Te zdjęcia z wygłupami! I poszukiwanie źródła. Pamiętasz?

      Usuń
    2. Niestety tylko przez mgłę... mam już swoje lata,trzymam się tylko dzięki Pogodzie Ducha !

      Usuń
    3. Ale masz zdjęcia, obejrzyj i wszystko ci się przypomni.
      A dziś Pogoda Ducha niezbędna, bo to za oknem, to ... szkoda gadać.

      Usuń
  4. Aleja Grabowa robi wrażenie. A jeśli chodzi o format zdjęć.....miałem to kiedyś zaproponować, ale odkryłem, że po kliknięciu w jedno z nich wyświetla się w pełnym rozmiarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doszłam do wniosku, że jednak będą duże, bo tak się lepiej prezentują (Podejrzałam na innych blogach. A, jak wszyscy, to i babcia też.)
      Co do alei, to ma jeszcze inny walor, niemożliwy do oddania na zdjęciu - przejściu przez nią towarzysz delikatny szkolny szum, bo prowadzi przy szkole.

      Usuń