czwartek, 27 października 2016

Kilka razy się zdziwiłam

Najpierw się zdziwiłam, że w ogóle poszliśmy na wycieczkę w środę, bo ostatnio w każdą środę lał deszcz i wycieczki nie było. A tu, proszę – jedziemy. Za oknem busa ponuro, ale mimo wszystko jedziemy. Może nie będzie tak źle.
I nie jest. Wysiadamy w Mircu i ruszamy w szarość na wschód. Minęło trochę czasu, a tu ni z tego ni z owego zaczyna się rozjaśniać. Najpierw nieśmiało, a potem poszło na całość.
Słońce oświetliło pola Tychowa. I jesienne barwy zagrały aż miło. 


pola Tychowa Nowego
  
Tak się na te barwy zagapiłam, że nie zauważyłam rowu melioracyjnego na łące. No, tu to się bardzo zdziwiłam, kiedy poczułam zimną wodę wlewającą się do mojego lewego buta górą (a Edek mawia zawsze, że buty mocno sznurować trzeba), na szczęście prawa noga wyładowała kolanem poza rowem i tak się wykaraskałam. Zawsze myślałam, że w takiej sytuacji się rozryczę, a tu nic. Otrzepałam się i poszłam. I to było moje prywatne największe zdziwienie. 



pola Tychowa Starego
 
Dalej wycieczka przebiegała spokojnie. Szliśmy sobie polną drogą, wiatr suszył moje spodnie, słońce wydobywało urodę jesiennych pól. Przyjemnie.

jesienne barwy na polach

polna droga do Krzewy

na skraju wsi Krzewa
 
Na horyzoncie pojawiła się niewielka, ale ładna górka – taka trochę jakby sportowa w nazwie. Małyszyńska się nazywa. I wcale nie od Małysza, a od pobliskiej wsi o nazwie Małyszyn. 


widok na Górę Małyszyńską 

Góry nie zdobywaliśmy, bo szef miał zupełnie inne plany. Pociągnął nas w stronę lasu na południe od Małyszyna.

pola Małyszyna

polny elegant z Małyszyna
 
W lesie niebrzydko. Jesiennie. No, może odrobina błota i ze trzy kałuże. 

 leśna droga z lustrem

Ale szef zaczął zachowywać się co najmniej dziwnie – zaglądał w las, wracał.  Aż mnie to zaniepokoiło. Okazało się, że szuka pomnika. I zlecił pozostałym uczestnikom wycieczki baczną obserwację lasu. No to obserwujemy.
Mnie tylko zdziwiło, że koledzy jakoś słabo obserwują, nic tylko zasuwają do przodu. Kto więc wypatrzył pomnik?  Pytek, czyli ja!
Zresztą, to wcale nie pomnik, a podstawa krzyża z roku 1840. Wystawił go „mąż troskliwy Michał Kurek” na miejscu, gdzie pochował żonę Wiktorię wraz wnukiem „w czasie klęski wydarzonej w roku 1837”. Teraz krzyż gdzieś zaginął, zachowała się tylko podstawa schowana w lesie, ale możliwa do wypatrzenia i odwiedzana – widać tu dawno wypalone znicze nagrobne. 


pomnik przy leśnej drodze z Małyszyna do Lipia

Idziemy dalej w stronę zabudowań. Droga znów ładna. 

kolejna, ale nie ostatnia, leśna droga
 
Między zabudowaniami skręcamy na zachód. Droga prowadzi w stronę małego zagajnika. A tam to już jesień wciągnęła kolegów na całego. Trafiliśmy na grupę dębów czerwonych. Słońce akurat nie świeciło, ale i tak dęby pokazały, na co je stać jesienią. 

jesienne barwy wciągają kolegów

i już po nich
 
Przy tej drodze Staszek wypatrzył kolejny obiekt z planu kierownictwa. To kamienny słup zwieńczony latarnią umarłych upamiętniający epidemię cholery, która dotknęła mieszkańców Lipia w roku 1849. Prawdopodobnie ten obiekt i spotkany wcześniej pomnik to pozostałości cmentarzy cholerycznych z XIX wieku. Dobrze, że chociaż one się zachowały.

 kolumna na miejscu cmentarza cholerycznego z roku 1849

latarnia umarłych wieńcząca kolumnę 

Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że droga, którą szliśmy od miejsca kapliczki słupowej doprowadziła nas do drogi z Lipia, którą niejednokrotnie chodziliśmy, ale zawsze skręcamy z niej w lewo, a wystarczyło raz wybrać inny wariant i już byśmy wcześniej znaleźli te ciekawe obiekty w lesie. A na poszukiwania wybraliśmy się zachęceni komentarzem jednego z czytelników, który „dał cynk” o nich w komentarzu. Dziękuję. Warto było się tam wybrać.

ta ostatnia różyczka dla czytelników
 
Teraz spokojnie powędrowaliśmy przez Lipie i dalej w las żółtym szlakiem.
A ten miał dla nas parę niespodzianek. Jest świeżo znakowany i prowadzi nieco inaczej niż dotychczas. Omija najbardziej zawiłe i podmokłe miejsce na dawnej trasie, gdzie się zwykle mocno trzeba było pilnować. 

las na szlaku

kolonia grzybków w jesiennej kolorystyce

nowa nadrzewna kapliczka na szlaku

nowy odcinek szlaku - wygodny, ale smutny

Szlak nie omija naszej ulubionej hałdy po kopalni Majówka. Skoro już do niej podeszliśmy, postanowiliśmy się wdrapać na szczyt. To była jedna z najlepszych decyzji tej wycieczki. Widok z hałdy był powalający. Wokół nas ocean jesiennego lasu. My zaś jak rozbitkowie na samotnej wyspie pośrodku. W oddali białe statki zabudowań fabrycznych Starachowic, a na horyzoncie Góry Świętokrzyskie w błękitnej mgiełce – całe Pasmo Jeleniowskie i Łysogóry. Żadne zdjęcie nie odda urody tych widoków. 




widok z hałdy pokopalnianej na lasy starachowickie

zielone jeszcze się trzyma  
 
Kiedy już ochłonęliśmy z zachwytów, pora było maszerować do Starachowic. No, tu już nic specjalnego. 


Gdzie ludziom do tych barw leśnych? 
 
Licznik wykazał, że przeszliśmy 21,3 kilometra. Z trasy wróciliśmy ciężsi o solidną porcję błota z hałdy, ale zadowoleni.

 ubłocony turysta to turysta szczęśliwy

A na zakończenie – zdziwicie się, ale nic a nic się nie przeziębiłam mimo nieszczęsnego zanurzenia na początku wycieczki.


Zdjęcia – Edek i ja

14 komentarzy:

  1. Cieszę się, że cynk był przydatny:) Tak się złożyło, że również byłem niedawno w Lipiu i okolicy. "Odkryłem", że kilka kilometrów od wioski znajduje się Dębowa Góra i ona była moim głównym celem. Jest najwyższym wzniesieniem Puszczy Iłżeckiej, ale ciekawsze jest to, że w czasie II WŚ znajdował się tam obóz partyzancki. Mało tego, obóz jest corocznie rekonstruowany przy okazji złazu turystycznego! Szkoda, że nie na stałe. Więcej informacji, oraz mapka dostępna jest tutaj http://www.kotyzka.pl/to-juz-20-go-w-najblizsza-sobote-x-zlaz-turystyczny-debowa-gora-2016/
    Na jednym zdjęciu w panoramio można zobaczyć wyrytą datę na buku - 1940. Mnie niestety nie udało się go odszukać.http://www.panoramio.com/photo/13445639 (strona niestety od listopada przestanie działać)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za kolejny trop do zbadania.
    Bardzo szkoda zniknięcia panoramio, bo naprawdę była to przydatna strona, zwłaszcza dodane do zdjęć namiary satelitarne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze fotopolska.eu ale panoramio było pod pewnymi względami dużo lepsze. Szkoda.

      Usuń
    2. Coś tam nie działa. Nie mogę się połączyć. Może za jakiś czas się poprawi.

      Usuń
  3. Dziękuję za dużą dawkę kolorowej jesieni, której sam nie mogę zobaczyć, bo praca, praca, praca... a jak nie praca to deszcz, deszcz, deszcz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo - mamy, to się dzielimy.
      I pamiętaj, "jeszcze tylko parę wiosen..." i Ty też możesz zostać emerytem.;)

      Usuń
  4. ale urokliwa wędrówka, miałem w planach kolka jesiennych tras, ale nak u Michała nak nke tyraczka to sr... znaczy deszcz;).
    Pozazdrościć widoków, sam niby także mam, ale to nie to samo, patrzeć a wędrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak - wędrować w słoneczny jesienny dzień - sama radość.
      A dziś już zaczęło wiać i liści ubywa. Mieliśmy szczęście.

      Usuń
  5. Piękne ten kamienny cokół i kapliczka. W naszej wiosce były podobno aż trzy takie cmentarze ale nie zachowały się po nich żadne ślady... I nie wiemy czy jakiekolwiek wzmianki są o nich w archiwach...
    Trochę zazdrościmy takich pięknych jesiennych widoków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszej okolicy sporo takich cmentarzy można spotkać. Przypominają o nich krzyże postawione w ostatnich latach. Rzadko się zdarzają zachowane dawne krzyże czy kapliczki z okresu powstania cmentarza. To zrozumiałe - nikt wtedy nie myślał o upamiętnieniu zmarłych, ratowanie życia było ważniejsze.
      W naszym mieście (wtedy nie było jeszcze miastem) był podobno taki cmentarz, ale o jego istnieniu tylko się opowiada - też brak dokumentacji.

      Usuń
  6. Chociaż zimna nie znoszę - uwielbiam kolory naszej polskiej jesieni, które tak pięknie pokazujesz na swoich zdjęciach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Na szczęście jesienią nie zawsze jest zimno, a kolory cieszą oczy i serce.

      Usuń
  7. Piękne foty i trasa urokliwa chociaż choleryczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmowałabym się tą "chlerycznością". Ostatecznie już ładnych parę lat minęło od tamtych epidemii.

      Usuń