poniedziałek, 27 lutego 2017

Żaden kamieniołom się przed nami nie ukryje

Zwłaszcza przed kolegą Edwardem. Wypatrzył jeden niedawno na mapie i dał mi na niego zlecenie. Miałam go odszukać w terenie. Cóż było robić, przyjęłam robotę.
Żeby wycieczka nie była za krótka, wyruszyliśmy w sporej odległości od celu wyprawy. Maszerowaliśmy z Grzybowej Góry ogólnie rzecz biorąc na północ. I był to marsz na rozruszanie, bo miejsca znane, często odwiedzane. Na wietrzny poranek w sam raz, bo w lesie przyjemnie i ciepło.

poletka wśród ugorów

przedwiośnie w lesie

leśna dróżka 

kapliczek na tym drzewie wciąż przybywa

krótka narada - zaraz kompas pójdzie w ruch 
 
Odcinek polny w stronę Kierza Niedźwiedziego dostarczył trochę atrakcji w postaci przewiania. Poza tym okazało się, że zaginiony głaz narzutowy nadal nie wrócił na swoje dawne miejsce. Ale tęsknimy.

na granicy lasu i pól

zboża jeszcze drzemią  

na drodze w kierunku Kierza Niedźwiedziego 
 
Za Kierzem spotkanie ze starym znajomym mostem „oponowym”, który nieodmiennie uświadamia mi, że tworzywa sztuczne są wieczne. Jeszcze za marne trzysta lat turyści tu przyjdą (o ile drzewa zostaną) i spokojnie pokonają strumyk na skraju lasu po tych oponach od malucha. 

mostek oponowy - zawsze do usług
 
Po śniadaniu zaczynamy zmieniać kierunek marszu na bardziej północno zachodni, żeby jednak znaleźć obiecany kamieniołom. Wśród pól Gąsaw Rządowych wieje solidnie, ale uparcie dążymy przed siebie. Czyli do stacji kolejowej w Szydłowcu, która, jak wiadomo, jest oddalona od właściwego Szydłowca o ładnych parę kilometrów. 

 rozległe pola Gąsaw Rządowych

podupadająca willa w Gąsawach 

to ona cztery lata temu

rozlewisko przy drodze do stacji kolejowej

pozostałości budynku stacji w Szydłowcu
 
My jednak nie wybieramy się  do miasta. Zmieniamy ostro kierunek marszu na zachodni i wreszcie docieramy do porządnej drogi leśnej, która prowadzi do poszukiwanego kamieniołomu. Nieśmiało przypominam sobie, że to ja go miałam znaleźć, ale kolega Ed wyrwał do przodu jak gazela i to on pierwszy go wypatrzył.
Przyjemny ten kamieniołom jest. Ma jedną ścianę skalną, a poza tym jest wypełniony wodą. Na razie woda zamarzła, ale to nawet lepiej, bo przynajmniej daje się ją zobaczyć na zdjęciach. Poza tym cały jest otoczony lasem, ale można przejść wokół niego. Widać, że miłośnicy ognisk też tu mają używanie.
Poza tym żadnych informacji o tym miejscu nigdzie się nie udało znaleźć. 



nieczynny kamieniołom w Sadku 
 
Przyszło nam wrócić do drogi i zaraz znaleźliśmy się we wsi Sadek. Tu trochę wydłużyliśmy planowaną trasę, żeby dotrzeć na skraj wsi, gdzie kilka lat temu umieszczono krzyż upamiętniający śmierć dwóch żołnierzy AK – Jana Bąka i Aleksandra Szymańskiego. Zostali oni zastrzeleni przez hitlerowców w tym miejscu w lipcu 1944 roku.  Krzyż ufundowała córka Jana Bąka.
Jest w tej wsi jeszcze jeden krzyż związany z wojenna historią Sadku, ale zostawiliśmy sobie dotarcie do niego na inna wyprawę.

płyta upamiętniająca Janusza Kusocińskiego - patrona szkoły w Sadku

krzyż na miejscu egzekucji żołnierzy AK
 
Sami zaś powędrowaliśmy leśną ścieżką na zachód, a potem na północ, żeby dotrzeć do przystanku we wsi Barak. 
A tam trwa budowa nowej drogi szybkiego ruchu w kierunku Radomia. Na całej trasie tak nie ubłociliśmy butów jak na tym ostatnim odcinku. Nic to, najważniejsze, że na bus zdążyliśmy, a nawet trochę czekaliśmy.
Licznik wskazał, że przeszliśmy 18,5 kilometra. Trochę nas wiatr przewiał, ale deszczu ani śniegu nie było. Pogoda niezła. Warto było wyjść z domu.   

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

16 komentarzy:

  1. Ciekawe miejsce... willa,fajne porównanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Willa z wolna się rozpada. Aż żal, bo można by w niej elegancko mieszkać.

      Usuń
  2. Czy to ten kamieniołom był celem wyprawy? https://goo.gl/maps/vvRZcUn3LKF2
    Jeżeli tak, to kilka lat temu też go znalazłem przypadkowo. Tylko teren był tak zagęszczony florą leśną, że widziałem tylko ten stawik

    Jeszcze chciałbym napisać o zbiegu okoliczności...:) Przy okazji ostatniego wpisu napomknąłem o moim hobby - geocachingu. Tymczasem podczas tej wycieczki nieświadomie znaleźliście Państwo jedną z moich skrzynek!:) No, może "znalezienie" to niezbyt dobre słowo, bo do tego trzeba szukania. Niech to więc będą nieświadome odwiedziny:)
    Ale właśnie, cała sztuka polega na tym, żeby kesz (czyli ta skrzynka) pozostawała niewidoczna dla osób niebawiących się w tę zabawę.
    Ciekawe czy wytypujecie Państwo poprawnie, o który obiekt chodzi?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamieniołom ten sam, co w odnośniku. Ta mapka z widocznym jeziorkiem bardzo była przydatna w poszukiwaniach.
      Nie mieliśmy żadnego sprzętu do poszukiwań, więc nie ma mowy o znalezieniu celowym czegokolwiek. Jedyne miejsce na ukrycie czegokolwiek niedużego to, moim zdaniem, drzewo kapliczkowe, które ma o jedną kapliczkę więcej niż poprzednio.

      Usuń
    2. Brawo!:)
      Choć jak teraz przeglądałem stare zdjęcia (2012 rok), to widać na ziemi zniszczoną kapliczkę. Można więc napisać, że teraz ich liczba się zgadza:)
      https://goo.gl/photos/SXt464AuwgjGoZQM7
      Proszę spróbować przy następnej okazji odnaleźć dzienniczek (tzw. logbook) i wpisać się:)
      PS., przy szydłowieckim dworcu, czy krzyżu w Sadku (tym nieodwiedzonym) także są skrzynki. Ale tu już może nie będę zdradzał szczegółów...:)

      Usuń
    3. W tej sytuacji nie ma wyjścia - trzeba poszukać tych skrzynek za jakiś czas.

      Usuń
  3. I pomyśleć, że czasami wystarczy tylko po prostu wyjść z domu....
    Piękna wycieczka !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi przede wszystkim. Wyjść. Nie siedzieć.

      Usuń
  4. Ja bym szukał kamieniołomu na GPS'a ;) Mapa compassu na smartfonie i naprowadzi na punkt. Wprawdzie umiem jeszcze nawigować na kompas ale... Pokazywałem to kiedyś młodym, całkiem jak bym ich uczył łapać ryby ościenem... fajny artefakt, ale raczej już trąci myszką ;)

    Wycieczka świetna, no i ten kaminiołom... to w ogóle jakaś ciekawostka bo mamy tam kilka nawarstwień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mam smartfona, ani GPS.
      Za to mój kompas ma i linijkę i lupę. Artefakt o charakterze prawie militarnym (kupiłam w sklepie z towarem z demobilu). Smartfon może mu łapką pomachać. ;)
      Jedną ciekawostkę przemilczałam - ten kamieniołom przed laty służył jako kąpielisko dla dzieciaków.

      Usuń
    2. A mój widać na tapecie mojego bloga... też praktyczna busola.

      Usuń
    3. Ja poprzednio miałam autentyczną busolę Adrianowa, starsza ode mnie była. Po dziadku myśliwym.

      Usuń
  5. W taką wietrzną pogodę gdy po nogami mokro trzeba dobrze się przygotować do takiej wyprawy by przeziebienia nie złapać :) Najbardziej urzekły nas te kapliczki na drzewie i niszczejąca willa... Może ktoś ją uratuje przed niechybnym zawaleniem... Przedwiośnie to jest fajny czas na szukanie różnych śladów np. starych budynków, krzyży przydrożnych i tak jak w Beskidzie wysiedlonych wsi... Bo zimą przykrywa wszystko śnieg a wiosną i latem bujna roślinność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotowaliśmy się dobrze - nikt nie złapał przeziębienia. Ja mam zawsze w plecaku dwie zapasowe czapki i sweterek.
      Co do willi, to brak jakiejkolwiek informacji, ale niestety stopniowo słabnie...
      Kilka lat temu właśnie na przedwiośniu znaleźliśmy ślady wysiedlonych wsi w naszym rejonie. Wysiedlano pod poligon wojskowy, a po jego zamknięciu teren zalesiono.

      Usuń
    2. Pisaliście może o tych wsiach? Jeżeli tak to podajcie link :) Z chęcia przeczytamy :)

      Usuń
    3. Są dwa wpisy http://swietokrzyskiewloczegi.blogspot.com/2015/03/o-tym-jakie-niespodzianki-moze.html
      i http://swietokrzyskiewloczegi.blogspot.com/2015/04/znow-powedrowalismy-do-gowarczowa.html
      ale jeszcze nie wszystkie ślady tych wsi znaleźliśmy.

      Usuń