piątek, 14 września 2018

I tylko muszelek nie było


Wędrowaliśmy z Włoszczowic do Korytnicy. Na trasie miało się znaleźć kilka ciekawostek. I większość z nich się pojawiła we właściwym miejscu i czasie.
Najpierw szliśmy w stronę przejazdu kolejowego przy stacji Zagonnie. Rzut oka na tory kolejowe – tu nam się Stach rozczulił wspominając dawne czasy, kiedy to przejeżdżał tędy prowadząc pociągi. Ech…

 
torami w świat

Przypomniał sobie Stach, że na polach widywał wtedy zaprzężone do pługa woły. I wcale nie było to aż tak dawno, jak by się mogło wydawać – raptem w latach siedemdziesiątych.
Teraz maszerowaliśmy ładną polną drogą – zero asfaltu, widoki na pola, las i niebo. 

ja prowadzę, ale dla potrzeb zdjęcia zostałam w tyle (z tym, że chodziło o zdjęcie garderoby)

Tak dotarliśmy do wsi Lipa. A tu sprawdzamy, jak się ma mój dobry znajomy – wiekowy spichlerz wśród pól. Panowie spotkali go po raz pierwszy. Trzyma się nieźle.

 spichlerz w Lipie (tu link do poprzedniej relacji ze spotkania z nim)

okienko

Mapa sugeruje, że powinniśmy przejść obok drewnianego dworku z początku ubiegłego wieku, a dalej poszukać kolejnej polnej drogi prowadzącej początkowo obok krzyża. I wszystko się zgadza. Jak się człowiek dobrze mapie i terenowi przyjrzy, to się najczęściej wszystko zgadza.

 stare lipy wokół dworku w Lipie


przydrożny krzyż pilnowany przez dwa kasztanowce 

Przy tej polnej drodze wyłaniają się dwie niezbyt pokaźne góry. Każda inna, ale obie warte zainteresowania. 

 dwie góry - Grodziskowa i Łysa 

Najpierw wspinamy się mozolnie na Grodziskową Górę. Stromo jest, idziemy po śladach motocykli terenowych, które tu sobie pewnie urządzają „przejażdżki”. Na szczęście góra nie jest wysoka i wspinaczka szybko się kończy na płaskim szczycie.
Są tu gdzieś pozostałości dawnego grodziska. Tak sobie trochę łazimy, szukamy go ale nie mamy do końca pewności, czy je znaleźliśmy. Może tak, może nie… 

 Grodziskowa Góra

 bukowy las na szczycie

Ostrożnie schodzimy z Grodziskowej w kierunku drugiej atrakcyjnej góry – to Góra Łysa. W odróżnieniu od Grodziskowej jest niezarośnięta lasem. Wyrasta na niej roślinność stepowa typowa dla wapiennego podłoża. Jest to podobno ostatnie wzniesienie pasma Sobkowsko-Korytnickiego, a tym samym Gór Świętokrzyskich.  

Góra Łysa
 
To wzniesienie i otaczające je pola to pozostałość mioceńskiego morza sprzed kilkunastu milionów lat. Podobno nietrudno tu znaleźć skamieliny morskich roślin i zwierząt. Szukamy więc tych skamieniałości –  muszelek, odcisków. No i właśnie – nie znaleźliśmy nic spektakularnego. Może innym razem…

 może to ślady skałotoczy?

Ale same pola też przyjemne dla oka – ciągną się daleko i rozkładają na wzgórzach, schodzą w doliny. 

 pola przed jesienią 

Zaś polna droga prowadzi do głównego celu naszej wędrówki – Korytnicy.

 krzyż na skraju wsi

Chcemy obejrzeć siedemnastowieczny kościół pod wezwaniem św. Floriana. Dobudowano do niego kaplicę mariacką na planie kwadratu nakrytą barokową kopułą.


kościół w Korytnicy  

renesansowe okienko

portal boczny

Oglądamy pobliską dzwonnicę z drugiej połowy 19. wieku i białą kapliczkę słupową na placu przed kościołem. 

na pierwszym planie kapliczka, za nią wyłania się dzwonnica 
 
I to by pewnie było wszystko, gdyby nie wietrzenie kościoła. Wchodzimy głównym wejściem i możemy spokojnie obejrzeć niewielkie ale ciekawe wnętrze. Po prawej stronie między oknami zauważamy pozostałości dawnej polichromii, a nieco niżej figurę patrona świątyni i parafii – świętego Floriana. 

fragment polichromii przy kościelnym oknie 

ten święty Florian bardzo aktywny
 
Po lewej stronie umieszczono siedemnastowieczny tryptyk który podobno niegdyś znajdował się na zewnątrz kościoła, co mu mocno zaszkodziło. Poddano go konserwacji w latach osiemdziesiątych. Roman Mirowski pisze, że odnowiony tryptyk trafi do Stopnicy, co wzburzyło parafian z Korytnicy i zażądali zwrotu cennego obiektu. Nie od razu to nastąpiło. 

 siedemnastowieczny tryptyk

Tryptyk wrócił do Korytnicy dopiero po tym, jak parafianie własnym sumptem odnowili dach kościoła i ołtarze. Tę historię znajdziecie na stronie „Dawne Kieleckie” (tu link).
Zobaczmy więc wspomniane ołtarze.

 prezbiterium z późnobarokowym ołtarzem głównym

ołtarz świętej Anny 

w tym ołtarzu  święty Izydor

Warto zajrzeć do kaplicy z obrazem NMP w osiemnastowiecznej sukience. Są tu i krypty, ale nie szukaliśmy wejścia do nich. Zauważyliśmy jedynie tablicę epitafijną na jednej ze ścian.

 szczególnie czczony obraz NMP


tablica epitafijna 

Zwykle nie interesujemy się kościelną podłogą, ale o tej warto wspomnieć, bo wykonano ją z łupkowych płyt wydobywanych na Grodziskowej Górze. 

na tej podłodze każda płyta inna 
 
A przed kościołem spotykamy dawnego organistę, który rozpływa się w zachwytach nad kościołem, parafią i jej cennymi miejscami, które koniecznie musimy obejrzeć. No to idziemy jeszcze zobaczyć przydrożną kaplicę św. Floriana i cmentarz. 

 święty Florian w kaplicy wyremontowanej niedawno przez strażaków

nagrobek dziedzica, którego epitafium pokazywałam wcześniej


nagrobek długoletniego proboszcza z Korytnicy zmarłego w roku 1864 

Wreszcie opuszczamy Korytnicę. Nasz przewodnik z oddali pilnuje, czy wybraliśmy dobrą drogę zgodnie z jego radami. 
Owszem. Przynajmniej na początku. Przechodzimy obok niebrzydkiego stawu, wchodzimy w pola, znów podziwiamy widoki.

 wiejski staw


na drzewach już widoczne oznaki nadciągającej jesieni 

A potem oddalamy się od proponowanej drogi, żeby zażyć nieco ochłody w lesie. 

na rozstajach - Korytnica za nami

spotkanie z reliktem przeszłości

 pożegnalne spojrzenie 
 
Początkowo jest słabo, ale potem trafiamy na solidną drogę, przy której JA znajduję kilka prawdziwków.

mój skromniutki "pokot"
 
A potem to już docieramy do wsi Wierzbica i Górki. Czyli dwa kilometry marszu asfaltem plus dwadzieścia minut w ostrym słońcu na przystanku bez zadaszenia. No i już możemy wracać do domu.
Dojazd z przesiadkami trwał dosyć długo. Więc trasa siłą rzeczy krótka – 14,5 kilometra. Ale jak dla mnie ciekawa. Warto było tu zajrzeć. 


Zdjęcia mojego wyrobu.

6 komentarzy:

  1. Tośmy się prawie w locie minęli ;)
    Przejeżdżałem przez Korytnicę w środę 12.09 (jest już fotorelacja na stronie), na mioceńskich polach nie byłem bo poza zakresem moich zainteresowań, a utkwiło mi gdzieś ze starszych relacji wyjazdów typowo paleo iż mieszkańcy niezbyt przychylnie na poszukiwaczy spoglądali.

    Za to w lesie między Sobkowem a Korytnicą modliszkę fociłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaistniał brak dopasowania w czasie.
      My nie grzebaliśmy w ziemi, to nas traktowali raczej przychylnie - nawet konia gospodarz pozwolił sfotografować. Ale jednak koń to nie ta klasa co modliszka. Zwłaszcza brązowa. Szkoda, ze na naszej trasie żadna się nie trafiła.

      Usuń
  2. Mało asfaltu... póki co ?
    Pejzaże piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asfaltu dużo, tylko omijaliśmy sprytnie. Na razie się udało.

      Usuń
  3. Bogato i ciekawie. A ja sobie ostatnio znów Świętokrzyskie smignąłem "a com przeżył i com widział blog mój wkrótce Wam opowie"... więc pewnie już się domyslasz gdzie byłem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tam wybierałam z okazji rocznicy autora, ale okazało się, że komunikacja oficjalna nas tam nie dowiezie, to zrezygnowałam. Chętnie u Ciebie poczytam i obejrzę.

      Usuń