poniedziałek, 24 września 2018

Prosta trasa z udziwnieniami


Nie będę owijać w bawełnę – nie chciało mi się wymyślać trasy na niedzielną wycieczkę. W tej sytuacji najlepsze są pewniaki – szlakiem i niezbyt daleko od domu.
Tym razem wyruszamy z Kostomłotów, gdzie zaraz natrafiamy na ścieżkę edukacyjną prowadzącą do rezerwatu Sufrganiec. Idziemy tą ścieżką, wdychamy leśne powietrze i tak docieramy na polanę z miejscem do odpoczynku. Ale od czego tu odpoczywać po piętnastu minutach wycieczki? 

drzewa w rezerwacie

leśna lektura
  
Wracamy więc nieco innymi ścieżkami i zapuszczamy się w las w pobliżu strumienia Sufragańczyk. Płynie on sobie w obniżeniu terenu, wije się malowniczo między drzewami. Wody w nim teraz niewiele, bo lato suche było. Za to sporo powalonych drzew zalega w okolicy, czasem tworzą zapory na wodzie. 



Sufragańczyk
 
Docieramy też do turystycznych udogodnień, które zbudowano nad strumieniem, ale, co dziwne, nie na znakowanej ścieżce. 


pomosty nad Sufragańczykiem 
 
I tak spacerując, szukając grzybów i motywów do zdjęć spędziliśmy w rezerwacie prawie godzinę. 

smaczny ten prawdziwek
 
Ruszamy dalej w kierunku Dąbrowy. Trasa ma prowadzić zgodnie ze znakowaną ścieżką, ale kolegów kuszą inne drogi.


luksusy i przeszkody na ścieżce dydaktycznej
 
Pierwszą z dróżek ignoruję. Daję się jednak namówić na wypróbowanie rewelacyjnej drogi wypatrzonej przez Andrzeja – według mapy powinna prowadzić prosto na północ i umożliwić dotarcie do czerwonego szlaku z pominięciem Dąbrowy.
Na początku jest zgodnie z obietnicą mapy, ale potem las, jak to las, robi swoje. Droga nie jest już taka prosta, pojawiają się najpierw kałuże, potem teren podmokły, w końcu wręcz bagienny. I omijanie przeszkód terenowych znosi nas na zachód. Ale nie ma powodów do narzekań, bo okolica przyjemna – czuję się jak w kolejnym rezerwacie, bo natrafiamy na liczne zmurszałe pnie, powalone drzewa. Nikt się nie nudzi. 

solidna podstawa

jesień wkracza do lasu

nadgryziony pień

koźlarz czerwony
 
Mimo przeszkód udaje nam się dotrzeć do planowanego szlaku. Przechodzimy nim nad drogą szybkiego ruchu i maszerujemy dalej szeroką wygodną leśną drogą.
Idąc szosą Kielce – Zagnańsk zauważamy plansze ze strzałkami wskazującymi trasę jakiegoś maratonu pieszego lub rowerowego. Ale żadnych uczestników nie widać. Nie przejmujemy się  nimi zbytnio i wybieramy się na kolejne w tym roku oglądanie kopalni Sosnowica. Tam widoki bez zmian (tak było latem).



 kamieniołom Sosnowica

podłoże w kamieniołomie

Pora wejść na ostatni leśny odcinek trasy. Planujemy krótki postój na miejscu specjalnie do tego celu przygotowanym. Trochę ono podupadło, ale ciągle jeden stół trwa na posterunku. W okolicy szukamy grzybów. Cóż, obfitego grzybobrania nie ma, ale znów parę egzemplarzy trafia w kadr.

na czerwonym szlaku do Tumlina

krótki postój

sromotnik bezwstydny

Spodziewam się, że ostatni odcinek trasy będzie zwyczajnie nudny, relaksowy. Otóż nie. Spotykamy się teraz z uczestnikami maratonu. To duża cykliczna impreza – MTB Cross Maraton, tego dnia ze startem i metą w Miedzianej Górze. Kolarze mają do wyboru trasy o różnej długości – od 20 do 70 kilometrów. Uczestników jest naprawdę dużo. Początkowo my mozolnie wspominamy się pod górę, a oni ze świstem opon zjeżdżają z tej góry. Musimy bardzo uważać, żeby nie doszło do kolizji. Potem sytuacja się zmienia – my się relaksujemy na zejściu, a oni wyciskają siódme poty na podjeździe. Przyznam, że takie spotkania to przyjemne urozmaicenie na trasie. 

 spotkanie na trasie

ostre tempo

podjazd

A nas czeka już tylko spotkanie z pociągiem, na który czekamy w Tumlinie. Wystawił nas na próbę, bo się porządnie spóźnił, ale w końcu przyjechał. 

jesienny akcent na zakończenie relacji
 
Odczyt długości trasy – 17,1 kilometra.

Zdjęcia – Edek i ja

6 komentarzy:

  1. Kamieniołom super... uważajcie na Andrzeja bo go może porwać wiatr ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edek ciekawie pokazał kamieniołom, bo nie lenił się, jak my, i poszedł na ścieżkę prowadzącą nad nim.
      Andrzej trzyma się podłoża bardzo solidnie. I jeszcze nam pomaga w trudnych sytuacjach.

      Usuń
  2. Ja najbardziej lubię sobie z rowerzystą zagadać, ale z tymi pewnie by się nie dało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci tylko czasem "dzieńdoberem" rzucili i już ich nie było widać. Zagadaliśmy za to z sędzią pilnującym na zakręcie, gdzie różne trasy się rozgałęziały. Stąd wiemy, co to za impreza.

      Usuń
  3. Rzeczywiście ciekawe - pomosty bez oznaczeń dla turystów. Jakiś plan na pewno był... Rowerzystów spotkaliśmy podczas maratonu w maju, gdy zmierzaliśmy w kierunku św. Krzyża. Potem znów się minęliśmy - gdy schodziliśmy asfaltówką, a oni wjeżdżali. Przyjemne uczucie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pomosty bardzo przydatne, bo nad strumieniem, a może ścieżkę później oznakują. Chociaż może nie jest to konieczne, skoro sami tam trafiliśmy, to inni też drogę znajdą.
      Rowerzystów spotkać - przyjemność. Czasem spotykamy ich nawet zimą jadących po śniegu. Tacy to zapaleńcy.

      Usuń