Leżą
Radziejowice w województwie mazowieckim, w gruncie rzeczy nawet niedaleko od
naszej mieściny. A spróbujcie tam dojechać komunikacją publiczną, to zajmie wam
to ze cztery godziny w jedną stronę. W drugą zapewne tyleż samo. No to gdzie tu
czas na zwiedzanie? A jest co zwiedzać, o czym się przekonałam na wycieczce autokarowej
zorganizowanej przez Fundację Wczoraj dla Jutra. Wycieczka miała trzy główne
przystanki. Pierwszym był klasycystyczny pałac – pierwotnie Radziejowskich,
później Krasińskich.
Jest on połączony arkadową galerią z neogotyckim zamkiem
rozbudowanym w XIX wieku z dużo starszej wieży. Wnętrza pałacu mieszczą dom
środowisk twórczych.
Część ich jest udostępniona do zwiedzania i możemy tam
podziwiać kolekcję obrazów Józefa Chełmońskiego. Przewodniczka opowiada o
historii pałacu, zwraca uwagę na urodę obrazów, zaprasza do gabinetu jednego z
najbardziej znanych jego rezydentów w latach powojennych – Jerzego Waldorffa.
Relacji fotograficznej z tego etapu wycieczki nie będzie – w pałacu obowiązuje
surowy zakaz fotografowania.
Wybierzmy się
więc na spacer po rozległym parku otaczającym pałac.
Ma on charakter
parku angielskiego z alejami spacerowymi nad dużym stawem, polankami
widokowymi, okazałymi pomnikowymi drzewami.
Z określonego miejsca nad stawem
roztacza się widok na pałac i zamek, który uwiecznił na swoim obrazie
Chełmoński.
Tu i ówdzie spotykamy rzeźby – głównie popiersia znanych artystów.
i wielu innych...
Oryginalną formą odznaczają się popiersia, których autorem jest Alfons Karny. Umieścił
on rzeźby na dużych blokach skalnych.
Są też w parku rzeźby Gustawa Zemły.
W części parku wokół dziewiętnastowiecznego
dworku modrzewiowego szczególnie nas zauroczyła „Arka”, dzieło niezwykle
wszechstronnego artysty, Józefa Wilkonia.
Ten dużych rozmiarów korab stanowi
świetną interpretację biblijnej historii. Jest to jednocześnie miejsce
doskonałe do zabawy.
Aż żal było opuszczać urocze drewniane zwierzęta i ich
przytulisko.
Wypada dodać, że w pałacu trwa właśnie wystawa prac Wilkonia
malowanych na porcelanie. Nosi ona tytuł „Białe złoto”.
Po krótkim postoju
przed dziewiętnastowiecznym modrzewiowym dworkiem opuszczamy Radziejowice.
Naszym kolejnym celem jest wieś Kuklówka Zarzeczna. To tam osiadł w ostatnich
latach życia Józef Chełmoński. Nabył spory kawał ziemi i wiekowy dworek.
Przewodniczka z pałacu opowiadała, że w dworku nadal mieszkają potomkowie
malarza i nie jest on udostępniony do zwiedzania. Mimo to pojechaliśmy tam, ot
tak, spontanicznie.
Do dworku prowadzi aleja wiekowych drzew, głównie dębów. Przy
jej początku umieszczono pamiątkowy głaz z tablicą upamiętniającą
Chełmońskiego.
Na końcu alei wyłonił się stary parterowy dworek nakryty
dwuspadowym dachem, z niewielkim oszklonym gankiem umieszczonym
niesymetrycznie. A pod jednym z drzew odpoczywał starszy pan, jak się okazało,
prawnuk malarza, potomek jego trzeciej córki, Zofii. Pan zaprosił nas do ogrodu
po stronie domu z tarasem.
Sam zasiadł przy tarasowym stoliku z teczkami
zawierającymi kopie rodzinnych fotografii i szkiców, jakie Chełmoński kreślił w
szkolnym zeszycie.
Popłynęła opowieść o malarzu, jego żonie, córkach, losach
rodziny po wojnie. Było to niezwykle poruszające spotkanie, tym bardziej cenne,
że zupełnie się nie spodziewaliśmy tak miłego przyjęcia.
Z Kuklówki grupa
wycieczkowa wyruszyła na dalsze zwiedzanie, ale o tym opowiem innym razem.
Zdjęcia mojego autorstwa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz