Już
po tej stronie byliśmy idąc Drogą Pienińską, ale i tak
podziwialiśmy raczej polski brzeg Dunajca, a teraz pora na słowackie atrakcje.
Na
początek zwiedzanie Czerwonego Klasztoru. Wielu turystów go pomija, uznając, że
lepiej od razu iść w góry. My nie.
Wysupłaliśmy
ze skarbonek monetki w euro, których i tak żaden kantor nie skupuje i
zaszaleliśmy podczas zwiedzania. Dopłaciliśmy trochę za możliwość
fotografowania i się poszło oglądać.
Klasztor
widzieliśmy dwa dni wcześniej z Trzech Koron.
Czerwony Klasztor widziany z Trzech Koron (nazwa powstała nie od koloru dachów, a murów, które pierwotnie były czerwone, bo z nieotynkowanej cegły)