środa, 11 lipca 2018

Miejsce „z polecenia”

Kilka osób bardzo zachwalało ten rezerwat. Trzeba się więc tam było koniecznie wybrać. Moim zdaniem zachwalający nie przesadzali. Sami zobaczcie.
Wybierzmy się razem na spacer do rezerwatu Biała Woda w Jaworkach.

 nasza grupa w rezerwacie

Ten rezerwat składa się z kilku części, ale przeciętny turysta nie odróżnia ich, tylko się po prostu czuje dobrze wśród skał, łąk i przyrody.

biegacz na trasie
 
Przede wszystkim zajmijmy się wodą – to ładny potok o nazwie Biała Woda. Towarzyszy nam podczas całej wycieczki. Słyszymy jego szum, podziwiamy urocze kaskady, przechodzimy nad nim po mostkach albo w bród, bo woda płyciutka. Ma też drobne dopływy, które łączą się z nim na terenie rezerwatu.





różne oblicza potoku Biała Woda
 
Potok przepływa między skałami.  Pierwsza z nich to Czubata. 

Czubata Skała
 
Później w pobliżu Smolegowej Skały robi się nieco ciaśniej i tu mamy Wąwóz Międzyskały. 

 fragment Smolegowej Skały

w wąwozie

W dalszej części rezerwatu przechodzimy obok skały o nazwie Sfinks, która ma lekko czerwonawe zabarwienie. Żeby ją dobrze zobaczyć, trzeba zadrzeć głowę, bo wznosi się raczej wysoko nad drogą. 

Sfinks

Ostatnia skałka, do której docieramy, to Kociubylska Skała. W jej pobliżu do Białej Wody wpada Brysztański Potok, my robimy sobie mały postój i zawracamy, bo do ostatniej części rezerwatu nie prowadzi szlak turystyczny, a to znaczy, że nie wolno tam wchodzić. 

Kociubylska Skała

Ciężko było znaleźć podporę pod aparat do użycia samowyzwalacza, stąd zdjęcie "podłogi" przed skałą, ale my się zmieściliśmy w kadr. I o to chodzi.  😉
 
Przejście drogą nad potokiem to także spacer po trudnej historii okolicy. Spotykamy jej ślady – to pozostałości wsi Biała Woda, zamieszkanej przez Rusinów Szlachtowskich (Łemków).  Mieszkańców wysiedlono w czasie niesławnej akcji „Wisła”. 

ocalałe szczątki pamięci - drewniany krzyż z wycięta z blachy figurą Chrystusa
 
Mijamy nieliczne bacówki, które zapraszają na spróbowanie wyrobów z mleka owczego, w dali pasą się owce. Krótko mówiąc – pienińskie widoczki.


okolice rezerwatu
 
W najbliższej okolicy rezerwatu (tuż przy wejściu) warto przejść kawalątek czerwonym szlakiem na północ i dotrzeć do Bazaltowej Skałki, która jest przedmiotem licznych dyskusji geologów na temat jej powstania. Takie to skomplikowane, że wolę ją tylko pokazać, bo przyjemna dla oka. No i ładnie jest zarośnięta rojnikiem. 

Bazaltowa Skałka solo

 natrętni paparazzi w akcji

rojnik

chaber perukowy 
 
A na zakończenie wpisu wróćmy do miejsc związanych z dawnymi mieszkańcami okolicy - Rusinami.
Pierwsze to urocza murowana kapliczka kryta gontem, którą spotykamy przy parkingu przed rezerwatem. Skromny ten obiekt pyszni się wieżyczką zwieńczoną nadzwyczaj błyszczącą złoconą baniastą kopułą. 


kapliczka w Białej Wodzie
 
Kapliczkę „zamieszkuje” wielu świętych, a ciekawym śladem jej pochodzenia są makatki z modlitwą „Ojcze nasz”. 

łemkowska makatka
 
W samych Jaworkach możemy obejrzeć (niestety tylko z zewnątrz) dawną greckokatolicką cerkiew – obecnie kościół katolicki pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Cerkiew zbudowano pod koniec 18. wieku. Wewnątrz znajduje się piękny ikonostas, ale nie udało nam się go zobaczyć.


kościół w Jaworkach
 
Więcej szczęścia mieliśmy w Szlachtowej, gdzie tamtejsza cerkiew (obecnie kościół katolicki pod wezwaniem MB Pośredniczki Łask) z 1909 roku miała otwarte drzwi wejściowe. 


kościół w Szlachtowej  

Jej ikonostas jest również wart obejrzenia, choćby dlatego, że ikony w nim bardzo odbiegają od tradycyjnego stylu pisania ikon. Zostały one wykonane w stylu tak zwanej Szkoły Lwowskiej. Są zdecydowanie bardziej „zachodnie”, a niektóre wcale ikon nie przypominają. 

 ikonostas

ikona przedstawiająca Boże Narodzenie w scenerii Pienin 

Jeśli ktoś zauważył, że na tej wycieczce mogliśmy zajrzeć do Muzeum Pienińskiego, to ma rację. Ale nie zajrzeliśmy. Może przy okazji kolejnego kiedyś pobytu w Pieninach…

PS To ostatnia relacja z wypadów pieszych w Pieniny, ale nie ostatnia z wyjazdu. Nie cieszcie się. Jeszcze sporo materiału zostało.

Zdjęcia – Zosia i ja

12 komentarzy:

  1. Naprawdę pięknie. Lubię szlaki, które prowadzą przy rzece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię, a ta woda bardzo przyjemna i na oko i na ucho.

      Usuń
  2. O, bardzo ciekawy ten krzyż. Była mowa o takich właśnie - z daszkiem w kształcie podkowy w artykule o krzyżach z daszekiem (kiedyś do niego już linkowałem):
    http://www.muzeum-radom.pl/turystyka/zabytki/wiekowe-drewniane-krzyze-kryte-stromym-daszkiem-z-regionu-radomskiego-inwentaryzacja-ginacego-dziedzictwa/2034
    Ten blaszany wizerunek Jezusa zapewne kiedyś był tłem dla figurki. Widać tam ślady malunku. Bardzo interesujące znalezisko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, że krzyż był tłem dla figurki. Na południu Polski często spotyka się takie właśnie blaszane krzyże. One są malowane, a tu malunek z wiekiem wyblakł. Przypomniałam sobie o podobnym krzyżu z miejscowości Strumień (na blogu http://swietokrzyskiewloczegi.blogspot.com/2014/07/gdzie-strumien-zyje-zwolna.html)ten jest nowy.
      Tekst z linka bardzo interesujący, ale może odezwie się za jakiś czas beskidnick i uściśli to, co ja sobie przypominam. Otóż on kiedyś w komentarzu pisał o podobnych daszkach nazywając je chyba "gloria". Ale tam daszki miały jeszcze promienie.

      Usuń
    2. W tym artykule jest właśnie informacja, że na tych blaszkach bywał polichromowany wizerunek Chrystusa. Jest tam nawet zdjęcie takiego krzyża z blaszką i figurą, z tym że blaszka była już pomalowana na jeden kolor, a autor tylko przypuszcza, iż był tam jeszcze malunek.

      Kiedyś trafiłem na taką sztukę w Chruślicach koło Wolanowa
      https://photos.app.goo.gl/xKnmu1etJLQaXD6G9

      A, jeszcze dopatrzyłem się, że przestrzeń pod daszkiem jest zamknięta - są tam chyba te "zaplecki", o których mowa w artykule:)

      Usuń
    3. ale też mogłem dokonać nadinterpretacji - czyli był tam krzyż z "blaszanym Jezusem", a figurkę powieszono później i blaszka stała się tłem:)

      Usuń
    4. Wszystko to tylko nasze przypuszczenia. Gdyby nie wygnano rdzennych mieszkańców tych terenów, to można by było zapytać, a tak jesteśmy zdani na domysły.
      Chociaż, z drugiej strony, te krzyże z artykułu w naszych okolicach i też ludzie nie pamiętają ich historii.

      Usuń
    5. To taka tania wersja krucyfiksu, bardzo ludowa. Łemkowie zazwyczaj starali się wykonywać je z kamienia (przynajmniej ci z Beskidu Niskiego). Tu może być tak że malunek np. z przedstawienia cerkiewnego został zaadaptowany do krzyża, sporo zostało takich bezpańskich dewocjonaliów po przesiedleniach.
      Daszek jest zwyczajny, o glorii mówilibyśmy gdyby miał promienie (chwalebna) lub kolce (bolesna). Ten to zwykła osłona przed deszczem. Na pewno stanowi ciekawostkę i inspirację do rozmyślań o historii tych terenów.

      Usuń
    6. Bardzo dziękuję. Wiedziałam, że na Ciebie można liczyć.

      Usuń
  3. Tereny świetne, bardzo je lubię bo tam miejscami "koniec cywilizacji".
    Tłumów jak na Trzech Koronach czy w Homolu też nie ma. W ogóle Jaworki uważam za sto razy lepszą bazę wypadową niż Szczawnicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej rozbawił kierowca samochodu osobowego, który na parkingu w Jaworkach pytał, jak stąd najkrótszą drogą dojechać na Słowację. I weź mu wytłumacz. Pieszo by miał najbliżej.
      A z bazą w Jaworkach - warto wziąć tę myśl na przyszłość pod uwagę.

      Usuń
    2. Kilkoma traktami dało by się przejechać... może? Bo sam nie próbowałem. Gadałem w latach 90tych z miejscowym co przechwalał się iż na Słowację to zaprzęgiem konnym z wozem jeździł po przemyt, ale czy to prawda? Na pewno były drogi dla pograniczników, jak ktoś miał układy...

      Fakt - stamtąd na Słowację samochodem to ... już chyba lepiej się wrócić do domu ;-)

      Usuń