poniedziałek, 14 października 2013

Spotkanie z przyrodą


W ostatnią niedzielę odważnie wyruszyliśmy na wycieczkę, która pokazała nam różne oblicza przyrody w okolicach Występy.
Na początek była to przyroda zasłonięta przez asfalt i ogłuszona monotonnym szumem aut. Tak było też i na końcu trasy – chyba niedługo musimy zabierać ze sobą rolki, żeby jakoś łatwiej pokonywać te coraz dłuższe odcinki pokryte pierwszej klasy asfaltem. No, dobrze – nie zawsze klasa asfaltu taka wysoka, ale dla stóp to i tak bez różnicy.


Mieliśmy też możliwość oddychać tlenem „in statu nascendi” czyli leśnym, świeżutkim. A w dodatku las robił, co mógł, żeby nas znów oczarować swoją jesienną urodą – otoczył nas i zasypał złotem, czasem dorzucił czerwieni, a czasem sypnął grzybami, co niektórych mniej odpornych na takie pokusy, sprowadzało z trasy na manowce. Dał też możliwość krótkiej, ale intensywnej wspinaczki, żeby nie zapomnieć, że jednak Góry Świętokrzyskie niedaleko. 

 w lesie za Starą Występą 

ligustr pospolity

czasem jest "pod górkę"

Były też drogi wśród prawie pustych pól, zaorane zagony pozwalały spoglądać w dal, oko miękko zapadało się w mgiełkę i tyle było z widoków.

 na polnej drodze z Występy do Jaśla 
 
Natrafiliśmy również na wodę – trzeba było przejść przez Bobrzę w początkowym jej biegu – na szczęście prowizoryczny mostek ułatwił sprawę. No i dotarliśmy do zalewu Jaśle na rzece Jaślance – dziwne to miejsce – jednocześnie ucywilizowane i całkiem dzikie. Zalew ma solidna tamę, cementowy pomost dla wędkarzy, porządne lampy oświetleniowe, parking, gdzieś w dali widać budynek z napisem na dachu „BAR”, a wszystko tonie w ciszy i spokoju. Ludzie nie zawracają głowy przyrodzie – a niech tam sobie w ciszy ten zalew żyje. Pusto tu i spokojnie, czasem jakiś grzybiarz przemknie tamą z lasu, zaś woda spokojnie się przelewa przez lejowy upust, kaczki wolno pływają szukając prawdziwej karmy, a nie resztek rzucanych przez turystów (żadna nawet nie zwróciła na nas uwagi).

 źródlisko rzeki Bobrzy

 zalew Jaśle

No i najważniejsze spotkanie tej trasy – rezerwat Zachełmie. Przedarliśmy się do niego przez kłujące zarośla na górze Chełm, z której można zrobić zdjęcia dawnego kamieniołomu, bo nim jest tak naprawdę rezerwat, a potem obeszliśmy go wokół i dotarli do wejścia. A tutaj to dopiero przyroda pokazuje swoją potęgę! Bo czym jesteśmy, nawet w wieku emerytalnym, wobec pofałdowanych dolomitów, które mają ponad 390 milionów lat (!), i leżących na nich osadów młodszych o jakieś 100 – 150 milionów lat? W dodatku widzimy na własne oczy dowody na to, że na tym terenie przed milionami lat było morze! Ba, nawet zauważamy skałę, w której utrwaliły się ślady żyjątek podobnych do krewetek, które tam wędrowały po dnie. Niestety, najsłynniejszego mieszkańca tego terenu – tetrapoda – już tu nie spotkamy, wymarł, biedak dawno temu, a jego śladów jakoś nam się nie udało odszukać. 

wejście do rezerwatu

 jedna ze ścian kamieniołomu 

zdjęcia - Edek
  

3 komentarze:

  1. Jesień. Jak pięknie. Jak kolorowo. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za asfalt na naszych ścieżkach powinien ktoś beknąć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze trochę i ktoś beknie za ścieżki.
    W lesie już widać było przygotowania do budowy nowej drogi - wyrwane z korzeniami drzewa, rozjechana droga leśna. Za parę miesięcy pognamy nową szosą.
    Może pamiętasz, że tę trasę przeszliśmy 5 lat temu - do Krzyżki bez asfaltu, ale las już wtedy był zrujnowany pod budowę obwodnicy. Teraz do Krzyżki nie doszliśmy, bo trzeba przejść pod obwodnicą i maszerować przez Osełków. A co będzie za kolejnych pięć lat? ...

    OdpowiedzUsuń