czwartek, 9 kwietnia 2015

Znów powędrowaliśmy do Gowarczowa

Poprzednia wędrówka pozostawiła lekki niedosyt – taki ten Gowarczów niedoceniony był, musieliśmy to nadrobić.
Jeśli myślicie, że poszliśmy tą samą drogą, to nie znacie naszego Edwarda. Ten nie spocznie, aż coś nowego wymyśli. No i wymyślił.
Tym razem wystartowaliśmy w Pile. Ja byłam mocno zawiedziona, bo spodziewałam się, że pomaszerujemy nowym szlakiem – piekielnym. Ale nie, prowadzi on innymi ścieżkami, a my wędrowaliśmy trasą szlaku rowerowego. Z tego więc wynika, że nie będzie zdjęć malowniczych błot, kałuż i trudnych przepraw – na tym szlaku tego typu atrakcji brak. Idzie się solidną drogą, rozmawia o tym i owym i czas jakoś mija. 

jeden z dębów - pomników przyrody w Pile 

Aż tu nagle się okazuje, że minęło wiele lat od czasu, gdy nasz szef spędzał radosne wakacje w tej okolicy. I teraz mu się zebrało na wspomnienia, a przy okazji pognał w las, sprawdzić, co się ostało z tamtych cudownych lat. Poszliśmy za nim, bo człowiek nigdy nie jest pewien, czy jednak nie da się wędrować w czasie i pojawiła się lekka obawa, że nam szefostwo wraz z mapą przeniesie się w lata dzieciństwa, a reszta grupy zaginie w naszych czasach. Na szczęście obyło się bez najgorszego, ale dawne źródełko i podmurówki budynków kolonijnych wytropiliśmy. Szef wzruszony, ale mógł kontynuować wędrówkę.

źródło młodości (tak naprawdę to źródło Młynkowskiej, ale pomarzyć można)

 schody obecnie donikąd, a niegdyś może do stołówki kolonijnej

kapliczka wystawiona przez myśliwych (obecnie na terenie należącym do nich, a niegdyś był tu ośrodek kolonijny)
 
Doprowadził nas Edward do Starej Kuźnicy, którą odwiedzaliśmy kilkakrotnie i tym razem chciał ją ominąć, ale Stach wykonał manewr taktyczny, który szefa spacyfikował i mogliśmy jednak obejrzeć uroczy staw i zabytkowe zabudowania kuźni. Dla mnie najpiękniejszy jest zapach starego drewna tego budynku, mogę sobie tak stać w pobliżu i się nim delektować, panowie podziwiali doskonałość staropolskiej techniki, a szczególnie koło nasiębierne tego obiektu. Dwa lata temu zwiedzaliśmy kuźnię wewnątrz (tu znajdziecie opis i kilka zdjęć), więc nie będę się powtarzać, ale warto  wstąpić do sąsiadującego z nią domu i poprosić o pokazanie wnętrza zabytku. Zajrzyjcie! A po zwiedzaniu posiedzicie sobie nad stawem. Bardzo tu jest miło i spokojnie.

zabytkowa kuźnia i system doprowadzenia wody do uruchomienia koła

a oto i ono - koło nasiębierne gotowe do pracy

zalew na Młynkówce w Starej Kuźnicy  
 
No i byłabym zapomniała dodać, że tu dołączył do nas szlak piekielny. Taki spryciarz. I nawet sobie w zgodzie pomaszerowaliśmy razem niebrzydką leśną drogą do Baczyny. Ta miejscowość też ma swój staw, a właściwie stawik, nad którym obowiązuje ciekawy zakaz. 

staw w Baczynie 

Gdybyście przypadkiem złowili w tym zbiorniku jakiegoś psa, to przynajmniej go nie kąpcie!  
 
Od Baczyny zaczęła się najtrudniejsza cześć trasy – odcinek asfaltowy. Mężnie go znieśliśmy, co zostało nam wynagrodzone, bo znów mogliśmy śledzić tropy historii odkrytej dwa tygodnie temu. Tym razem znaleźliśmy się na terenie kolejnej nieistniejącej wsi – Józefowa. I ona padła ofiarą tworzenia poligonu Barycz w latach pięćdziesiątych. Po tej wsi zachowały się nawet ruiny dawnych zabudowań. 

miejsce upamiętnienia wsi Józefów

pozostałość zabudowań Józefowa
 
Za lasem, który był tą wsią, znajduje się miejsce poświęcone pamięci mieszkańców wszystkich wysiedlonych w tamtych czasach wsi. Jak się pokazało, było ich 9. Można ich nazwy przeczytać na płycie pomnika obok krzyża, ale uważam, że należy je tu powtórzyć. Były to wsie: Budki, Eugeniów, Gąsiorów, Huta, Januchta, Józefów, Ludwinów, Wola Nosowa i Kacprów. Z drugiej tablicy dowiadujemy się, że po likwidacji poligonu jego teren został zalesiony w latach 1960 – 75. Wyobraźcie sobie, że zalesiono 4000 hektarów dawnych gruntów rolnych. I w ten sposób powstał las, przez który wędrowaliśmy. 
Udało nam się poznać teraz kolejny fragment historii nieistniejących wsi. Może jeszcze kiedyś gdzieś znajdziemy ślad którejś z nich. Kto wie?
Dodam, że miejsce upamiętniające te wsie znajduje się na rozległym placu w pobliżu leśniczówki Józefów.

ślad pamięci o nieistniejących wsiach 
 
Nam zaś pozostał ostatni odcinek drogi do Gowarczowa – ten był przyjemny dla stóp, choć nieco wietrzny. No i sam Gowarczów. Tym razem poświęciliśmy mu godzinę na solidne zwiedzanie. 
Historia tej wsi sięga XII wieku, kiedy powstał tu gród, a w późniejszych wiekach – osada, która była lokowana na prawach miejskich w roku 1430. Pod koniec XIX wieku Gowarczów przestał być miastem. 
Tym razem obejrzeliśmy dwa gowarczowskie kościoły. Niestety, do żadnego nie udało się wejść, a podobno w kościele Św. Piotra i Pawła jest co podziwiać. Obejrzeliśmy więc ciekawe rzeźby umieszczone wokół kościoła. Zajrzeliśmy też do kościoła św. Rocha. Jest on stosunkowo nowy, bo stuleni, zbudowano go na miejscu poprzedniego – drewnianego, który spłonął. A ten pierwszy wybudowano nam miejscu dawnego gowarczowskiego cmentarza.


figury patronów kościoła św Piotra i Pawła

kościół św. Rocha 
 
Obecny cmentarz znajduje się na skraju wsi, wygląda bardzo współcześnie, ale udało nam się wytropić kilka ciekawych nagrobków.

płyta nagrobna upamiętniająca żołnierzy AK 

grób z tablicami ku czci powstańców styczniowych, żołnierzy 1939 roku i partyzantów

Zdążyliśmy jeszcze rzucić okiem na starą, osiemnastowieczną karczmę w rynku i już nadjechał bus do Końskich. Szkoda. Zajrzyjcie tu, znajdziecie ciekawą historię tej karczmy i cenne zdjęcia. A w tym miejscu ciekawe legendy gowarczowskie. 

 osiemnastowieczna karczma w rynku

Na zakończenie statystyka – przeszliśmy 21,4 kilometra, co po świątecznym lenistwie było nie lada wyzwaniem, ale i tak mieliśmy czym osłodzić sobie ten trud.



Kto by się oparł takim pysznościom? My nie - nawet okruszki zjedzono (oczywiście po zrobieniu zdjęcia). Dzieło rąk żony kolegi Janka - dziękujemy.



Zdjęcia – Edek i ja
 

2 komentarze:

  1. Zakaz łowienia... psów - to dobra wiadomość.
    Karczma wiele widziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zakaz wpadł mi od razu w oko, a dodatkowo na brzegu zbiornika kręcił się uroczy psiak z czerwoną bandaną na szyi. Nic tylko stróż.

      Usuń