poniedziałek, 20 marca 2017

Czułość i nie tylko

Do Kielc wybrałam się na spotkanie z Anną Seniuk w Kieleckim Centrum Kultury. Relacji foto z tego sympatycznego i pełnego humoru wydarzenia nie będzie – pani Anna okazała się osobą pełną werwy i na wszystkich zdjęciach jest zamazana. W tej sytuacji proponuję zdjęcie modela, który od roku 2001 stoi spokojnie na tym samym miejscu. Zawsze przechodzę obok niego z sympatią, szczególnie, gdy co roku pod koniec września muzycy i słuchacze wysyłają do niego „muzyczne listy”. Innymi słowy – kielecki festiwal jazzowy „Memorial to Miles” jest jedną z moich ulubionych imprez. 

pomnik odsłonięty w 10. rocznicę śmierci Milesa Daviesa (autorem jest Grzegorz Łagowski)
 
Ale wróćmy do tytułowej „Czułości”. To „Czułość wobec człowieka i materii wrażliwych na najdelikatniejszy dotyk”*, czyli wystawa niesamowitych rzeźb pani Mirosławy Truchty – Nowickiej w galerii „Winda”. 


Na czym polega niezwykłość owych rzeźb? Na pierwszy rzut oka stanowi o tym materiał, z którego są wykonane – to papier: biały, szary, pakowy, makulaturowy, czerpany, bibuła, tektura. I z tego wydawać by się  mogło nietrwałego i zupełnie nieodpowiedniego dla rzeźb materiału tworzy autorka piękno. Dotyka „myśli, emocji, stanów i zapisuje je w materii nietrwałej, delikatnej i kruchej”*





Ja nie umiem przejść obojętnie obok tych kruchych figurek, boję się dotknąć którąkolwiek, żeby nie uszkodzić. Patrzę na nie z podziwem i czułością, takie są subtelne, a jednocześnie mają moc przemawiania do widza. Nie pozostawią obojętnym – wzruszą, zmuszają do myślenia, zaskoczą dowcipnym pomysłem, albo smutną konstatacją.  A w dodatku dzieci pędzą na spotkanie z nimi po kilka razy – tak im się podobają.   

nigdy nie miałam braciszka i może dlatego "Braciszek" to moja ulubiona praca na tej wystawie



 
Wystawa potrwa do końca kwietnia – warto wdrapać się po schodach galerii i pobyć kilka chwil z tymi bajecznymi postaciami.




postaci inspirowane kulturą japońską 
 
W KCK jest jeszcze jedna galeria – niewielka, trochę ciasna, ale doskonała do pokazywania ciekawostek. Kiedyś byłam tu na wystawie pereł (tu link), a teraz trafiłam na prezentację zabytkowych lamp naftowych z kolekcji pana Lucjana Gruszki. W galerii znalazły się 33 lampy z przełomu 19. i 20. wieku. To przedmioty użytkowe – oświetlały salony zamożnych domów, ozdabiały stoły podczas eleganckich proszonych kolacji, dawały światło umożliwiające czytanie, haftowanie czy szydełkowanie, przysłuchiwały się ploteczkom przy kawie. 




Ale funkcja użytkowa nie wyklucza estetyki wykonania – lampy są efektowne, niektóre bogato zdobione, ich korpusy wykonano z brązu, mosiądzu czy porcelany. Szklane klosze przyjmują różne kształty, mają ciekawe zdobienia. 

mosiężny uchwyt w kształcie smoka

korpus tej lampy wykonano z onyksu, opaska zdobiona emalią, a uchwyty i podstawa są z brązu 

lampa kolumnowa na podstawie i kolumnie z zielonego onyksu, ozdoby ze złoconego brązu, a klosz ze szkła warstwowego 
 
Jedno, czego mi brakowało na tej wystawie, to autentyczne światło tych lamp. Czytałam, że zapalono je w dniu wernisażu. To był zapach! Współczesna młodzież już go nie zna.

lampa salonowa
 
I na zakończenie relacji mała wzmianka o interesującym obiekcie w sąsiedztwie KCK. To kolorowy budynek przy ulicy Sienkiewicza, który na parterze mieści sklep, a na piętrze – hostel. Na razie „zaliczyłam” spojrzenie z zewnątrz, ale mam wrażenie, że warto zajrzeć tam do środka, co zamierzam zrobić przy najbliższej okazji.

hostel "Art"
 
*cytaty z tekstu autorki rzeźb w katalogu wystawy

Zdjęcia  mojego autorstwa

4 komentarze:

  1. Istotnie urocze, takie przyjazne i bije od nich dobro oraz mądrość. Pozazdrościć takiej wystawy.
    Lampy znam, no może nie te osobiście, mam kilka w domu i czasami zapalamy, wrócić do ich czasów to bym się nie chciał, ale czasem dla klimatu, zwłaszcza zimą gdy płonie kominek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam lampy z dzieciństwa, kiedy co jakiś czas wiatr zrywał druty i w domu na wsi nie było prądu. Z tym, że nasze nie były takie eleganckie.
      Lalki to ja bym jeszcze parę razy poszła oglądać.

      Usuń
    2. za to w miastach był 22 stopień zasilania i ... też siedziało się przy lampach - nafta była łatwiejsza do zdobycia niż świeczki a i światła więcej...

      Usuń
    3. Wszystko prawda. I z lampą można było łatwiej przejść z jednego pomieszczenia do drugiego. Nie gasła tak od byle podmuchu.
      O, latarki kieszonkowe tez były fajne - takie duże kanciaste, czasem z dwoma szkiełkami.

      Usuń