piątek, 17 maja 2019

Skąd wypływała zamożność Kazimierza?

Zapewniał ją w szesnastym i siedemnastym wieku handel zbożem. A ten mógł się rozwijać dzięki rzece, którą zboże przywożone do Kazimierza spławiano dalej na północ. 

 Wisła - rzeka, której Kazimierz Dolny wiele zawdzięcza 

Wyobrażam sobie, że nie było możliwości spławienia natychmiast całego zboża dostarczanego do miasta. Trzeba je było gdzieś przechować do czasu aż szkuty zawrócą z Gdańska i będą mogły przewieźć kolejny ładunek. W latach urodzaju magazynowano zapewne zboże na ciężkie czasy, kiedy go brakowało.
I tu zaradni mieszczanie kazimierscy znaleźli doskonałe rozwiązanie – budowę spichlerzy. 

uroczo zdobiony spichlerz "Pod wianuszkami" - pochodzi z końca 17. wieku


wianuszki oraz tabliczka informująca o funkcji jaką spichlerz pełnił na początku 20.wieku (garbarnia braci Feuersteinów)
 
Podobno pierwsze były drewniane, ale te nie przetrwały do naszych czasów, zwłaszcza że w 16. wieku zaczęto budować spichlerze kamienne. I te robiły furorę. Powstawały kolejne i kolejne, aż kilkadziesiąt. 

spichlerz "Bliźniak" - prawdopodobnie jeden z najstarszych, przebudowany w 17. wieku, istniał drugi - identyczny "Bliźniak", niestety, nie przetrwał

Budowniczowie starali się nie tylko o solidny wygląd i  funkcjonalność (potężne, obliczone na wiele tysięcy metrów sześciennych komory magazynowe, system transportowania zboża do spichlerza i wewnątrz niego). To musiało wyglądać imponująco. I takie było.  
Budynki ustawiano krótszą ścianą do rzeki, a tam na zwieńczeniu dachu pyszniły się efektowne dekoracje (podobne zauważamy w mieście na Farze czy innych ważnych obiektach).  

spichlerz Kobiałki z roku 1636 z manierystycznym szczytem - loggia widoczna na ścianie szczytowej służyła do transportu zboża

obiekt pełni funkcje hotelu
 
Zachowało się 11 spichlerzy. Z tym, że niektóre w formie ruiny. Można je wszystkie obejrzeć, choć nie każdy jest łatwy do odszukania. My nie zakładaliśmy planu maximum. Uznaliśmy, że zobaczymy tyle, ile zdołamy. 


interesująca ruina spichlerza Lenkiewiczów częściowo przekształcona w budynek mieszkalny

I nie zamierzam urządzać tu wykładu o historii spichlerzy, stąd taka, a nie inna forma tego wpisu. Jeśli zależy komuś na odbyciu spaceru połączonego z obejrzeniem wszystkich spichlerzy, zachęcam do zasięgnięcia informacji na stronie miasta (tu link).
Co do mnie – z powodu spichlerzy złamałam na kilka minut zasadę niespiesznego zwiedzania Kazimierza i pobiegłam w stronę przebudowanego ze spichlerza hotelu „Król Kazimierz”, żeby zrobić choć jedno zdjęcie, a wiedziałam, że czasu niewiele zostało do odjazdu. I z tego też powodu przegapiłam znajdujący się całkiem niedaleko spichlerz Pielaka, który staje się w ten sposób kolejnym obiektem do obejrzenia później.   

niegdysiejszy spichlerz z efektownym szczytem wzorowanym na kościele św. Anny po wielu zawirowaniach losów (browar, ruina, przetwórnia owoców) przekształcony w hotel z dobudowaną nowoczesną częścią 

wejście do hotelu

Kolega Ed ma pewien żal osobisty do niektórych spichlerzy, bo nie może znaleźć jednoznacznej ich nazwy. No, bo jakże to tak, żeby się spichlerz nazywał „spichlerz Feuersteina”, a w nawiasie mu ktoś dodaje Krzysztofa Przybyły. 

zbudowany pod koniec 16.wieku spichlerz Krzysztofa Przybyły 
 
I podobnie jest ze spichlerzem Ulanowskich, który to ma dodane nazwisko Mikołaja Przybyły. Jak się wszyscy domyślają, chodzi o nazwiska pierwszych właścicieli i budowniczych owych wspaniałych spichlerzy – braci Przybyłów (kamienice w Rynku też ich) oraz ich właścicieli w późniejszych wiekach. 

spichlerz Mikołaja Przybyły 

na zwieńczeniu dachu widoczna data budowy spichlerza i gmerk Przybyłów

Oba te spichlerze ostatnio prezentują się niezbyt efektownie, jeden (Mikołaja, obecnie siedziba Muzeum Nadwiślańskiego) jest w remoncie, drugi stoi pusty i czeka na przydział obowiązków. Bo praca i remonty zmieniające przeznaczenie nieobce są tym dostojnym starcom.

w spichlerzu Ulanowskich (Mikołaja Przybyły) piękne loggie, skąd właściciel mógł doglądać załadunku zboża, łączyły też one drzwi prowadzące do rożnych komór spichlerza)

w spichlerzu Feuersteina (Krzysztofa Przybyły) loggie zamurowano, alby utworzyć kantor 

A nad Wisłą nie tylko spichlerze. Można spokojnie pospacerować, przysiąść na ławce w pobliżu wody lub w restauracji, wybrać się na rejs statkiem. Ot, przyjemnie spędzić czas. 

 na przystani 

ścieżka spacerowa 

pomnik króla, który czuwa nad miastem

koła łopatkowe do napędu parostatku wiślanego "Traugutt" 

osiemnastowieczny dwór przeniesiony do Kazimierza z Gościeradowa

Nad wszystkim czuwa nieodmiennie „nadwodny” święty, czyli Jan Nepomucen. Niech czuwa nadal nad rzeką, miastem i turystami. 

 kapliczka przy ulicy Krakowskiej

Do kolejnego spotkania z Kazimierzem!

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

6 komentarzy:

  1. Tratwy nie zawracały. Drewno z nich "szło" na eksport, tak samo jak zboża. Co innego szkuty, tymi można już było płynąć pod prąd.
    Ale fakt, faktem, te spichlerze (spichrze?) To był złoty interes.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tratwami zaraz poprawię, bo słusznie waść prawisz.
      Czy spichrz czy spichlerz, to wszystko jedno, ale na stronie internetowej Kazimierza używają nazwy spichlerz.

      Usuń
    2. Całe szczęście bo ja spichrza od spichlerza nigdy nie odróżniałem i używam zamiennie bojąc się by nie wypaść na nieuka.

      Usuń
    3. No, już Tobie nie grozi "wypadnięcie" na nieuka. A całej wiedzy świata i tak nikomu nie uda się ogarnąć. :)

      Usuń