niedziela, 29 grudnia 2013

Trasa, którą moglibyśmy przejść z zamkniętymi oczami

Tak by właśnie mogło być, bo chodzimy tędy dziesiątki razy. Nawet mapy nie muszę wyjmować, żeby tędy przejść, a i kompas może spokojnie leżakować w plecaku.
Cóż to za trasa? Oczywiście pewniak – z Barbarki do Suchedniowa szlakami, a potem do Skarżyska. Wydaje mi się, że trudno o bardziej pospolitą trasę wycieczkową, a jednak nie warto jej lekceważyć i iść z zamkniętymi oczami. Nawet nie chodzi mi o możliwość wpadnięcia w błoto, które tu często zalega, ale po prostu szkoda by było nie zobaczyć, jak tu zawsze ładnie. I za każdym razem jakoś ładnie na inny sposób. Tym razem na starcie zaskoczyła nas mgła spowijająca okolice Pasma Klonowskiego i Wzdołu.

 
zawsze chciałam zrobić takie zdjęcie z mgiełką

A potem to już było normalnie, oczywiście, o ile +10 stopni w końcu grudnia jest normalne, bo maszerowaliśmy utartymi ścieżkami. Na starcie większość grupy ledwo rzuciła okiem na nowy obelisk ustawiony w pobliżu kapliczki na Barbarce. W lesie deptaliśmy jesienne liście i zdejmowali kolejne warstwy odzieży, bo ciepło narastało. A i pod górkę jednak szliśmy. I tak po raz enty zdobyliśmy Kamień Michniowski, rzucili od niechcenia okiem na skałki w rezerwacie i pomaszerowali dalej w stronę źródła Burzący Stok. Po drodze nastąpiło kilka wpadek w rozmiękłe błoto, przeskakiwanie obligatoryjnej kałuży stale w tym samym miejscu (o, gdyby ona kiedy wyschła, to by był prawdziwy szok!) i już źródełko. Cóż czeka zmęczonego turystę dalej? Wiadomo – wygodna droga do gajówki Opal, gdzie spędzamy czas na posiłku, jak to miało miejsce wiele razy.

Barbarka 
 
 Kamień Michniowski

tym razem kałuża prezentowała się tak

 
Burzący Stok - czy na drugim zdjęciu zauważacie, jak woda w źródle się "burzy"?

na podwórzu gajówki Opal

Dla urozmaicenia rezygnujemy z tradycyjnego marszu w stronę kamieniołomu Kopulak i wybieramy nie mniej tradycyjne przejście do Suchedniowa. No, ludzie – nawet lizawka dla saren stoi ciągle w tym samym miejscu! 

 oto rzeczona lizawka, tym razem z solą

A my niewzruszenie wędrujemy w stronę stacji, potem ścieżkami wzdłuż torów na Rejów. O, tu nas zaskoczyli – zmieniono trasę szlaku zielonego, który teraz prowadzi na nowy mostek i dalej dociera do swojego dawnego traktu. Trudno tu iść, bo ciągle mijają nas rowerzyści, ruch w tym lasku jak na obwodnicy. Ale to wina wyjątkowo pięknej pogody. Żeby móc dłużej z niej korzystać, wydłużamy trasę i do zaliczonych 18 km dodajemy ze dwa, żeby dojść naszymi stałymi uliczkami i ścieżkami do Skarżyska Zachodniego, gdzie już porywa nas cywilizacja w postaci autobusu.

na ścieżce przy torach

 zalew Rejów
 
Ot, cała wycieczka – nihil novi sub sole, ale i tak lubię tę trasę i pewnie nie raz jeszcze o niej napiszę, bo znów się tu wybierzemy. 

Zdjęcia moje

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Burzący Stok - raczej burzący się... co wizyta gorzej z nim. :(
    Każda wycieczka jest nowa ,a najlepiej gdy pod słońcem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kiedyś w prasie, że to teren prywatny i stąd pewnie taka a nie inna sytuacja otoczenia stoku.

      Usuń