niedziela, 19 sierpnia 2018

Krótka wycieczka w okolice najdłuższej świętokrzyskiej wsi


Wystartowaliśmy w Bilczy, skąd malutki spacerek do pobliskiego lasu, a w nim zapowiadana przez mapę świetna droga do wsi Brzeziny. Ta wieś długa jest bardzo – to podobno najdłuższa świętokrzyska wieś. Byliśmy w niej cztery lata temu (tu link).

leśna droga do Brzezin 

Tym razem wychodzimy z lasu, żeby dotrzeć do niewielkiego zagajnika na wzgórzu za szkołą. Znajdował się tam w drugiej połowie 19. wieku wiejski cmentarz – Cmentarz Stary. Nie zachowały się żadne nagrobki, chowano tam podobno zmarłych na cholerę. Tam też pochowano rosyjskich żołnierzy poległych w walkach 1 wojny światowej. Łatwo dotrzeć do tego miejsca od głównej drogi, ale my się trochę przedzieraliśmy przez las – też można. 


cmentarz wojenny na skraju lasu
 
Podczas naszej poprzedniej bytności w Brzezinach oglądaliśmy nagrobki na cmentarzu przykościelnym. Są tu między innymi pochowani dawni dziedzice tej miejscowości i jeden z księży.  

nagrobek Antoniny Wiśniewskiej
 
No to jeszcze cmentarz parafialny. Tym razem udało nam się znaleźć grób rodziny pułkownika Tomsa Zapolskiego, legionisty odznaczonego Krzyżem Virtuti Militarni, więźnia oflagu w czasie 2 wojny światowej, zamordowanego przez UB w roku 1947. Planowałam dotrzeć na miejsce, gdzie żyła ta rodzina, gdzie zamordowano pułkownika, ale tym razem się nie udało, więc przyjdzie na do tej historii wrócić innym razem. 



Udało nam się za to zwiedzić wnętrze kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Brzezinach. To siedemnastowieczny kościół rozbudowany w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku. 

kościół w Brzezinach 

dziewiętnastowieczny ołtarz główny ze starym bizantyjskim obrazem Matki Boskiej (rzeźbiona kobieca postać to prawdopodobnie święta Anna) 

marmurowa tablica umieszczona przy ołtarzu informuje o tym, że kościół był konsekrowany w roku 1675 przez biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego  

dziewiętnastowieczna ambona z bogatymi zdobieniami
 
Warto też zauważyć dziewiętnastowieczną plebanię, która wyglądem przypomina karczmę z przejezdną sienią. Pierwotnie plebania była kryta gontem. Teraz – sami zobaczcie.

 stara plebania 

Trafiliśmy też do zabytkowej chałupy z roku 1881. I ona była niegdyś kryta gontem. Nie udało nam się wejść na podwórze, stąd takie dziwaczne foto od strony ulicy.

zabytkowa chata 
 
Wieś opuściliśmy idąc na południe uliczką o śmiesznej nazwie, chyba Kamykowa, która prowadzi do przepustu pod torami. 


Zamierzałam oddalić się od torów na zachód w kierunku góry Hoża. Nawet ją obserwowaliśmy z daleka do czasu aż z nieznanego powodu wybrałam nie tę drogę, co planowałam i poszłam na południe zamiast na zachód. To chyba skutek zaczynającego się upału.

Hoża na horyzoncie 

Dzięki temu manewrowi wycieczka rzeczywiście była niezbyt męcząca, bo się zdecydowanie skróciła o dobre 5 kilometrów. Dotarliśmy od razu na koniec wsi Nida, która w tym miejscu graniczy z Brzezinami.
W tej sytuacji zdecydowałam już nie wracać – wszystkie urocze kapliczki  w Nidzie obejrzymy innym razem. Teraz zadowoliliśmy się dwoma zbiornikami w piaskowniach. Był i drogowskaz do trzeciego, ale na mapie go nie pokazano, to może nie jest interesujący.


piaskownia po lewej stronie drogi 


 i po prawej
 
A potem już spokojny marsz w kierunku Morawicy. Tam chwilka w parku, a potem powrót do domu.

pomnik w parku
 
Trasa wymierzona rzetelnie na mapie wynosiła 11,6 kilometra.

mapka trasy - czerwone zrealizowano, zielone - zostaje na później, bo warto

Fotorelacja mojego autorstwa

8 komentarzy:

  1. Wreszcie kilometraż dla ludzi... coraz mniej takich chat - teraz murowane klocki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilometraż i owszem, ale czas czekania na pojazd w Kielcach przebił wszelkie oczekiwania. W końcu musieliśmy jechać pośpiesznym pociągiem, bo nic nie było. Takie to uroki podróżowania w niedzielę.

      Usuń
    2. "mam" takie dwie na Woli Rzędzińskiej i drżę że zjawi się dewelopera a one spłoną, jak spłonęła równie urocza na Górze św. Marcina by zrobić miejsce neokoszmarkowi...

      Usuń
    3. Mnie martwi to, że jakoś nikogo tam w pobliżu nie widać. Ale stoi przyczepa kempingowa, wiec obiekt nie jest opuszczony.

      Usuń
  2. Ale fajne przejiśce... Oczywiście dotkliwie doskwiera brak zapisu GPS...
    Maaa miejsc bardzo wartych zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GPS nie ma i nie będzie, bo mój telefon ma tylko funkcje telefonowania i wysyłania SMS. Ale dołączę mapkę skopiowaną z tej, którą używałam. Nie dawałam, bo mi wstyd, że tak sromotnie zniosło mnie na południe zamiast na zachód.
      A żebyś nasz dialog przy tym słyszał - ja:Stachu, kompas wskazuje południe. S: Nie martw się, zaraz skręci na prawo. Ja:Nie skręca, ciągle południe. S: Tam zaraz jest zakręt.
      No i był, ale za późno...

      Usuń
  3. Od razu lepiej, a ta Jotkowa to już wręcz wyzwanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, masz - takie szczyty! Tu są inne ciekawostki ukryte, ale o ich milczę do czasu, aż je kiedyś sama zobaczę i opiszę.

      Usuń