poniedziałek, 20 czerwca 2016

Upał i inne atrakcje na trasie

W niedzielę było bardzo ciepło, wręcz gorąco. My zaś wędrowaliśmy z Daleszyc do Sukowa. Niektórym się wydawało, że pójdziemy szlakiem. Ale niby dlaczego? Już samo znakowanie tego szlaku na 3 różnych mapach wyglądało różnie, to kto by za taką obfitością wariantów nadążył? Się poszło bez szlaku. Choć były krótkie spotkania. Nie ukrywam.

grupa turystów na asfaltowym odcinku szlaku niebieskiego
 
Daleszyce oglądaliśmy gruntownie w ubiegłym roku (tu link do relacji), dlatego teraz tylko mały wypad na daleszycki cmentarz. Jest tu kilka ciekawych nagrobków. A sam cmentarz założono w roku 1833. Warto tu zajrzeć.

kaplica na cmentarzu parafialnym w Daleszycach

pomnik w hołdzie mieszkańcom Ziemi Daleszyckiej  

krzyż ku czci uczestników powstania styczniowego

jeden ze starych nagrobków
  
Szlak niebieski z Daleszyc prowadzi asfaltem, co powoduje chęć poszukania polnych dróg. Szukać, dobra rzecz, trudniej znaleźć. W każdym razie spacer przez łąki był przyjemny. W dodatku mieliśmy widoki na okoliczne góry i niebo z uroczymi białymi chmurkami.

nasza wersja programu "Rolnik szuka żony, a znajduje..." 

mieczyk dachówkowaty  

goździk kropkowany  

wyka płotowa

bocian w locie
 
Za łąkami trafiamy na szlak i prowadzeni jego znakami zdobywamy najwyższy szczyt Pasma Brzechowskiego – Sikorzę. Czy to upał, czy zawrotna wysokość 361 metrów nie wiadomo. Ale góra wycisnęła z nas siódme poty. I żeby choć mały odpoczynek na szczycie … 

Sikorza na wyciągniecie ręki (jeszcze nie na szlaku)
 
Odpoczęliśmy u podnóża Sikorzy – w pobliżu rzeczki Warkocz. Schodziliśmy do niej dosyć szybkim krokiem i cały czas mieliśmy wrażenie, że podejście tą ścieżką dałoby nam bardziej w kość niż zdobywanie Sikorzy wybraną przez nas wcześniejszą drogą.
 
rzeczka Warkocz koło Niestachowa 

kładka nad Warkoczem  

 widok na Sikorzę z Niestachowa 
 
Nie muszę chyba dodawać, że szlaku niebieskiego od pewnego czasu już nie widzieliśmy. Ale taki był plan szefa. Podobno szlak miał się znaleźć w Niestachowie w pobliżu wyciągu narciarskiego. I się nie znalazł. 

wyciąg narciarski na stoku Otrocza w Niestachowie
 
Na górę Otrocz weszliśmy więc posługując się mapą i kompasem. I znów nas nieco zmęczyło podejście. W okolicy szczytu zauważyłam spore ilości zwiędłych niecierpków – widocznie upał nie tylko ludziom daje się we znaki. 

jeden ze zdobywców Otrocza
 
Z Otrocza szef planował zejść w stronę zalewu na terenie piaskowni w Sukowie. Na mapie bardzo to ładnie wyglądało. Najpierw trochę na zachód, potem na południe. I porządne ścieżki.
W terenie kierunek prawdopodobnie taki właśnie był. Ścieżki raczej nie. Chociaż, nie mam racji. Ścieżki, jeśli były, to porządne. Często jednak ich nie było. I wtedy trzeba było przedzierać się przez krzaki. Kłujące dosyć nieprzyjemnie. Ale za to trafiały się czasem poziomki.
No i na zakończenie wreszcie zalew w Sukowie. Całkiem duży to akwen. Powstał na terenie nieczynnej kopalni piasku. Podobno na dnie można natrafić na zatopioną koparkę, dno jest nierówne i zdradliwe. Dlatego kąpać się tam nie wolno. Woda czyściutka (myliśmy ręce na płytkim brzegu), wolno wędkować. A na brzegu plażowicze – łapią opaleniznę, smażą kiełbaski. Niektórzy mimo zakazu jednak się kapią. Cóż, jak mawiał Kubuś Puchatek: „Są tacy, co mają rozum i tacy, co nie mają. I już”.


piaszczysty brzeg zalewu w Sukowie 
  
Przed nami jeszcze wieś Suków. I nadzieja na powrót do domu, bo upał doskwiera. 

Lubrzanka widziana z mostu w Sukowie 
 
 widok na kościół p.w. NMP Królowej Polski i św. Augustyna

kapliczka na skrzyżowaniu dróg w Sukowie  

Licznik wykazał 13,5 kilometra, czyli dużo mniej niż szef planował, ale nikt nie domagał się „dokręcenia” dodatkowych kilometrów.

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

7 komentarzy:

  1. Nie byłem... ale widzę ,że należy zobaczyć to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Daleszyce mają sporo zabytków, a w zalewie Suków podobno piękne sztuki można złowić.

      Usuń
    2. PS. Co do niezłych sztuk - karpie miałam na myśli.

      Usuń
  2. Fajny rajd! Lubię takie! Mój pierwszy przewodnik miał taki zwyczaj że prowadzał nas "na żywca" czyli na azymut z nadzieją źe "gdzieś tam natkniemy się na szlak". Ja teraz oprowadzam główne dzieci, więc "na żywca" pozwolić sobie ne mogę. Ostatnio jak niepyszny zawracałem spod Łowczówa na Rychwałd bo dzieci by przez wytyczony przezemnie szlak nie przeszły (całkiem zarósł zielskiem i do tego podmókł).
    Pozdro dla całej ekipy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz szef, ogólnie rzecz biorąc, ma ograniczone zaufanie do znakowania szlaków. Namawia nas do chodzenia "na rozum". Ale to lata doświadczenia przez niego przemawiają.
      Poza tym, ten szlak jest wyjątkowo słabo oznakowany.

      Usuń
    2. Szlak to sugestia (poza górami i rezerwatami, tam nie ma co ze szlaku schodzić). Sam zazwyczaj wędruję poza szlakami, albo mieszając szlaki.

      Usuń
    3. Czyli, jak to mawiała Ania a Zielonego Wzgórza, jesteśmy bratnimi duszami.

      Usuń