piątek, 19 maja 2017

Nowe miejsca i stare kąty

Przyjrzałam się dokładnie mapie i znalazłam miejsce, którego na blogu jeszcze nie było. To niewielka wioska w pobliżu Wiernej Rzeki – Młynki. Łatwo tam dotrzeć (asfalt), a na końcu wsi należy skręcić miedzy domami w lewo i jesteśmy przy ruinach murowanego młyna. Znany jest jako młyn Gorajów, którzy byli jego ostatnimi właścicielami. W czasie wojny pomagali partyzantom, ukrywali ich, zaopatrywali w żywność. Ktoś doniósł Niemcom i żandarmi z Łopuszna i Kielc otoczyli młyn w nocy 21 czerwca 1943 roku, ograbili go, a mieszkańców rozstrzelali na pobliskiej łączce. Historia jest dobrze znana, bo jednemu z domowników, Stanisławowi Kotowi, udało się uciec. Został ranny, ale się uratował. Niemcy młyn spalili, a po wojnie na miejscu śmierci Gorajów postawiono pomniczek, który niedawno został odnowiony. Stoi sobie samotnie wśród traw, ale jest pamiętany. 



pozostałości młyna Gorajów 


 miejsce pamięci
 
Mapa wskazywała, że w pobliżu młyna znajdziemy kładkę, ale mieszkanka wsi zdementowała tę informację. Podobno kładka jest trochę dalej. No to poszliśmy trochę dalej, jeszcze trochę dalej i w końcu nawet daleko. Dało nam to okazję podziwiania nurtu i brzegów Wiernej, ale rzeczonej kładki ani śladu. 



Wierna Rzeka 
 
Kiedy już zdecydowałam, że w okolicy linii elektrycznej podejmiemy próbę powrotu do szosy, Staszek wypatrzył resztki kładki, a obok nich powalone drzewa.  Okazały się nadzwyczaj wygodną kładką; trochę emocji oczywiście było, ale za to jaka frajda! 


 emocjonująca przeprawa 

Na drugim brzegu rzeki skierowaliśmy się na Górę Bolmińską. Trzeba było podjąć poszukiwania, bo okolica na skraju rezerwatu Milechowy została ogołocona z drzew, ale przynajmniej kapliczka została potraktowana z należytym szacunkiem i została na miejscu (jakże to miejsce inne niż było!).

skromna kapliczka rok temu

i dziś (jeszcze marne 30 lat i znów w tle wyrosną drzewa)

Na szczęście ścieżka dydaktyczna na szczyt została bez zmian. Dotarliśmy tam bez problemu, wszyscy zajrzeli do jaskini Piekło, chociaż niektórzy znów wpadli w panikę (mam na myśli siebie, rzecz jasna).

 a kuku!

opuszczamy jaskinię Piekło

jaskinia znów zażywa spokoju 

Wdrapaliśmy się też na przeciwległy stok wąwozu i odwiedzili krzyż pamięci lotnika Kazimierza Brauna. Na odnowionym postumencie umieszczono krzyż lotniczy przewieziony z mogiły porucznika w Wieliczce (tu możecie zobaczyć, jak ten krzyż wyglądał rok temu). Czytałam w prasie lokalnej, że w ostatnią sobotę krzyż poświęcono uroczyście. Zastanawiałam się podchodząc, jak szacowni uczestnicy uroczystości wdrapali się na to zbocze. Że nie wspomnę o zejściu z niego. Mnie koledzy przygotowali kijek ekologiczny jako podporę.  


Przejście wąwozem u podnóża Bolmińskiej i Milechowskiej to prawdziwa przyjemność. Ładnie tu jest. I roślinki można ciekawe zaobserwować.

las w wąwozie

wilczomlecz

 gnieźnik leśny

 gajowiec żółty
 
Potem dotarliśmy do szosy w kierunku Zajączkowa, przekroczyli ją i powędrowali lasem w kierunku żółtego szlaku. Za lasem natrafiliśmy na grupę samotnie stojących w polu drzew, które pamiętam sprzed lat. Nic się, kochane, nie zmieniły. No, może urosły. 

rok 2006 

 2017

Potem weszliśmy ładną drogą na grzbiet Grząb Bolmińskich. Przyznam szczerze, że trochę mnie te Grząby zawiodły. Było nieco mniej roślin niż się spodziewałam, ale i tak zapach roztaczał się w okolicy przyjemnie wiosenny. I widoki na okolice też się trafiały. Niestety, Grząby zarastają krzewami. Szkoda… 

 w dole Milechowy

okolice Bolmina

zawilec wielkokwiatowy

wilczomlecz sosnka i biedronka

Kolejnym punktem programu wycieczki było przejście przez Grzywy Korzeczkowskie. Tempo mieliśmy niezłe, a pierwsze podejście nieco dało mi w kość. Nic to, dobrze się szło. To pasmo nie jest widokowe, to przyjemne miejsce na leśne spacery.

 początek podejścia na Grzywy Korzeczkowskie 

a tu inny wilczomlecz

Na końcu trasy czekały już na nas Chęciny. Na szczęście nikt w grupie nie domagał się zdobywania Góry Zamkowej, więc tylko przemknęliśmy uliczkami i wpadli na Dolny Rynek równo z busem do Kielc. 

pasa się, pasą, barany wełniane (na zboczu Rzepki) 

antyczna kładka na szlaku 

przed nami zamek w chmurach 
 
No, kto by pomyślał, że tak perfekcyjnie zaplanowałam zakończenie trasy? Ja nie. To przypadek. A i długość trasy w planach zaniżyłam – miało być 20 km, a wyszło 21,9 kilometra.


Zdjęcia – Edek, Janek i ja

12 komentarzy:

  1. Fajny rajdzik... karkołomne przeprawy i historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz najlepszy czas na tego typu trasy - jest ciepło, dzień dłuższy, można się zapuszczać w odleglejsze okolice i poznawać nowe miejsca. Wbrew pozorom, jeszcze takie są. ;)

      Usuń
  2. To poszukiwanie kładki było najlepsze :) Czasami tak bywa gdy mapa kłamie, w nich też się błędy zdarzają, nie raz też nas to dotyka ... Tragiczna jest historia mieszkańców tego młyna, tym bardziej ze ktoś ze swoim doniósł na nich... Bardzo to smutne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało, że swoi donieśli, to jeszcze jeden z żandarmów okazał się współpracownikiem podziemia polskiego i chciał ich ostrzec, ale nie zdążył, a potem sam się musiał ukrywać. Był Austriakiem. Tak to się dziwnie układa.
      A poszukiwania kładki rzeczywiście były świetne. Myślę, że w zimny dzień bardziej byśmy się stresowali, a tak, to zawsze była możliwość przejścia boso przez rzekę.

      Usuń
  3. Kładka jest trochę w górę rzeki względem młyna: +/- w tym miejscu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nam sugerowała napotkana mieszkanka, ale chcieliśmy iść z prądem. Stąd przygody. Może to i lepiej, było ciekawiej.

      Usuń
  4. Świetni jesteście!! Fajnije było się o rok cofnąć, faktycznie krzyż odpicowany solidnie. Ten pomniczek zamordowanych, musiałem sobie datę sprawdzič; 81 rok, aż dziw że to "wyzwolenie społeczne i narodowe" im się tam zamieściło. Nawet nie wiem czy ofiary by się z takim napisem identyfikowały.
    Przeprawa przez rzekę super, jaskinia także, w ogóle malownicze tereny.
    Pomnik lotnika też robi wrażenie, mam na Starym w Tarnowie podbną "uśmigloną" mogiłę muszę wrzucić... Może w listopadzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jakie czasy, takie inskrypcje. A teraz nie ma pieniędzy na nowe tablice. To zostało.
      Tereny bardzo malownicze, dlatego tak mnie do nich ciągnęło.
      Na blogu mamy jeszcze jedna mogiłę ze śmigłem - to symboliczna mogiła lotnika, który zginął pod Hamburgiem. Znajduje się na cmentarzu w Sobkowie https://swietokrzyskiewloczegi.blogspot.com/2015/06/zamknij-oczy-i-idz.html

      Usuń
    2. Miodzio... Pamiętam jeszcze śmigło z Krakowa Prokocimia na pomniku zestrzelonych lotników, ale o zgrozo nie mam tego na blogu! Może nie miałem na onczas aparatu przy sobie?

      Usuń
  5. Uwielbiam czytać Wasze relacje z wycieczek i te piękne fotki:) Gratuluję Wam takiej fajnej pasji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zapraszam do wędrowania z nami - nawet jedli tylko przez internet. :)

      Usuń
    2. Błąd mi się wkradł - nie jedli, a jeśli.

      Usuń