niedziela, 7 maja 2017

W majowym lesie po deszczu


To miejsce i czas akcji naszej niedzielnej wycieczki. Wybrane ze względów czysto praktycznych i w nadziei, że jednak rzeczywiście będzie po deszczu, a nie w czasie. Na starcie Irena solennie obiecała, że za pół godziny przestanie padać. I przestało. 

początek wędrówki jeszcze pod parasolkami

Wybraliśmy drogi bite, żeby uniknąć tonięcia w błocie po kostki. I to się udało.
Oczywiście napotkaliśmy kałuże, ale przez lata wędrowania nabyliśmy sporej praktyki w ich omijaniu. 


porządne drogi

i porządna kałuża
 
Maszerowaliśmy ze Skarżyska Książęcego w kierunku leśnego cmentarza, na którym spoczywają partyzanci AK podobwodu „Morwa”. Początkiem istnienia cmentarza jest pochówek 5 partyzantów w sierpniu roku 1943, poświęcenia cmentarnej ziemi dokonał  w maju 1944 kapelan Armii Krajowej ksiądz Antoni Pałęga pseudonim „Ager”. 

 widok ogólny cmentarza

jego centralna część

W dalszej drodze napotkaliśmy samotną mogiłkę na skraju wsi Łazy. Niestety, nic mi na jej temat nie wiadomo. Nawet nie było kogo spytać.

 bezimienna mogiła

krzyż na początku wsi - warto przyjrzeć się napisowi 

Z Łazów wędrowaliśmy w kierunku Bernatki, ale postanowiliśmy wydłużyć nieco naszą trasę i wykonać odwrót taktyczny w kierunku Pogorzałego. Oznacza to, że praktycznie znaleźliśmy się znów w pobliżu cmentarza partyzanckiego, ale tym razem po jego wschodniej stronie. Już nie podchodziliśmy powtórnie, bo woleliśmy uniknąć porządnie błotnistego szlaku. 

tę drogę nazywamy "droga doktorska"

 sesja foto

i jej efekt

przydrożny strumyk

 samotny wędrowiec

Dotarliśmy więc suchą nogą do wsi, a potem do leśnego odcinka żółtego szlaku, który doprowadził nas do domu. Najbardziej nas zaskoczył pomiar długości trasy – 19,7 kilometra. A miała być niewielka wycieczka!

 bukowy las na szlaku

Jednym słowem – wycieczka zaskakująco udana, a do tego nastąpiła kumulacja cukiernicza i na postojach obżeraliśmy się aż miło.


 próbuję złapać ciasto w obiektyw zanim zniknie

udało się!

Zdjęcia – Edek i ja

6 komentarzy:

  1. Spadek cukru nie grozi raczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie. Dlatego między innymi wydłużyliśmy trasę, żeby spalić nadmiar kalorii. ;)

      Usuń
  2. Grunt to zaufanie! Ja nieraz też ruszałem z deszczem, na zasadzie "Boże wiesz, że wędruję na Twoją Chwałę i jeśli uważasz za słuszne to mogę moknąć cały czas, ale bądźmy szczerzy po cholerę stwarzać taki cudowny swiat, skoro teraz nie będę mógł się nim zachwycać z racji mgły, deszczu czy innego draństwa?" Zawsze działało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas obowiązuje zasada: "to nie my wybieramy pogodę, to ona wybiera nas". Poza tym nie wolno na nią narzekać, bo wtedy gotowa się popsuć, żeby udowodnić, że narzekanie było niesłuszne.

      Usuń
  3. Nam w niedzielę pogoda spłatała figla. Od rana było pochmurno ale zapowiadane były przejaśnienia więc ruszyliśmy. Około południa pierwszy raz zaczęło padać a że trasa wiodła w połowie przez łąki buty po powrocie do domu mieliśmy trochę przemoczone. Za to spotkaliśmy dużo zwierząt którym widocznie deszcz nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tegoroczny maj jest pełen niespodzianek pogodowych. Nigdy nie wiadomo, wyruszać na wycieczkę, czy zostać w domu. Ale najgorszy scenariusz to dla mnie jednak przemoczenie butów. Drugi w kolejności - zostać w domu, a pogoda się robi wspaniała.
      Mam nadzieję, że udało się Wam sfotografować zwierzynę i pokażecie u siebie na blogu.

      Usuń