sobota, 10 czerwca 2017

Wielkimi Schodami w dół

Te schody to faktycznie schody, ale jednocześnie ulica. W dużej części w formie schodów, rzecz jasna. Wchodzimy na tę uliczkę z rynku (była tu niegdyś zapewne jakaś boczna furta, którą można było opuścić miasto ogrodzone murami miejskimi. Uliczka powstała zapewne po wyburzeniu owej furty, a pod koniec XIX wieku zbudowano na niej solidne kamienne schody. Dużo później, bo w roku 1936 na schodach pojawił się maszkaron, który mnie przypomina Sfinksa, ale jego „twarz” wzorowana jest na tarnowskich maszkaronach, zaś na rewersie, że tak powiem, umieszczono herb miasta.  



tarnowski Maszkaron 
 
No, dobrze, skoro są Wielkie Schody, to słusznie możecie zapytać, czy znajdziemy w Tarnowie również Małe Schody. Oczywiście, jakże by inaczej. To przejście z kolejnej furty w kierunku dawnego Klasztoru Bernardynów. 

Małe Schody
 
Tak czy inaczej przeszliśmy jedną z dawnych furt w murach miejskich i jesteśmy na przedmieściach starego Tarnowa. Uściślijmy – na południowych przedmieściach. I jeszcze dodam – zrobił się już prawie wieczór, a raczej bardzo późne popołudnie. W tej sytuacji wybieramy miejsca, do których zdążymy dotrzeć przed zapadnięciem zmroku.
Bez wątpienia rzuca się w oczy Klasztor Bernardynów z kościołem, który powstał z fundacji księżnej Barbary Sanguszkowej  w latach 1747 – 1776 i był przeznaczony dla bernardynek, a po kasacie tego zakonu przeszedł w ręce ojców bernardynów.  Kościół ma piękne barokowe wnętrze, ale trafiliśmy tam w czasie nabożeństwa i nie wypadało nawet wyjąć aparatu fotograficznego. 



W okolicy klasztoru skręciliśmy na południe, aby dojść do tarnowskiego Starego Cmentarza tym samym rezygnując z obejrzenia zespołu dawnego Klasztoru Bernardynów. 
Po drodze jednak trafiliśmy nad niewielką rzeczkę, a właściwie potok o sympatycznej nazwie Wątok. Uregulowane to maleństwo ma kilka mostków, a jeden z nich okazał się tarnowskim mostem zakochanych z typowymi dla takich obiektów kłódkami. 

 nad Wątokiem

Już prawie przed samym cmentarzem naszą uwagę przykuł uroczy drewniany kościółek z wieżą. To gotycki kościół pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej, z szesnastowiecznym malowanym na desce obrazem patronki świątyni. Ołtarze boczne są kopiami gotyckich tryptyków z Kamionki Małej i Brzezin.  Bardzo mi się też podoba polichromia z XVII wieku, a właściwie całe wnętrze tego niewielkiego kościółka to perełka.

sanktuarium MB Szkaplerznej zwane również "Kościółkiem na Burku" (o Burku może innym razem)

 rokokowy ołtarz główny, ale w nim inny obraz

ołtarz boczny

fragment polichromii
 
Po wyjściu z kościoła trzeba bezpiecznie przejść ruchliwą ulicę Narutowicza i już prawie jesteśmy na terenie cmentarnym. Najpierw jednak zobaczmy niesamowity pomnik. To odsłonięty w 1966 r. (26. rocznica pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz) Pomnik Ofiar Wojny i Faszyzmu. Jego autorami są tarnowscy rzeźbiarze Bogdana i Anatol Drwal. Co ciekawe, pomnik składa się z dwóch części, które tworzą jedną wymowną całość.  


 części pomnika

całość kompozycji

W końcu możemy wrócić do cmentarnej bramy i zajrzeć na Stary Cmentarz. W listopadzie ubiegłego roku bardzo dokładnie i ciekawie opisał go makroman w kilku wpisach (tu link do jednego z mnich, pozostałe łatwo odszukacie). Idziemy więc jakby jego śladami, jednocześnie sami wyszukujemy ciekawostki. Mnie najbardziej poruszyło spotkanie kobiety, która porządkowała jeden z grobów w głównej alejce. Uświadomiło mi to, że tarnowianie żyją tu i teraz w nieprzerwanej kontynuacji historii swojego miasta, stają się jej częścią. Dla mnie przejście cmentarnymi alejkami to wycieczka w głąb tarnowskiej historii, a dla tarnowian to po prostu odwiedziny na grobach bliskich. I z taką myślą zaprezentuję kilka zdjęć z tego pięknego cmentarza, którego historia sięga roku 1787, co sprawia, że jest najstarszą nekropolią w Małopolsce.  

"kopczyk lwowski" w hołdzie Rodakom z Kresów 

kaplica Radzikowskich pod wezwaniem św. Józefa - jedna z najstarszych kaplic cmentarnych w Polsce

tu spoczywa burmistrz Tarnowa Tadeusz Tertil (o nazwanym jego imieniem pasażu pisałam niedawno)

fragment niesamowitego grobowca biskupa Floriana Amanda Janowskiego (mnóstwo ciekawostek na ten temat na blogu makromana w tym linku)


stare nagrobki

jedna z cmentarnych alejek

A na zakończenie tego wpisu zapuśćmy się w tarnowskie uliczki. Ot tak, żeby poczuć nastrój miasta. 



Jeśli dostrzegacie, że wielu miejsc nie pokazałam, to macie rację. Jeszcze się pojawią w późniejszych wpisach.

Zdjęcia – Edek i ja

11 komentarzy:

  1. Druga część pomnika marnie mi się kojarzy... (grupen sex)
    Uliczki fajne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzam się - to błaganie o pomoc, albo rozpaczliwa próba przeżycia.

      Usuń
    2. Jal - DOKŁADNIE! - w nas tubylcach też budzi niemiłe odczucia! Do tego aby posadowić to "dzieło" zniszczono najstarszą część cmentarza!

      Usuń
    3. O tym nie wiedziałam.

      Usuń
  2. Raczej wyrzut sumienia. Ale całości nie widzę jako kompozycji, a dwa zupełnie inne pomniki. Prz czym ten drugi nie odwołuje się do żadnej narodowej, historycznej czy kulturowej symboliki (chyba że jej nie dostrzegam) i tylko w towarzystwie tego z mieczami może tworzyć znaczeniową całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często nie wiemy, "co artysta chciał powiedzieć". Możemy się tylko domyślać. Bez wątpienia to jeden pomnik złożony z dwóch grup i należy go rozumieć jako całość.

      Usuń
    2. Aniu - problem w tyum że tego co chciano powiedzieć nik nie wie... Po mieście chodzą słuchy że sami twórcy nie wiedzieli. Ale miało być dramatycznie, martyrologicznie i jest. Pamiętam jak dzieci płakały pod tym pomnikiem, bynajmniej nie ze współczucia ale dlatego że nas nim straszono w ramach szkolnych wycieczek.

      Usuń
  3. Droga ekipo ze Świętokrzyskiego. Na skutek (niezrozumiałego dla mnie) zaniedbania straciliście szansę bym Wam pokazał ulicę Franciszkańską (szliście tamtędy na kładkę zakochanych), opowiedział historię podziemnych fortyfikacji Tarnowskiego, pokazał zarysy bastionu i mury obronne klasztoru Berbardynów który de facto był zamkiem chroniącym Tarnów od południowego wschodu.
    Nikt nie zaprosił Was do cukierni opodal kościoła Bernardynów, nikt nie zaproponował przekąski we "włóczykiju" na Wielkich Schodach (które zawsze były schodami, tak jak Burek na który prowadziły, zawsze był podmiejskim placem targowym i głównym miejscem prowiantowania miasta), nikt także nie wskazał Wam uroczej płaskorzeźby sw.Jakuba.
    Zdumiewające zaniedbanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaniedbanie karygodne. Zgadzam się. Ale nie wszystko przegapiliśmy. We "Włóczykiju" byliśmy i zawsze, kiedy zajrzymy do Tarnowa, a on będzie, to będziemy tam wpadać. Nie pisałam o tym, żeby reklamy nie robić, ale w gruncie rzeczy to miejsce na reklamę zasługuje. Było pysznie. I miło.
      Zamiast kawy były lody w "Sofie" na Wałowej. Duży wybór smaków i rzeczywiście smaczne.
      Ps Usunięty przez Ciebie komentarz wywaliłam.
      Ale ulicy Franciszkańskiej i opisanych przez Ciebie miejsc sobie nie daruję - no muszę znów przyjechać do Tarnowa.

      Usuń
    2. Wpisał się w niewłaściwe miejsce.
      Ale Franciszkańskiej żałujcie i jeszcze "wykopki" za starym klasztorem Bernardynów i ślad po wyburzonej wieży przy tymże... Doprawdy nieroztropnie postąpiliście (mam tylko nadzieję że byliście w "Diecezjalnym"?)

      Usuń
    3. Nawet nie pytaj. Przecież tarnowskie muzea są zamykane o 15. I jak tu zdążyć?

      Usuń