poniedziałek, 16 grudnia 2013

Trasa, która zasługuje na lepszą pogodę


Wyobraźnia podpowiada mi, że to ładna trasa, z widokami na okolice. Sama zauważyłam, że prowadzi przez niebrzydki las, dróżki suche, czasem lekko strome, ale niezbyt trudne. I gdyby tak do tych atutów dodać odrobinę słońca …
Tym razem słońce znów było nie tam, gdzie my. A my gdzie byliśmy? 

 zamglony widok na Karczówkę

czwartek, 12 grudnia 2013

11.12.13


Ładna data nam się trafiła. Prawda? Szkoda, że dzień już nie był taki ładny. Nie to, że padało cały czas, bo zdarzały się przerwy, a i sam deszcz nie był duży – ot, zwykła mżawka. A że była mgła? Cóż, też się zdarza. I jako dodatek trafiła nam się prawdziwa gołoledź, bo mżawka przymarzała na drodze i czasem szło się z trudem. Czasem zaś wcale się nie szło, tylko leżało. I niestety, znów na mnie wypadło – gruchnęłam jak długa, nawet czołem zaryłam w glebę. Taka ze mnie kobieta upadła. Na szczęście panowie mnie pozbierali, dali chusteczkę do obtarcia zabrudzeń i się poszło dalej.
A czy było na tej z trudem pokonywanej trasie coś interesującego? Na początku Kołomań i pomnik ku czci partyzantów AK, kolejne pomniki i tablice pamiątkowe napotkaliśmy w Bobrzy.

 pomnik w Kołomani

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rajdzik – palce lizać!

Trasa niedzielna była delikatnie mówiąc skromniutka (ledwie 15 km), ale za to na najwyższym kulinarnym poziomie. Jak tak dalej pójdzie, naprawdę zamienimy się w blog kulinarny. 
Ale do rzeczy!
Wystartowaliśmy z Tumlina i przeszli do podnóża Góry Grodowej, gdzie nastąpił poczęstunek – szarlotka i rurki z kremem. Pyszne, choć absolutnie niezgodne z regulaminem, bo do jedenastej zostało mnóstwo czasu, ale kierownictwo (czyli tym razem ja) kompletnie straciło czujność. I to skutkowało w niedługim czasie „zagubieniem” kamieniołomu Wykień (no, zapodział się i ani rusz nie mogłam go znaleźć). Trzeba więc było zacząć poszukiwania, które prowadziliśmy na zboczu Góry Wykieńskiej i już prawie na nią weszliśmy, ale zaraz trzeba było zejść i podejść „po bożemu” szlakiem. Kto wchodził, ten wie – jest stromo. W tym miejscu składam serdeczne podziękowania nieznanemu mi wynalazcy kijków tekkingowych – bez nich podejście po stromym zboczu pokrytym świeżym śniegiem byłoby dla mnie niemożliwe. A tak, to nawet nieźle poszło. Na szczycie nastąpiła konsumpcja ogórków kiszonych (a może jednak w occie – nie pamiętam).

szarlotka Basi

piątek, 6 grudnia 2013

Jak miło spędzić czwartkowe przedpołudnie w Kielcach?


Przede wszystkim trzeba się tam wybrać w miłym towarzystwie, pogoda może być dowolna, transport – najlepiej szybki bus, strój dowolny, dostosowany do pogody. I ruszamy!
Tym razem pięć pań w dobrych humorach zaplanowało przedpołudnie z kulturą. Na pierwszy ogień poszła galeria „Winda” w KCK. A tu wystawa „Moda w kinie, największe kreacje”. Składają się na nią urocze lalki zaprojektowane i własnoręcznie wykonane przez Martę Hryniak z firmy Laloushka. Warto obejrzeć te nieduże laleczki zestawione ze zdjęciami pokazującymi ich filmowe pierwowzory. Mnie rozczulają oczy jak gwiazdy, fryzury i kapitalnie dobrane kreacje. Wystawie towarzyszą plakaty filmowe, akcesoria, fragmenty filmów. Świetnie się bawiłyśmy, każda z nas miała swoje ulubione lalki. Niektóre pokażę, resztę jedźcie sami zobaczyć.

 widok ogólny ekspozycji

czwartek, 5 grudnia 2013

Na trójkolorowym szlaku z Niekłania do Chlewisk

Skąd taka mnogość barw? Nic prostszego – pierwszy odcinek trasy maszerowaliśmy szlakiem niebieskim pieszym, a później rowerowym tego samego koloru, następnie dotarliśmy do szlaku zielonego, a nim do czerwonego. I już mamy trzy kolory. Proste, prawda?
Jak było? Przede wszystkim słonecznie. Dało to bardzo ładne oświetlenie skałek rezerwatu Piekło pod Niekłaniem. Panowie skakali między skałkami jak kozice, a ja – śmierć w oczach, drżące nogi i mimo wszystko aparat w dłoni. Tym sposobem zaliczyłam należne podejścia i, co ważniejsze i trudniejsze na mokrych i śliskich liściach, zejścia. A skałki uroczo się prezentowały w przymglonym słońcu, dawno ich nie widziałam i tym razem wydawały mi się jakby bardziej dziurawe niż dawniej.




niektóre ze skałek w Piekle Niekłańskim

wtorek, 3 grudnia 2013

Naszym Basiom kochanym


W grupie Łazików są dwie Basie, którym w prezencie imieninowym dedykuję mały artykulik o ich patronce.
Samo imię Barbara pochodzi z języka greckiego i oznacza cudzoziemkę, osobę, która nie jest Greczynką. Patronką wszystkich Barbar jest legendarna święta Barbara, córka bogatego pogańskiego kupca, którą własny ojciec prześladował za przejście na chrześcijaństwo. Więziono ją w wieży, torturowano, ojciec zadał jej śmierć przez ścięcie mieczem. Stąd też jest ona patronką dobrej śmierci i jej opiece polecali się ci, którzy na śmierć byli narażeni w swej pracy, między innymi górnicy. Jak wiemy, nasz region jest znany z górniczych tradycji (liczne kamieniołomy i kopalnie rudy) i stąd często spotykamy figury i kapliczki poświęcone tej świętej.
Jest ona przedstawiana w stroju królowej, nawet z koroną, co ma podkreślić jej szlachetne pochodzenie. Często trzyma w reku narzędzie własnej śmierci – miecz lub kielich z hostią, nierzadko jej wizerunek zawiera również wieżę, zwykle z trzema oknami – symbolem Trójcy Świętej.
Najsłynniejszą świętokrzyską świętą Barbarą jest wykonana z jednej bryły galeny (rudy ołowiu)  figura znajdująca się w kaplicy pod wieżą dzwonnicy klasztoru na Karczówce.


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Skąd wiatr wie, w którą stronę wiać?*

W tę niedzielę chyba się umówił ze Stasiem,  żeby raczej wiać nam w plecy lub z boku. W przeciwnym razie bardzo by to była ciężka wycieczka, a tak, to było bardzo miło, choć chłodno i wietrznie.
Zaś Stasio mężnie prowadził z Bodzentyna przez Miejską Górę i Świętą Katarzynę, a potem drogami polnymi do Kamieńca. Wyliczona na 17 km trasa nieco się wydłużyła, bo krokomierz „wystukał” 17 km 140 m, ale nie będziemy się wykłócać o takie drobne wydłużenie.
Atrakcji było i tym razem sporo. Przede wszystkim – pogodowe. Chmury tak szybko przelatywały nad nami, że Ela nie nadążała ze zdejmowaniem i zakładaniem peleryny przeciwdeszczowej. Na szczęście częściej nie padało. A był nawet zapowiadany przez Irenę moment słoneczny. 

 Zakładać? Nie zakładać? A, może poczekam...