wtorek, 24 września 2013

A w Przysusze szosa sucha – wędrówka z Przysuchy do Borkowic 22 września


Tym razem zdobywaliśmy tereny zupełnie dla nas nowe. Nie obyło się bez emocji i nie wszystkie punkty planu udało się zrealizować. Będą na następny raz.
W samej Przysusze zajrzeliśmy na trzy historyczne rynki – niemiecki (tu dom rodzinny Oskara Kolberga), żydowski (tu synagoga z 18. wieku) i polski (a tu również osiemnastowieczny kościół pod wezwaniem św. Jana Nepomucena i św. Ignacego Loyoli).   
Te informacje są niezgodne z rzeczywistością, co dokładnie sprawdziłam poniewczasie, ale zostawiam je, żeby wcześniejsi czytelnicy, którzy je może zapamiętali, mogli przy powtórnej lekturze sprawdzić i naprawić mój błąd. A dla mnie to poważna nauczka na przyszłość. 
Źródła podaję na końcu wpisu. 

 Plac Kolberga

synagoga przy Placu Żeromskiego 

kościół parafialny przy Placu Kardynała Wyszyńskiego

W lasach przysuskich poruszaliśmy się na początku bardzo ładną ścieżką edukacyjną. A na niej skałki piaskowcowe w różnych odcieniach koloru żółtego – i to był jedyny słoneczny akcent tego dnia, bo poza tym cały czas było pochmurno. Były też imponujące pomnikowe sosny i dęby oraz pomnik w okolicach dawnej gajówki, w której zginęło z rąk niemieckich żandarmów 12 partyzantów AK. Natrafiliśmy też na zapomnianą mogiłę z 3 krzyżami. Niestety, nawet panowie, którzy wskazali nam drogę do niej, nie potrafili nic więcej o jej historii opowiedzieć. Na trasie było też miejsce słowiańskiego kultu słońca, ale czy to z powodu gapiostwa, czy braku słońca,  nie znaleźliśmy tego miejsca. Nie dało się na szczęście przegapić tak zwanych „rudnych dołów” czyli pozostałości dawnych szybów górniczych – są to spore pagórki z „dziurą”, a więc szybem wydobywczym w środku. Ten odcinek trasy warto powtórzyć jakiegoś słonecznego jesiennego dnia, kiedy liście dębów i buków wybarwią się kolorowo.

 grupa na tle skałek

pomnikowy dąb

pomnikowa sosna

bezimienna leśna mogiła

pomnik poległych

wnętrze jednego z rudnych dołów

Innym wartym zobaczenia miejscem był najwyższy szczyt tej okolicy – licząca 280 m. n. p. Krakowa Góra, z której rozciąga się rozległy (niestety akurat tego dnia zamglony) widok na okolicę. Można tu odpocząć pod zadaszeniem, obejrzeć kapliczkę wystawiona staraniem znanego nam z poprzednich rajdów księdza Wiśniewskiego  w 250. rocznicę zwycięstwa króla Jana II Sobieskiego pod Wiedniem.

 kapliczka na Krakowej Górze

chwila odpoczynku na Krakowej Górze

Z Krakowej Góry do Borkowic idzie się teoretycznie szlakiem zielonym, ale jest on tak słabo znakowany, że prawdziwym oznakowaniem szlaku stają się stacje drogi krzyżowej, która prowadzi aż do Klasztoru Sióstr Benedyktynek Misjonarek w Borkowicach.
Same Borkowice nie wzbudziły większego zainteresowania uczestników rajdu, bo właściwie chyba każdy widział już wcześniej  pałac Dembińskich. Najwięksi zapaleńcy spojrzeli przez płot na dziewiętnastowieczny spichlerz kryty gontem oraz wybrali się na borkowicki cmentarz na grób księdza Wiśniewskiego. 

kościół parafialny w Borkowicach

stary spichlerz

nagrobek księdza Wiśniewskiego, w tle kaplica rodziny Dembinskich

Trasa liczyła ok. 19 kilometrów i przeszliśmy ją w czasie 5 godzin. Oczywiście wliczamy w to zwiedzanie i postoje. No, nie było powolnego tempa. I co najważniejsze przy obecnej pogodzie – trasa była naprawdę sucha! 

Długo po opublikowaniu tego wpisu otrzymałam krytyczny komentarz pani Ilony Idzikowskiej. Przytaczam tu jego treść:  "Rynek opisany powyżej jako niemiecki to właśnie rynek żydowski, plac przy synagodze nie był traktowany jako rynek, z kolei rynek niemiecki to obecny Plac Wyszyńskiego, zadrzewiony i z figurą Matki Boskiej. Kolberg gdzieś przy nim się urodził a tablica wisi na innym domu bo tamten się nie zachował i przy rynku żydowskim bo to obecny główny rynek miasteczka." 

Przyznaję, że niedokładnie zbadałam informacje, które wcześniej podałam. Na stronie Muzeum O. Kolberga w Przysusze znalazłam następujące informacje dotyczące dziejów Przysuchy i wzmiankowanych wyżej rynków:
"Puszkarze-specjaliści od wyrobu broni, kowale, ślusarze, ostrogarze i zegarmistrz zamieszkują przy rynku zwanym „niemieckim” lub „Czerminem”- obecnie Plac kardynała St. Wyszyńskiego. Niemcy są pierwszymi mieszkańcami miasta o nazwie „Przysucha”. W ich sąsiedztwie osiedla się na pocz. XVIII w. grupa ludności żydowskiej. Żydzi zajmują teren o współczesnej nazwie Plac Oskara Kolberga. W II poł. XVIII w. rozpoczynają budowę okazałej synagogi, w pobliżu której powstaje zespół zabudowań z łaźnią, szkołą dla chłopców, rzeźnią koszerną i cmentarzem. Trzeci, największy rynek - Plac 3 Maja, zamieszkiwali początkowo wyłącznie Polacy.
 
zdjęcia - Edek i ja 

6 komentarzy:

  1. Nie lubię tych stron... dla mnie góry i wędrówki kończą się na Szydłowcu.
    Widzę,że synagoga jest w remoncie - warta jest tego.
    Co się mieści teraz w spichlerzu ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Spichlerz i jego zawartość są chronione przez płot z siatki, bramę na kłódkę i ujadającego psa. W tej sytuacji Twoje pytanie pozostanie bez odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwykłe miejsca. Trzeba patrzeć bo wszędzie można znaleźć piękne miejsca i obiekty. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rynek opisany powyżej jako niemiecki to właśnie rynek żydowski,plac przy synagodze nie był traktowany jako rynek, z kolei rynek niemiecki to obecny Plac Wyszyńskiego, zadrzewiony i z figurą Matki Boskiej. Kolberg gdzieś przy nim się urodził a tablica wisi na innym domu bo tamten się nie zachował i przy rynku żydowskim bo to obecny główny rynek miasteczka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rynek opisany powyżej jako niemiecki to właśnie rynek żydowski,plac przy synagodze nie był traktowany jako rynek, z kolei rynek niemiecki to obecny Plac Wyszyńskiego, zadrzewiony i z figurą Matki Boskiej. Kolberg gdzieś przy nim się urodził a tablica wisi na innym domu bo tamten się nie zachował i przy rynku żydowskim bo to obecny główny rynek miasteczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziękuję za informacje. Może nie każdy czytelnik zagląda do komentarzy, więc skopiuję Pani komentarz do treści wpisu i podam go jako sprostowanie na zakończenie wpisu. Nie wiem, jak inaczej mogłabym naprawić błędy, trzeba by usunąć cały wpis lub zupełnie zmieniać jego układ.
      Chętnie poznam źródła, z których Pani korzysta, proszę więc o kontakt za pomocą formularza kontaktowego na prawym pasku bloga, wtedy będziemy mogły wymieniać opinie mailowo.

      Usuń