piątek, 13 września 2013

Studnie w Kazimierzu


Niedawno byłem w Kazimierzu nad Wisłą. Z poprzednich moich wizyt w tym pięknym, kochanym przez artystów miasteczku, pamiętałem jedynie studnię w rynku, która i tak okazała się zupełnie inną niż ją miałem w zakamarkach wspomnień. Studnia jak studnia, żeby nie to, że jest częstym obiektem zdjęć pamiątkowych, pewnie bym się nią nie zachwycił. 



Jakież było moje zdziwienie gdy pod czas wędrówek po ciasnych uliczkach i podwórkach natrafiłem na inną studnię, wcale nie chowającej się gdzieś w zakamarkach lecz dzielnie stojącą na górnym ,prawym rogu rynku.


  
Jak domyślacie się to jeszcze nie koniec moich zaskoczeń, bowiem zwiedzając krużganki klasztorne Sanktuarium Zmartwychwstania NMP ujrzałem masywną studnię drewnianą rzadkiej urody - i ona najbardziej utkwiła mi w pamięci po ostatniej bytności.



Jest też w Kazimierzu wiele galerii obrazów, zainteresowała mnie szczególnie Galeria Leonardo w której natrafiłem na piękne obrazy, niestety nieżyjącego już naszego krajana, nauczyciela w kilku szkołach Skarżyskich Leszka Szypy. 


Byłem też dzięki uprzejmości członków rodziny w pracowni malarza, która pozostała nietknięta od jego śmierci. Atmosfera panowała tam magiczna – niedokończone płótno na sztaludze, pędzel zanurzony w farbie, masę atrybutów malarskich i prac artysty. Nie miałem śmiałości uruchomić migawki, więc mam to jedynie w pamięci. Kiedyś tam wrócę...

Autor tekstu i zdjęć - Janusz 

Janusz dla miłośników Kazimierza dodał kilka zdjęć miasta



 

2 komentarze:

  1. Skądinąd wiem,że są ludzie którzy znali Leszka Szypę - może kilka refleksji?

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam z Lechem w Kazimierzu na plenerze artystycznym dla nauczycieli. Widać było, jak on się w tym mieście zakochuje. Malował całymi dniami jak szalony.
    W dodatku miał szczęście i niezwykłą jedyną okazję - Maria Kuncewiczowa wyraziła zgodę, by malował jej portret. Siedzieliśmy całą grupą przed jej domem (czy to w ogrodzie czy na tarasie, nie pamiętam), opowiadała o życiu i książkach, my zasłuchani, a Lech z z pędzlem i sztalugami. Jak mu potem zazdrościliśmy, że mógł jeszcze raz odwiedzić pisarkę i malować w skupieniu!

    OdpowiedzUsuń