środa, 30 grudnia 2015

Pożytki płynące z mrozu

Przede wszystkim taki mróz szybko człowieka potrafi rozruszać. Nie wierzycie? To wysiądźcie z rozgrzanego busa na mróz, ani się obejrzycie, a już kilometr trasy za wami. Takiego człowiek dostaje przyspieszenia.
My w takim tempie przebiegliśmy przez Szałas. Ale były i przystanki w ważnych miejscach. Wieś ma bowiem wielowiekową historię, ale jej ślady znajdziemy jedynie na pomnikach. Mieszkańcy wsi brali udział w powstaniu styczniowym, w czasie II wojny światowej pomagali oddziałom majora Hubala. I za tę pomoc wieś poniosła straszliwą karę – 8 kwietnia 1940 roku hitlerowcy wygnali z domów kobiety z dziećmi, zaś mężczyzn zaprowadzili do szkoły, a potem rozstrzelali, wieś spalili doszczętnie. Na miejscu tej szkoły znajduje się obecnie pomnik upamiętniający te wydarzenia i żołnierzy z oddziału Hubala. 

pomnik w Szałasie - podstawa krzyża zawiera tabliczki z nazwiskami pomordowanych mieszkańców wsi (nie tylko ofiar z kwietnia 1940)

kamień upamiętniający bitwę oddziału Hubala w dniach 2-4 kwietnia 1940
 
Są też w Szałasie inne pomniki, które mieliśmy okazję obejrzeć. 

 pomnik pamięci 122 ofiar wojny (ten znajduje się przy głównej drodze w pobliżu obecnej szkoły)

pomnik na placu kościelnym wystawiony w 70. rocznicę pacyfikacji wsi (jak się dowiedziałam po opublikowaniu tego wpisu, autorem Piety jest kielecki rzeźbiarz Sławomir Micek)

krzyż upamiętniający powstańca styczniowego 

Za Szałasem weszliśmy do lasu i tak sobie nim wędrowaliśmy aż do rezerwatu Świnia Góra. Droga porządna, tempo niezłe (wiadomo – mróz), ale przy rezerwacie kolega kierownik zafundował nam niespodziankę i skierował grupę na zielony szlak. No i gdyby nie mróz, to by się tam rozgrywały sceny dantejskie, a tak, to było zwyczajnie, ale pięknie.
Ze szlaku nietrudno zapuścić żurawia do rezerwatu – drzewa tam powalone, lekko poprószone śnieżkiem, ma się wrażenie, że wędrujemy przez dzikie puszczańskie ostępy. 




 w rezerwacie

Ale po jakimś czasie już się o tych ostępach nie myśli, bo uwagę bardziej przyciąga droga – na szczęście przymarznięta. A na niej błoto, kałuże, gałęzie. Idzie się pewnie, tylko nieco wolniej, ale żadne tam zalanie wodą czy ubłocenie obuwia nam nie grozi. Spodnie miałam dziś czyściutkie. Buty też. A odrobina gimnastyki „błotnej” i umysłowej nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

na szlaku
 
Szlakiem zielonym doszliśmy do czarnego, gdzie był postój przy stole nakrytym białym śniegowym obrusem. Potem zaś maszerowało się do Skarżyska. Trasa znana, całkiem niedawno nią szliśmy, wiec i zdjęć się nie robiło.
Na skraju miasta grupa się podzieliła – jedni poszli w kierunku Bliżyna, inni w stronę Rejowa. I tak zakończyliśmy wycieczkowo rok 2015 – tym razem trasa liczyła około 21 kilometrów, a ile przeszliśmy w ciągu roku dowiecie się z kolejnego wpisu podsumowującego nasz rok wycieczkowy.

Zdjęcia – ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz