poniedziałek, 30 listopada 2015

Komedia omyłek


Ta wycieczka mogła się właściwie nie odbyć. Gdyby się odbyła, to powinna się nie udać, a przynajmniej zepsuć humor uczestnikom.
Ale nic z tych rzeczy.
A omyłek nie brakowało. Najpierw szefowi się busy niedzielne pomyliły z sobotnimi. Nic to, się pojechało innym. Dojechaliśmy do Gozdu.

nic nie widać, czyli poranek w okolicach Gozdu 

Nie wszyscy dojechali. Jeden aktywista miał dość czekania na bus i poszedł na inny przystanek. Traf chciał, że nasz bus akurat koło tego przystanku nie przejeżdżał. Kto inny by się taką pomyłką przejął i pomaszerował do domu, ale nie nasz Janek. Ruszył nam naprzeciw. Przy okazji zajrzał nad Kamienną. 

prawie zimowa Kamienna 

 rozlewisko Kamiennej 
 
Reszta grupy zaś wiatrowi wbrew maszerowała przez Zaleziankę do lasu. W lesie trochę zimy, trochę późnej jesieni. 

pola Zalezianki (ciekawa "roślinność", nieprawdaż?)

staw na skraju lasu

pobliskie drzewo

No i leśniczówka! Do czego służą okolice leśniczówki? Do urządzania postoju połączonego z wyżerką. Tak było i tym razem. Przy okazji odnotowaliśmy zmiany w wyglądzie leśniczówki i jej otoczenia.

 leśniczówka

kapliczka na jej werandzie

coś słodkiego  
 
A potem się maszerowało dalej. Droga nieprzyzwoicie dobra była, pogoda też. Zahaczyliśmy nawet o Osieczyńską Górę. To i humor dobry, zwłaszcza, że na horyzoncie pojawił się niespodziewany uczestnik wycieczki – nasz dawno niewidziany szef. A niewiele później i Janek wyszedł nam naprzeciw, jak zapowiadał. Tacy to są nasi panowie. 

droga na Występę

kapliczka na rozstaju dróg

na trasie

Nadeszła regulaminowa jedenasta, trzeba więc było zadbać o urządzenie oficjalnego postoju. Tym razem na skrzyżowaniu leśnych dróg zwanym Składnicą Drewna. Nie będę ukrywać, że znów pojawiły się wypieki. I chyba apetycznie one pachniały, bo za kilka chwil zaczęło krążyć nad nami ptactwo, które ostrzyło sobie pazurki na resztki po naszym śniadaniu. Duży błąd – nic nie zostało.

miejsce postoju

Smacznego!

zwiadowca
 
Po jedzeniu maszerowaliśmy w kierunku Skarżyska, gdzie na skraju lasu grupa się podzieliła, żeby różnymi drogami dotrzeć do domów. Jedni skierowali się na osiedle Bór, inni w okolice Kamionki i do Zachodniego, a potem przy znanym sklepie nastąpiło rozwiązanie grupy. 

Kamionka
 
Wypada dodać, że cały czas świeciło nam słońce, a lekki deszczyk pokropił tuż pod domem. Taka nam się dobra pogoda trafiła!
W sytuacji wielu różnych wariantów trasy trudno określić, ile naprawdę przeszliśmy. Uśrednijmy więc wszystkie wyniki i uznajmy, że było to "pi razy oko" 18 kilometrów.

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

2 komentarze:

  1. Pan Janek jest nie do zdarcia... zawsze znajdzie skrót i "dobije"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, byle przeszkody go nie powstrzymają.

      Usuń