środa, 5 lipca 2017

Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień

4 lipca 1987 roku była sobota. W kinie „Metalowiec” w Skarżysku grali „Piratów”. Seans był dosyć późno – chyba na dwudziestą, albo dwudziestą pierwszą. Kiedy się skończył, lało jak z cebra, ale mimo to umówiłyśmy się z koleżanką, że jeśli rano nie będzie padać, idziemy na wycieczkę z PTTK.
Nie padało. Poszłyśmy. Towarzystwo mieszane – ludzie starsi od nas wieki całe, dzieci nieduże i my dwie lalunie z uczuleniem na słońce. Szliśmy do Bodzentyna. Pamiętam pola – dużo więcej ich było niż teraz. No i gorąco było. Na skraju lasu za Michniowem przebrałyśmy się w krótkie spodenki. Wtedy to powstało poniższe historyczne zdjęcie. 

nowicjuszki i stare wygi (żeby nie męczyć zgadywankami - ta z prawej, to rzeczywiście ja)

Jeden z panów widząc nas takie wystrojone zaproponował „Może byście coś więcej pokazały, dziewczyny?”. Jak reaguje skromne dziewczę w takiej sytuacji? Bez zastanowienia! Niewiele myśląc palnęłam „Więcej to my możemy najwyżej język pokazać.”
I tak się zaczęła trwająca do dziś moja przygoda z turystyką pieszą. 

Na początku byłyśmy hołubione, panowie podawali dłoń przy byle przeszkodzie terenowej. Herbata się wylewała na plecy ze słabo dokręconych plastikowych bidonów, termosy zimą leciały w drobny mak przy byle upadku, buty częściej przemoczone niż suche. Ale się chodziło. I nawet jakoś ogniska nam nie przeszkadzały, chociaż hasło „ortaliony, uwaga!” pamiętam do dziś (to, kiedy iskry sypały przy podkładaniu drewna). 

 mój pierwszy plecak zwany "pryszczem" (tradycyjne układanie go do pleców)

 zmiana mokrych skarpetek na suche, które i tak zaraz przemiękną

wspomnienie plastikowego termosu 

przebieranka przy drodze to moja specjalność

przy ognisku (ja tradycyjnie z jabłkiem)  

Jedno wiem – pojęcia nie miałam, gdzie jestem, co oglądam. Na mapie umiałam znaleźć ledwo miejscowości, które były początkiem i końcem trasy. Tyle. 

 buszująca w zbożu

czytamy mapę

nadal nie wiem, gdzie jestem

dziecię we mgle

Zaliczyłam jednak szkolenie topograficzne i mogłam brać udział w biegach na orientację. Cóż to była za orientacja, pożal się Boże? Do dziś mi się kierunki na kompasie mylą.

 bieg na dezorientację

Później nastąpił czas Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Wycieczki zrobiły się dłuższe, tak zwane „25 z hakiem, a hak drugie tyle”. Raz to nam się nawet mapa skończyła na trasie. Do tego zabrakło pieniędzy i jedzenia, a do domu wróciliśmy po dwudziestej drugiej. I nawet nas nogi nie bolały. Jeden z panów, zwany Myśkiem, tylko rzucił „dziewczyny,idziecie jak czołgi”. 
Gorzej, że w tym czasie panowie stali się kolegami, mimo różnicy wieku i doświadczenia byliśmy po imieniu. No i ulgi się skończyły – zamiast podać dłoń, koledzy rzucali hasło „Ale jesteście dzielne!” i musiałyśmy być dzielne.

mówili o nas "tatrzanki" 

czasem i wody brakowało

kiedyś to, panie, były widoki z Klonówki ...  

gdzież te niegdysiejsze śniegi?
 
Nasz oddział PTT się rozpadł, szklane termosy poszły w odstawkę i nagle okazało się, że zostałam sama z dwoma kolegami. Ludzie, jak ja się bałam tej pierwszej wycieczki z nimi! A tu nic, nie wykończyli mnie, a nawet owa wycieczka stała się tą, na której Ania się z pociągiem ścigała. Poradziłam sobie (ale wyścigu z pociągiem nie wygrałam).
Od tej pory zaczęła się dla mnie prawdziwa szkoła turystyki – podglądałam kolegów, jak się  posługują mapą i kompasem, chociaż i tak uważałam, że te ich dyskusje zawsze się kończą zejściem z drogi i przedzieraniem się przez chaszcze. 

 tak się rozwiązuje problemy na trasie 

narada taktyczna

nas troje

Zainteresowałam się roślinami i zaczynałam je fotografować. Pierwszą rośliną, którą poznałam z imienia i nazwiska była wierzbówka kiprzyca. Potem już poszło lekko. 

wierzbówka kiprzyca 

niezapomniana wyprawa w poszukiwaniu lilii złotogłów (nie znaleziono jej)

minęły lata i wreszcie - jest! znaleziona prze mnie

tak działam

czasem nie potrafię oprzeć się pokusie    
 
Jedno mi się tylko nie podobało – fotografowanie pomników, które uważałam za paskudne. Zamiast nich tropiłam strachy na wróble. Taką sobie niszę znalazłam.

jeden z wielu
 
Nadszedł czas kroniki. Zaczęłam notować opisy tras, wklejać mapki. I wreszcie je analizować. Stałam się świadomą turystką (lepiej późno niż wcale).

do zdjęcia upozowałam 9 tomów kroniki, dopiero po odłożeniu ich na miejsce zauważyłam, że jeden tom został na półce
 
Niedługo minie dziesięć lat, jak nasza trójka zyskała towarzystwo. Wreszcie ktoś się do nas przyłączył – to tak zwani „kijkowcy”. Początkowo bez kijków na wycieczkę nie przyszli – nic tylko się bali, że będziem bić. Ale my przecież tolerancyjni jesteśmy, a kijkowy stopniowo ograniczyli używanie podpórek. Czasem tylko z nimi chodzą, co nikomu nie wadzi. 


 kijkowcy są wśród nas 

W tym czasie zaczęły się nieprzyjemne naciski na mnie, żebym zaczęła sama prowadzić wycieczki. Nie poddałam się bez walki. Wylałam hektolitry krokodylich łez, tupałam nóżką, ale w końcu się ugięłam. Zostałam nawet czeladnikiem turystycznym – sama sobie taki tytuł nadałam. Wraz z dyplomem, ma się rozumieć. 

uczestnicy mojej pierwszej wycieczki w roli kierownika

i potwierdzenie osiągnięcia 
 
Kolejnym etapem mojego turystycznego żywota jest blog, do prowadzenia którego mnie oczywiście zmuszono. A skoro tak, to mogę sama sobie takie wspomnienia napisać. I cieszcie się, że tylko takie, bo mam ich dużo więcej w zanadrzu. 

z przeszłości spoglądam w teraźniejszość, a może przyszłość
 
I tym optymistycznym akcentem kończę moje wynurzenia.
Ciąg dalszy nastąpi …
Mam nadzieję.

PS Za te lata dziękuję kochanemu Walkowi, cholernemu Edziowi oraz wszystkim przyjaciołom i kolegom, którzy przeszli ze mną choćby kilka z tych tysięcy kilometrów.
 
Szczególne pozdrowienia dla Ani, która wybrała się ze mną na tę pierwszą wycieczkę.
 
Zdjęcia – Edek, Walek i ja

12 komentarzy:

  1. Fajny wpis...
    Człek sobie na co dzień tak w pełni sprawy nie zdaje jak czas szybko leci, przecież te wędrówki w krótkich spodenkach ledwo wczoraj były.

    Sam Jurę, bo Beskidy nie przypadły do gustu, Tatry i Sudety trochę za daleko z G. Sląska były, samodzielnie i z harcerzami poznawać zacząłem w latach 80-tych. Przez te ponad 30 lat region zmienił się diametralnie, sporo skał las ukrył, jaskinie zamknięto, zamki też lub odbudowano. Sił i zapału do myszkowania troszkę mniej, wiedzy niby więcej ale im więcej wiesz tym mniej jak się okazuje. Szczęściem są w pobliżu ciekawe regiony gdzie jeszcze ślad dawnego klimatu, komercji niewiele i turysta zainteresowanie wśród mieszkańców wzbudza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy podobnie, z tym, że ja najbliżej mam Świętokrzyskie.
      A tu zmiany oczywiście niemałe - głównie inwazja lasu, dawne widokowe trasy zmieniają się w leśne. Ale i tak się chodzi i jeszcze tylko nadzieja się tli, że nie wszystkie ścieżki nam zaleją asfaltem.

      Usuń
  2. Bardzo lubimy oglądać takie zdjęcia sprzed lat :) Co się wtedy nosiło, jak wyglądały góry wtedy ... Jeżeli macie takie fotki to od czasu do czasu fajnie przeczytać taki wspominkowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy, mamy. W dodatku stare slajdy z prawdziwymi śladami kurzu. Będą się pojawiać w miarę możliwości.
      A koszulę z pierwszego zdjęcia jeszcze czasem noszę przy pracy w ogródku - jest cienka i przewiewna, świetnie chroni przed słońcem.

      Usuń
  3. Podróż sentymentalna... podziwiam pasję kronikarską ,nadal uważam że chodzenie bez kijków chociaż by przy plecaku jest lekkomyślnością - pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję,ale uważam, że chodzenie z kijkami i aparatem fotograficznym wymaga dodatkowej pary rąk. Niemniej jednak zdarzają się sytuacje, kiedy kijki bardzo pomagają.

      Usuń
  4. Niedawno nabyłem tytułem kupna laskę samostojącą z latarką w rączce... myślę,że posuną się dalej i będzie GPS oraz kogut alarmowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GPS koniecznie. I do tego automatyczny wyszukiwacz grzybów i jagód.

      Usuń
  5. Super dziewczyna, snuje super wspomnienia, z super wędrówek w super towarzystwie...
    Fajnie powspominać. Choćby modę...

    Ps. Kobiety to jednak dziwne istoty są, traktujesz je z należną rewerencją, to jesteś "seksista", traktujesz jak kumpele to jesteś "gbur"... ;)

    Ps2. Kroniki palce lizać... ;) (dwuznaczność celowa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety, panowie się domagają wyciągnięcia tych szortów... na szczęścia już dawno poszły na szmaty.
      Ale wspomnienia mam porządne. I to mnie cieszy.
      No i w doborowym towarzystwie. A, że nie zawsze podadzą dłoń? Bo nie zawsze trzeba, ale w biedzie nie zostawią.
      No i prezent dostałam - materiał na jedenasta kronikę. ;)

      Usuń
  6. Pięknie! Świetnie się czyta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      A jak się świetnie wędrowało!

      Usuń