niedziela, 4 sierpnia 2013

Rajd pełen niespodzianek - 17 lipca (część 4 i nareszcie ostatnia)

Już z niecierpliwością wyglądam, kiedy wreszcie dotrzemy na peron w Ostrowcu i pojedziemy do domu. A tu do odjazdu pociągu sporo czasu. Ruszamy więc przez teren fabryczny w stronę ostrowieckiego muzeum. Napotkany przy drodze mężczyzna zaleca iść w lewo, przy czym pokazuje ręką kierunek marszu w prawo. Takie to porządki w tym Ostrowcu. Podążamy za wskazaniem ręki i po nużącym przejściu przez okropnie posępne tereny pełne wielkich hal, rur, bram i innych smętnych obiektów docieramy do niebrzydkiego parku, w którym znajduje się dawny pałac Wielopolskich, obecnie Muzeum Historyczno-Archeologiczne. Historię budowy tego pałacu, który był wianem córki właściciela dóbr ostrowieckich Marii Laskiej późniejszej żony hrabiego Wielopolskiego i wiele innych ciekawostek można znaleźć na stronie internetowej muzeum, więc nie będę nic więcej cytować.

 Ulica na terenie zakładu 

 Fronton pałacu Wielopolskich 

My zwiedziliśmy całą ekspozycję muzeum. Mnie najbardziej zafascynowała kolekcja porcelany ćmielowskiej – zwłaszcza serwisy. Janek zachwycał się talerzami z serii „tańce polskie” ozdobionymi projektami autorstwa Zofii Stryjeńskiej. Edek podziwiał wnętrza pałacu, ale naprawdę „wsiąkł” na piętrze, gdzie uwiodły go eksponaty związane z historią przemysłu w okolicy Ostrowca. Czyli dla każdego coś miłego.



Ale najpiękniejszym momentem całego rajdu był czas spędzony na ławce przed wejściem do pałacu, gdzie jak rasowi włóczędzy spożyliśmy kanapki i wypili resztki herbaty. To był najprawdziwszy odpoczynek po dniu pełnym wrażeń. I dla takich chwil warto włóczyć się po znanym lub całkowicie nowym terenie. 

zdjęcia - Edek i ja 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza