poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Niedzielny spacer 25 sierpnia


Jak widać z poprzedniego wpisu, cała grupa dzielnie wędrowała ze Starachowic do domu, zaś dwie łazęgi lekko kontuzjowane na poprzednich wyprawach zrobiły sobie spacer w okolicach zalewu rejowskiego. Ja, tak szczerze mówiąc, pozazdrościłam mojej siostrze i siostrzenicy, że widziały zmiany nad zalewem, a ja nie. No to namówiłam Edka i obejrzeliśmy te cuda. Podsumuję to moim ulubionym określeniem „nowoczesność w domu i zagrodzie” – wygodne ścieżki, pomosty, nowe ławki, huśtawki, rozbieralnie, prysznice i inne takie.





My oczywiście zeszliśmy z oficjalnej luksusowej ścieżki i szukaliśmy ciekawej roślinności, Edek czytał, że kiedyś rosły tu orzechy wodne. Niestety, nie znaleźliśmy ich. A podobno dawniej ludzie to jadali. Nic, tylko wszystkie zjedli. Za to mieliśmy pod dostatkiem rdestnicy pływającej i tataraku. Były też inne rośliny, których nie udało mi się zidentyfikować. Może ktoś z czytelników je zna i podzieli się swoją wiedzą. 

 Rdestnica pływająca

Sitowie

Tego nie znam

Przyjrzeliśmy się też brzegowi zalewu i sosnom nad nim. Tu już nie jest tak luksusowo. Jeden z wędkarzy, którego wędki fotografowałam, prosił o takie kadrowanie, żeby nie było widać śmieci w okolicy. No to nie widać, ale to nie znaczy, że ich nie było. I to w dużych ilościach. Wędkarze powinni jednak sprzątać po sobie, a nie zostawiać prezenty dla następców.

 
 



Mieliśmy też spotkanie z kaczuszkami. Jedna spokojnie pozowała siedząc na leżącym pniu, aż jej się to znudziło i odpłynęła w siną dal. 




zdjęcia - Edek i ja

1 komentarz: