wtorek, 29 lipca 2014

Było, jak było

A bywało pięknie – i komu to przeszkadzało?
Otóż była sobie miejscowość Luta, a w niej rozległe  bagienne tereny, na które prowadziła drewniana platforma widokowa. Właściwie przypominała ona jedyne świętokrzyskie molo – takie to było ładne i solidnie zbudowane. 

sierpień 2010

luty 2008

czerwiec 2009
 
Najlepszym dla turystów punktem na tej platformie była wieża widokowa. Ta miała trochę ciężkich przeżyć na koncie, bo kiedyś podobno padła ofiarą sylwestrowych fajerwerków i lekko się nadpaliła, ale się naprawiło ją i była! Właziliśmy na nią grupowo i indywidualnie, zdjęcia się robiło z panoramą bagien!

oto ona - wieża widokowa w lutym 2008

widok z wieży w marcu 2012 

 letni widok z 2009 roku
 
I roślinki można było sfotografować, i odpocząć, i popatrzeć w dal. Nawet człowiekowi nie było żal tych marnych paru kilometrów asfaltem, które trzeba było pokonać, żeby się tam dostać. 

tak się wychylał jaskier płomiennik

i siedmiopalecznik błotny w całej okazałości był dostępny dla obiektywu 

na przedwiośniu roślinki jeszcze zaspane 

Aż tu dzisiaj po przejściu w narastającym upale tych kilku kilometrów wylądowaliśmy przy bagnie, które jest prawie niewidoczne zza krzaków, co je zarastają. Platforma zniknęła! Próba podejścia bliżej skończyła się przemoczeniem butów. Żal serce ściska, ale to chyba była dziś ostatnia wyprawa do Lutej – dowiedzieliśmy się, że jakiś miesiąc temu rozebrano platformę i wieżę widokową. Powód? W złym stanie były. Dopóki jej nie odbudują, koniec bliskich spotkań z bagienną przyrodą. Ciekawe tylko, że platformy brak, a drogowskaz do niej pozostał. To może jednak odbudują?

tak było w listopadzie 2011

a tak jest teraz
 
Po tym fatalnym początku nasza wycieczka poszła dalej, ale nie było lepiej. Wymyśliłam sposób zmniejszenia ilości kilometrów asfaltem, ale nie posłuchałam rad mądrzejszych ludzi i doprowadziłam do wylądowania w terenie tak mokrym, że trzeba się było wycofać i wracać do asfaltowej drogi. Skutek? Zamiast 17 kilometrów zrobiliśmy w upale 21, z czego sporą cześć po szosie. Mea culpa!

lekko rozczochrane jaskółki dziwiły się, że maszerujemy w upał po asfalcie 

często napotykaliśmy ulubiony motyw elektryków

jeszcze jest nieźle, ale zaraz wpadniemy w wodę

W końcu jednak udało się dotrzeć do czerwonego szlaku, którym dotarliśmy do Stąporkowa. Na szlaku było trochę mokro, trochę sucho – ot, jak w lesie. Po drodze już pierwsze oznaki jesieni – jeżyny dojrzewają, wrzos zabiera się do kwitnięcia. A to przecież dopiero lipiec.

przeszkody wodne na szlaku

niebezpieczne spotkanie z trującą rośliną - tojad mocny

jeżyny są jadalne, o czym się przekonaliśmy dziś na trasie 
 
W Stąporkowie rodzina kaloryferów wita przy wejściu do miasta, trochę dalej lody ze sklepiku osładzają upalny dzień, a klimatyzowany (!) bus z komfortem podwozi prawie pod sam dom.  

Stąporków wita gości 
 
Zdjęcia – Edek, Janusz i ja

8 komentarzy:

  1. Wiesz Aniu? Ja też jadłam dzisiaj pierwsze jeżyny prosto z krzaków. Ależ były słodkie! Jest takie miejsce tutaj w Londynie, gdzie mogę na jeżynki dojechać rowerem! Duże, dorodne i smaczne! Mniam! Mniam!
    Pozdrawiam! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę! Kto by to pomyślał, że i w Londynie zdarzają się wiejskie zakątki. Jeżyn będzie więcej, bo to dopiero pierwsze owoce. Też liczę na porządna ucztę.

      Usuń
  2. Może odbudują wieżę widokową ? - bez niej to już nie ta sama Luta. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też i moja nieśmiała nadzieja, ale nie wiem, do kogo się w tej sprawie zwrócić.

      Usuń
  3. przykre są takie niespodzianki :( a chodzenie po asfalcie to faktycznie nic ciekawego - nie lubię tego bardzo - zawsze szukam ziemi, bo po niej chodzi się jak po leśnym dywanie :) a właśnie taki kawał asfaltu musieliśmy przejść w Świętokrzyskiem jak szliśmy ze św. Katarzyny na Św. Krzyż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się domyślam, chodzi o ten kawał asfaltu od bramy parku narodowego w Hucie Szklanej na sam szczyt. Mało, że asfalt, to jeszcze ciasno, bo ciągle jakieś pojazdy "turystyczne" wiozą ludzi w górę lub w dół. A, nie daj Boże, zrobić takiemu woźnicy zdjęcie - zaraz płacić trzeba, albo wysłuchać "wiązanki".
      To cena za chodzenie popularnymi trasami. Przed laty droga na Święty Krzyż prowadziła szczytami i leśną drogą, ale to już tylko najstarsi turyści pamiętają.

      Usuń
  4. Witam

    Szukałem wieży i ścieżki w tym roku (2017) ale nic z nich nie pozostało. Czyżby zlikwidowano to miejsce dla ruchu turystycznego?

    Bogusław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wtedy, kiedy my byliśmy w tym miejscu, znalazłam później informacje w prasie, że platforma była w złym stanie i wszystko usunięto.
      Myślałam, że naprawią, ale skoro i w tym roku nic się nie zmieniło. to już nie ma nadziei na wejście na te bagna.
      Uważam, że powinna być informacja na drogowskazie, że nie ma już tej platformy i wieży widokowej, żeby nie robić niepotrzebnie kilometrów po asfalcie.

      Usuń