środa, 23 lipca 2014

Ale ja już tu byłem!


Zanim to epokowe zdania padło z ust Kolumba, mieliśmy sporo wrażeń. Podobno tak to bywa na wyprawach poszukiwawczych.
Tym razem poszukiwania przebiegały w utrudnionych warunkach – poranne słonce gdzieś się schowało i zaczął padać deszcz. W mojej pelerynie zrobiła się nieoczekiwana dziura i deszczówka wlewała mi się za kołnierz, a komary nabrały niespotykanej napastliwości. Zwłaszcza po ustaniu deszczu.
Czego tak szukaliśmy? Kamieniołomu Henryków, w którym występuje wapień muszlowy. Wyruszyliśmy z Płaczkowa. Idąc wzdłuż Kamiennej  dotarliśmy do Gilowa, ale w strugach deszczu nawet nie próbowaliśmy zaglądać do znanego nam młyna. Kierując się poradami przewodniczka „Pieszo i rowerem po powiecie skarżyskim”  szukaliśmy kamieniołomu w lesie. Do brzegu Kuźniczki udało nam się dotrzeć, a potem poszliśmy na wschód, gdzie należało skręcić w lewo w głąb lasu.

 
w tym lesie padało, ale buty jeszcze mieliśmy suche

 Kuźniczka na północ od Henrykowa

 kładka na Kuźniczce
 
I tu przewodnik zapewnia „jeśli trafimy właściwie, to po przejściu 100 m znajdziemy się na brzegu wyrobiska skalnego”. No i nie trafiliśmy właściwie! Na ścieżce nieopodal maślaka (to ważne!) rozeszliśmy się w trzy strony (bo było nas troje) i nikt nie znalazł wyrobiska.
Tymczasem przestało padać, kolega Ed znalazł kładkę, którą przeszliśmy na drugi brzeg Kuźniczki do wsi. „Proszę pani, jak się ta wieś nazywa?” – zapytałam napotkaną kobietę? „Ta? Wiśniewska!” A  może powiedziała nie „ta”, a „ja”?

 drewniane "mieszkanki" wsi 

W końcu nie to było najważniejsze. I wieś nazywała się jednak Henryków. A niezwykle spokojny i kompetentny sąsiad Wiśniewskiej wytłumaczył nam, że jak pójdziemy do jego działki i skręcimy w prawo, to zaraz znajdziemy rzekę, a potem „o, tu, na wysokości tego domu” jest kamieniołom, „ale, panie, tam nic nie ma…”. Na szczęście pokazał na mapie, gdzie ta jego działka jest i udało nam się ją znaleźć, a potem przejść przez rzekę i ruszyliśmy leśną ścieżką znów na wschód. Aż tu nagle… ten sam maślak! I koło niego skręcamy w ścieżkę, którą wcześniej szedł kolega Kolumb.
A ten jak nie krzyknie „Ale ja już tu byłem! Tam nic nie ma!”. I rzeczywiście – było nic, czyli kamieniołom. Faktycznie ma on kształt owalu, ale opisywana w przewodniku łączka na środku to już zagajnik, a „różnorodna roślinność” porastająca ściany kamieniołomu zarosła go już zupełnie! Nic dziwnego, że Kolumb, odkrywszy tę Amerykę nie uznał jej za nic ciekawego. Dopiero drugi odkrywca rozpoznał ów tak wytęskniony obiekt. I tu należy za Szekspirem powiedzieć „dużo hałasu o nic” – kamieniołom jest taki, jak go opisywał mieszkaniec Henrykowa. Wiemy, jak go znaleźć (znak szczególny – maślak na środku ścieżki), ale więcej się tam nie wybieramy.

Powiedzcie sami, czy tak wygląda szanujący się kamieniołom? 

 tu można się dopatrzyć wapienia muszlowego
 
Po zakończeniu naszych poszukiwań udaliśmy się w stronę Bliżyna (Na zalewie żaglówki, a na plaży ratownik. Poza tym pusto), a potem do Skarżyska, gdzie na osiedlu Bór zakończyliśmy wyprawę po przejściu 16,8 km.

 zalew w Bliżynie czeka na gości

komin nieczynnej Bliżyńskiej Fabryki Farb i Lakierów

Koledze Kolumbowi gratuluję odkrycia i cieszę się, że po długiej przerwie wrócił na szlaki piesze.

Zdjęcia – Edek i ja

4 komentarze:

  1. Nie mam pojęcia co spowodowało Henryka IV w te strony... nie opodal ,w Bliżynie inny król zatrzymał się pod rosłym dębem szypułkowym aby doświadczyć,że już Bliży... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A może to jaki inny Henryk był? I Henryk ów po prostu wypoczywał nad rzeczką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swojskie klimaty. Pogoda nie sprzyja korzystaniu z zalewu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, a tak było ładnie. I po co ja narzekałam na upał? Mam za swoje!

      Usuń