poniedziałek, 23 lipca 2018

Kilka ciekawostek z Gminy Morawica

Jest lato. Można wstać wcześniej i wybrać się trochę dalej od domu, ale niezbyt daleko, bo upał.
Przypominam więc sobie, że kiedyś zamierzałam wrócić do Lisowa, zajrzeć do tutejszego kościoła. No to ruszamy.
Wysiadamy w Lisowie, ale nie idziemy od razu w stronę kościoła. Najpierw chcę sprawdzić, czy uda nam się znaleźć pozostałości dworu. Ulica Dworska jest. To i dwór się znajdzie. Jego pozostałości pełnią teraz funkcję ogrodzenia posesji.
Częściowo skrywają się za bujną zielenią drzew, częściowo same skrywają nowoczesne zabudowania w tle. Ale są. 


był dwór

okienko
 
Niedaleko dworu koledzy wypatrzyli nieoczekiwaną ciekawostkę – kilkutonowy głaz narzutowy. Nie przywlókł go w te okolicę lodowiec, został przywieziony. Niemniej jednak jest imponujący.

olbrzym z Lisowa

Zaglądamy jeszcze na kilka chwil na cmentarz, oglądamy dziewiętnastowieczną kaplicę przy wejściu nań.

figura ze szczytu kaplicy
 
I wreszcie nabożeństwo dobiega końca. Mamy kilka minut, aby obejrzeć kościół, który ma dosyć zawiłą historię, bo pierwszym lisowskim kościołem była drewniana świątynia pod wezwaniem św. Andrzeja. Pod koniec 16. wieku zbudowano tu kościół murowany pod wezwaniem św. Mikołaja. Jego fundatorem, jak czytamy na stronie internetowej parafii, byli prawdopodobnie Duninowie (tu link do strony parafii). W późniejszych latach kościół był kilkakrotnie przebudowywany, no to może nie będę się starać określić, w jakim jest stylu. Wiem, wiem – eklektyczny, jest takie słowo. I pasuje.

 kościół św. Mikołaja w Lisowie

Jego wnętrze pokazywałam już na blogu (tu link), to teraz może pojawi się pominięta wtedy ambona w kształcie żaglowca i kilka innych ciekawostek, które udało się uchwycić w tym bardzo ciemnym wnętrzu. 

kaplica św. Barbary z epitafiami członków rodu Krasińskich 

 oltarz MB Częstochowskiej

 ambona w kształcie żaglowca
 
Z Lisowa wyruszamy na północ krążąc zakosami w poszukiwaniu dróg bez asfaltu, co nie zawsze się udaje.
Droga do Brudzowa pokryta asfaltem, ale ma spory odcinek leśny, czyli w cieniu. Przy okazji spotykamy kapliczki przydrożne. Wracamy do znanej nam z wycieczki przed rokiem kaplicy św. Jana Nepomucena w Brudzowie. 

leśna kapliczka

pola Brudzowa

figura św. Jana Nepomucena w Brudzowie  
 
Z Brudzowa maszerujemy naszą ulubioną tutejszą „ulicą” Panoramiczną, która mimo miana ulicy jest świetną polną drogą z trawą, kwiatami polnymi i rozległymi widokami na wszystkie strony świata. 

 na ulicy Panoramicznej 

drzewa z widokiem

panorama łąkowa

pszeniec różowy

przetacznik kłosowy 

Panoramiczna doprowadza nas do Woli Morawickiej, ale my ruszamy w kierunku Radomic, gdzie wchodzimy w „ulicę” Zawilcową. No, tutaj to już czasem nawet dróżka zanika wśród traw, taka to ulica. Ale za to prowadzi prościutko do leśnej ścieżki na skraju rezerwatu Radomice, który też jakiś czas temu zwiedzaliśmy (tu link), a potem wyprowadza do Łabędziowa.
Na skraju Łabędziowa raz jeszcze kierujemy się na północ, bo zachęca do tego porządna droga przy lesie (może i ona też się jakoś nazywa, ale nie pamiętam). Opuszczamy ją zgodnie z sugestią mapy kierując się w trzecią „przecznicę” polną. Ta doprowadza do ulicy Dwór w Łabędziowie. 

droga przy lesie

i wśród pól
 
Idziemy tą ulicą aż prawie do tablicy z oznaczeniem końca Łabędziowa i natrafiamy na intrygujący obiekt. To kapliczka słupowa w pobliżu Czarnej Nidy. Stoi sobie za płotem i zaciekawia postacią świętego. Z daleka wygląda on jak Jan Nepomucen. Ale przy dokładniejszym obejrzeniu okazuje się, że święty trzyma na rękach nie krzyż, a dzieciątko. Całe popołudnie spędziłam na poszukiwaniach i nie znalazłam informacji, jaki to święty. Poznajcie więc naszego Nieznajomego.

 nieznany święty z Łabędziowa

Ostatnim zaplanowanym przeze mnie obiektem na trasie miał być młyn w Bieleckich Młynach. Kolega Ed powątpiewał w jego istnienie, bo on wie, jakie bywają losy starych młynów. A ten też swoje przeszedł. Był pierwotnie drewniany, ale nowy właściciel w roku 1957 rozebrał go i zbudował nowy, kamienny. Kilka lat temu młyn przekształcono w elektrownię wodną z ciekawą turbiną w postaci ślimaka Archimedesa. Koledzy tłumaczyli mi, skąd taka nazwa i jak to działa, ale wolę nie powtarzać, bo może źle coś zapamiętałam. Obejrzyjcie sam obiekt.

Bieleckie Miny - jeden na brzegu Czarnej Nidy, drugi w jej nurcie

młyn i jego otoczenie


 ślimak Archimedesa nieprzerwanie pracuje 

stara turbina już ma wolne

młyn czeka
 
Od młyna cofamy się w stronę Morawicy, gdzie obserwujemy prawdziwe oblężenie tutejszego zalewu. 

 niedziela nad wodą

Na zakończenie relacji chcę zrobić małe wyliczenie krzyży wykonanych z części uzbrojenia pozostałych po wielkiej bitwie pancernej ze stycznia 1944 roku, które spotkaliśmy na naszej trasie Część obiektów już była pokazywana, ale nie szkodzi. Przypomnicie je sobie. Muszę dodać, że na pewno jeszcze nie wszystkie z nich widzieliśmy.  

Lisów - lufa z czołgu T-34 i skorupy po pociskach moździerzowych 

Lisów - oprócz lufy i skorup po pociskach wykorzystano pocisk przeciwpancerny

Radomice - oporopowrotnik od działa i szpilka do łączenia gąsienic 

Łabędziów - koło napędowe od niemieckiego czołgu Pantera
 
I to już koniec relacji z krótkiej (14,9 km) upalnej trasy. Na zwiedzanie Morawicy znów zabrakło czasu.

szybkim krokiem na przystanek

Zdjęcia – Zosia, Edek i ja

8 komentarzy:

  1. Radomice... pamiętam z dawnych lat,kolegi ojciec był dyr.szkoły a Nida się snuła polami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza grupa najmilej wspomina proboszcza z Radomic. Ileż on nam historii naopowiadał i jeszcze dobrą drogę turystyczną doradził.

      Usuń
  2. Nie wiem co to za święty, ale trochę szukałem. Może św. Antoni z Padwy, albo św. Stanisław Kostka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ich brałam pod uwagę. Dzieciątko pasuje, ale to nakrycie głowy nie bardzo. Bo obaj raczej bez takich biskupich biretów się obracali w świecie.
      Nie było niestety żadnej inskrypcji, posesja solidnie ogrodzona i nikt nie wyszedł, bo można było popytać.

      Usuń
    2. Na moje oko św. Antonii tylko rzeźbiarz przedobrzył. Tak samo jak że św. Idzim też przedstawianym w szatach biskupich.

      Usuń
    3. Żeby mu tonsury nie było widać?
      A co do św. Idziego, to mamy kościół pod jego wezwaniem w Tarczku koło Bodzentyna. Mocna rzecz!

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa wędrówka, a zwłaszcza te krzyże z powojennego złomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę - sama planowałam, to się też sama pochwalę.
      Kielecki oddział PTTK organizuje specjalne wycieczki szlakiem tych krzyży, ale to duży kawał asfaltu. Zawsze lepiej, jak się na któryś trafi po wyjściu z polnej drogi.
      My spotkaliśmy te cztery i chyba jeszcze z jeden bądź dwa.

      Usuń