poniedziałek, 16 lipca 2018

Mecz Deszcz – Włóczęgi

Deszcz wychodzi na boisko i od razu przystępuje do ataku. Włóczęgi rozprostowują kości, szykują prowiant i odzież nieprzemakalną. Po drobnych konsultacjach i biciu się z myślami wyruszają na trasę.
1:0 dla nas.
Deszcz się wycofuje, ale nie daje za wygraną.
Stacja w Kunowie. Idziemy równo – Deszcz i my.
Deszcz znów się wycofuje. 2:0 dla nas.
Maszerujemy porządnymi drogami w kierunku Nietuliska. Obserwujemy okolicę. 

 droga polna łącząca dwie asfaltowe

pola Kolonii

Po prawej stronie drogi zauważam ciekawe stare ogrodzenie. Przypomina mi się, że gdzieś kiedyś czytałam o pozostałościach dziewiętnastowiecznego dworu w Nietulisku. Znajdujemy coś w rodzaju ścieżki za załomem muru i docieramy do sporej łąki, może polany, a może jednak dworskiego trawnika? Zza drzew prześwituje dach. Trawy wysokie i mokre. Rezygnujemy ze zbadania sytuacji, żeby nie ruszać na trasę w kompletnie przemoczonych butach.
Deszcz strzela nam pierwszego gola – jest 1:2 dla niego.

 Co też może być za tym ogrodzeniem? 

Przekraczamy szosę i kierujemy się w stronę Nietuliska Małego. Mam plan – trzeba odnaleźć w pobliżu remizy tajemniczy obiekt zaznaczony na mapie jako figurka z roku 1884.
Zanim dotrzemy do remizy, podziwiamy figurkę Matki Boskiej – starą i mocno podniszczoną. Była tu „od zawsze”, jak pamięta mieszkający obok mężczyzna. 

 interesujący budynek

zadbana ta figurka, czy raczej nie?

Po drodze wchodzimy na ciekawy, niedawno odnowiony drewniany most na Świślinie.  

 Świślina

 i most na niej

Jesteśmy cały czas w natarciu. Deszcz gdzieś się przeniósł. Ba, nawet słońce wyjrzało. I to w najmniej odpowiednim momencie. Akurat zlokalizowaliśmy figurkę. Jest ustawiona „pod światło”. A okazała się obiektem wielce interesującym i starszym niż zapowiadała mapa. To kolumna z postacią Chrystusa – dziecka trzymającego krzyż i siedzącego na kuli ziemskiej ufundowana w roku 1807 przez „Krzysztofa Dwoiaka z żoną powtorną Katarzyną małżonką”. 


 żeby zrobić lepsze zdjęcia tej figury trzeba tu przyjść po południu 

Rzucamy okiem na remizę z figurą świętego Floriana „wykonanego w czynie” w roku 1984. Ciekawe, czy za sto lat ktokolwiek będzie wiedział, co to takiego był ten „czyn”. 

 święty Florian z Nietuliska Małego

Wchodzimy na niebieski szlak i maszerujemy nim do czarnego, który prowadzi do Nietuliska Dużego, gdzie byliśmy dwa lata temu (tu link). Ale to takie miejsce, które warto odwiedzać nie raz.  Po drodze oglądamy rzeźby przy tutejszym kościele.

dziewiętnastowieczny św. Jan Nepomucen

a tu figura patrona parafii
 
Wchodzimy od strony dawnego kanału świślińskiego, potem przez most, który niegdyś był nad Świśliną. Po powodzi w roku 1903, która zniszczyła walcownię, rzeka zmieniła swój bieg. 

tak zwany "jaz ulgi" - upust wody na rzece (dawniej zwieńczony mostem)

pobliski most

Po przejściu kilkuset metrów oglądamy pozostałości walcowni. Nie będę jej opisywać, skoro już to raz robiłam dwa lata temu. Ale klasycystyczna architektura obiektu nieodmiennie mi się podoba.



ruiny walcowni w Nietulisku Dużym

Wracamy tą samą drogą, bo przy wejściu na teren walcowni widzieliśmy intrygujące informacje o inauguracji „Żelaznej kolebki” tuż w pobliżu. Cóż to takiego? 
Wydaje mi się, że to piknik archeologiczny. Ma on być początkiem zmian na terenie walcowni, które ten obiekt uczynią dostępnym dla turystów. Może wreszcie będzie tu można chodzić bez obaw przed wpadnięciem w kanał albo inne tarapaty.
No i jest ten piknik powiązany z Dymarkami Świętokrzyskimi. O, co też to się tam miało dziać! Prezentacja pieca dymarskiego, pokaz mody antycznej, pokaz uzbrojenia, wytwarzanie miedzi z rudy malachitowej i inne cuda.
Ale tu Deszcz strzelił nam niespodziewanie gola na 2:2. Nocna ulewa zamoczyła namioty i sprzęt grup rekonstrukcyjnych, całej sobotniej prezentacji nie udało się powtórzyć w niedzielę. Ledwo resztki cudów czasów starożytnych zobaczyliśmy. 

materiał do budowy pieca dymarskeigo 

dymarka

dawne i nowe

mały osadnik

pora się zwijać  
 
Jeszcze tylko w ramach rozmów ekspertów w przerwie meczu wyjaśnię, skąd taki piknik w Nietulisku. Miejscowość ma bogata historię, o czym świadczą znaleziska archeologiczne. Otóż znaleziono tu ślady działań ludzi w czasach kultury łużyckiej (przed naszą erą) i późniejszych. Na tym terenie odkryto jeden z największych skarbów w Europie Środkowej – zakopane denary z czasów Starożytnego Rzymu. W roku 1939 znaleziono ponad 3 tysiące denarów z 1. i 2. wieku naszej ery. Drugi garnek z denarami został znaleziony w roku 1943. 

te garnki, niestety, puste
 
Wracamy do meczu.
Nasza drużyna nie daje za wygraną. Maszerujemy dzielnie na północny zachód, żeby dotrzeć przez las do szosy w pobliżu Stawu Kunowskiego.  
Niestety – kapitan drużyny zostaje brutalnie sfaulowany przez mapę, która pokazuje drogę, a nie pokazuje znajdującego się w jej pobliżu cmentarza. 

 krzyż z Narzędziami Męki Pańskiej

droga? bezdroża?

Kapitan z trudem odzyskuje siły po faulu i wybiera chyba nie najlepszą drogę – za bardzo nas znosi na zachód. Do akcji wkracza czarny koń drużyny – Ela, która zauważa właściwą drogę prowadzącą za drzewami. 
Najpierw jest świetnie – suchy sosnowy las, piaszczyste podłoże, ale potem nagle gol – mokre trawy po kolana. I już deszcz prowadzi 3:2.

leśna droga
 
Kapitan mężnie bierze na barki (oczywiście bez śladu łupieżu, chociaż używa zgoła innego szamponu) przywilej prowadzenia drużyny przez ten trudny odcinek i w przemoczonych do suchej nitki butach  strzela wyrównującego gola.
Spokojnym krokiem drużyna Włóczęgów dociera na stację i nawet czeka kilka minut na pociąg.
Wynik 3:3 nas satysfakcjonuje. Rewanż zapewne kiedyś będzie. Oby nieprędko. 
Mamy w nogach 10,7 kilometra. Czemu tak mało? Bo dogrywki nie było.

PS Przeczytałam w lokalnej prasie, że piknik "Żelazna kolebka" ma być powtórzony we wrześniu.

Zdjęcia – Edek i ja

11 komentarzy:

  1. Deszcz bywa skuteczny... za to refleksy bywają ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy siak - nie daliśmy się pokonać. :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa ta kolumna.
    I ta literówka w inskrypcji - chyba powinno być "z żoną potworną":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawnie przepisałam inskrypcję. Ze wszystkimi błędami. :)
      Ale najlepszy napis zlazłam w Szczawnicy na jednym z nagrobków "wzór cnót kobiecych spoczywa w pokoju wiecznym". To dopiero musiała być kobieta!
      Podobna kolumna powinna być przy kościele w Skrzyńsku - już o niej kiedyś wymienialiśmy uwagi.

      Usuń
    2. Rzeczywiście ciekawsza inskrypcja:)
      Mam też taki przykład z cenotafu w Jasieńcu Soleckim
      https://photos.app.goo.gl/PGJBocm1PbSQRfJQA

      Kolumny faktycznie bardzo podobne! Dość rzadki motyw, jeśli chodzi o kapliczki w szeroko rozumianej okolicy.

      Usuń
    3. Bardzo piękne i wzruszające to pożegnanie. O ile dobrze policzyłam, bardzo młodziutka była ta żona opłakiwana.

      Spotkaliśmy gdzieś jeszcze tego typu kolumnę i nie możemy sobie przypomnieć, gdzie to było. Może jakoś przypadkiem tam kiedy trafimy.

      Usuń
  3. Dobrze że obyło się bez rzutów karnych ;)
    Bardzo ciekawe tereny.
    Ja ostatnio w czasie ulewy testowałem plecak... jest wodoszczelny, wszelka woda która dostawała się do wewnątrz już tam pozostawała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy takie plecaki i inne sprzęty. ;)
      Ja miałam kiedyś buty, w których przemiękał tylko jeden - cały cza chodziłam w skarpetkach nie do pary, bo zmieniałam tylko jedną.

      Usuń
  4. Może ta "żona powtorna" to po prostu druga żona?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie tak. Po prostu żartowałem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to temat małżeński mamy omówiony. ;)
    A swoją drogą w najbliższym wpisie będzie jeszcze ciekawsza kolumna. Tajemnicza i niewyjaśniona.

    OdpowiedzUsuń