niedziela, 3 maja 2015

Jak ładowałam akumulatory w Bielsku

Po okresie zimowego zastoju i wiosennego osłabienia nadszedł czas, żeby wreszcie naładować akumulatory, a przy okazji spotkać się z przyjaciółmi. W tym roku spotkanie odbyło się w Bielsku-Białej, pogoda niespecjalnie się nami przejęła, to i my ja zlekceważyliśmy i wybrali się na Szyndzielnię.
Wyobraźcie sobie, jakie szczęście ma mój kolega – kilka minut jazdy autobusem i już góry! Można sobie chodzić do woli, wystarczy wybrać trasę. Wiem, wiem, zazdrość przeze mnie przemawia, ale takie są fakty. Zastanawiam się nawet, czy jest jakiś sposób, żeby naszą Górę Szpitalną trochę powiększyć i mieć namiastkę prawdziwych gór w Skarżysku – oj, marzenie ściętej głowy.

Beskid Śląski

Tymczasem cieszę się z tego, co mam, czyli z wyprawy na Szyndzielnię. Makabryczna to wyprawa, bo kolejką! Dobrze, że chociaż wagonik zamknięty i nie ma obowiązku patrzenia pod nogi. Dałam radę; jak to mówią – dla towarzystwa Cygan dał się przewieźć kolejką gondolową. I nawet to nie takie straszne – tak sobie dyndać na wysokości koron drzew. A te drzewa w miarę poruszania się wagonika zmieniają wygląd – liście coraz mniejsze, zieleni mniej, aż w pobliżu górnej stacji kolejki następuje brak liści – ot, takie przejście z wiosny w przedwiośnie – górska podróż w czasie i przestrzeni. 

wspomnień czar - dawny wagonik kolejki gondolowej na Szyndzielnię

dolna stacja kolejki

wiosenna zieleń na trasie 

wjeżdżamy w przedwiośnie 

Na szczycie odkrywamy rozkosze łagodnej turystyki górskiej, czyli odbywamy nieśpieszny spacer w stronę Klimczoka. Droga dobra, trochę kamienista, widoki na Bielsko i okolicę pojawiają się co jakiś czas. Widać też płaszczyzny śniegu na Klimczoku (tam jeszcze zima próbuje coś dla siebie wytargować). No i ten wiatr – nawet lepszy niż kielecki, na otwartych przestrzeniach potrafi głowę urwać. 

droga w stronę schroniska na Szyndzielni

widok z trasy

przed nami schronisko na Klimczoku

 a jeszcze niedawno był tu stok narciarski (bez obaw - znów będzie, niech no tylko zima wróci)
 
Wiatr na głów nie urwał, wróciliśmy do kolejki cało i zdrowo, a drodze powrotnej koleżanka wypatrzyła nawet sowę siedzącą na jednym z drzew przy kolejce – nic a nic się ptaszysko nie bało wagoników i hałasu.  


 widok z górnej stacji kolejki

A skoro w tytule pojawiło się Bielsko, to może pokażę wam kilka miejsc w tym mieście, które wydały mi się ciekawe. Nie było tych miejsc dużo, bo i czasu na zwiedzanie mieliśmy niewiele – ostatecznie ładować akumulatory pozytywną energią można także siedząc na kanapie i rozmawiając. Czyż nie?

najlepsza pomidorowa z prawdziwa śmietaną
 
Zajrzeliśmy w okolice rynku. A tu prawdziwy Neptun z trójzębem! Kto by to pomyślał? Zresztą Syrenkę też Bielsko ma. 

 bielski Neptun - bez morza, ale przynajmniej z fontanną


św. Jan Nepomucen z uroczym aniołkiem do towarzystwa


zamek książąt Sułkowskich


fontanna - diabełek 


budynek Teatru Polskiego 

Bielskie kamienice i uliczki mogą się podobać, tylko trzeba więcej czasu poświecić na zwiedzanie. My zaś spędziliśmy go w pewnym niezbyt znanym, niezwykłym miejscu, o którym napiszę innym razem, bo warte jest osobnego opisu. Zajrzyjcie, może wam się spodoba.


Zdjęcia sama robiłam.

4 komentarze:

  1. Zazdroszczę waszych corocznych spotkań w gronie absolwentów... ja umawiam się tylko z dwoma kolegami od kilku lat i guzik.
    Foty z kolejki kapitalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wystarczy się umawiać, trzeba sobie zadać trochę trudu i pojechać na spotkanie. I tu właśnie mogą powstać trudności.

      Usuń
  2. Trochę oderwałaś się od ziemi Zawsze warto spojrzeć na okolicę z innej perspektywy.
    A ten Neptun jaki wstydliwy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neptun osamotniony - raptem jedna ryba do towarzystwa i pewnie dlatego taki trochę zadumany i zakłopotany.

      Usuń