piątek, 26 czerwca 2015

Zamknij oczy i idź!

To hasło ostatniej wycieczki. Powód? Proszę bardzo – na zdjęciu.


Na trasie napotkaliśmy całe łany dojrzałych poziomek, nie sposób było im się oprzeć. Żeby jednak ruszyć z miejsca, trzeba było się jakoś zmobilizować. Stąd to hasło. Dobrze, że nie zawsze działało, bo pyszne te poziomki były.
Było jednak wiele powodów, żeby iść, bo naprawdę mieliśmy co oglądać. Tak więc, po kolei.
Wyruszyliśmy z Sobkowa, ale nie z okolic fortalicji, lecz pojechaliśmy aż do kościoła i od niego zaczęliśmy zwiedzanie. I zaraz natrafiamy na rzecz niecodzienną – kościół pod wezwaniem św. Stanisława został zbudowany w XVI wieku jako zbór ariański i dopiero po kilku latach syn fundatora – Stanisław Sobek przekazał świątynię katolikom. Wyposażenie kościoła zawiera sporo cennych obiektów, ale cóż, wejście zamknięte.

kościół w Sobkowie

dzwonnica

kapliczka słupowa przy kościele
  
Odwiedzamy także cmentarz parafialny, a tu kilka starych nagrobków. Szczególnie zwraca uwagę symboliczna mogiła lotnika Dywizjonu Bombowego 300, sierżanta Mieczysława Słomy, który zginął zestrzelony nad Hamburgiem w roku 1941.

 jedna z figurek przy cmentarnej bramie

wiekowy nagrobek

symboliczna mogiła lotnika

Niedaleko cmentarza parafialnego znajduje się zapomniany i opuszczony kirkut. Znalazłam w Internecie tekst pana K. Bielawskiego, który opisuje historię tego miejsca i stwierdza, że macewy znajdują się tu na miejscach właściwego pochówku, czyli mimo zniszczeń z czasów wojny nie były nigdzie przenoszone. Podobno jest tu kilka macew z XVIII wieku.


macewy na cmentarzu żydowskim w Sobkowie
 
Po zakończeniu zwiedzania ruszamy w plener. Na początek rezerwat „Wzgórza Sobkowskie”, a w nim dorodne modrzewie, murawy kserotermiczne i niewielkie oczko wodne, które stopniowo zarasta roślinnością wodną. Wydaje mi się, że to, co tam pływa pod powierzchnią to rogatek sztywny, ale ręki bym sobie za to uciąć nie dała.

modrzewie w rezerwacie Wzgórza Sobkowskie

oczko wodne powoli zarasta 

przelot pospolity w rezerwacie

Po wyjściu z rezerwatu maszerujemy trochę lasem i znajdujemy się przed dziwnym wzniesieniem – to ściana kamieniołomu Wierzbica, ten wygląda na czynny i nieczynny jednocześnie. Dlaczego? Ściany sprawiają wrażenie właśnie eksploatowanych, ale maszyn żadnych tu nie uświadczysz. 


kamieniołom Wierzbica
 
Po przejściu kolejnych leśnych ścieżek znajdujemy drugie wyrobisko kamieniołomu – to jest bez wątpienia wycofane z eksploatacji, mocno już zarasta drzewami. Ale też przyjemne dla oka.


nieeksploatowane wyrobisko kamieniołomu Wierzbica 
 
Potem przedzieramy się trochę przez las i wychodzimy na pola. Ileż tu przestrzeni! Zboża dojrzewają, ptactwo podśpiewuje, kwiecie rozsiewa zapachy – prawdziwe lato wśród pól. 

szałwia łąkowa

pola Sokołowa Górnego - w tle zamek chęciński

pola Sokołowa Górnego z widokiem na zachód 

ostrożeń łąkowy

nasza grupka na trasie
 
Ale z lewej strony wylania się kolejny kamieniołom. I żeby to ostatni tego dnia, nie – zaledwie trzeci. Jeszcze bardziej zarośnięty niż poprzednie. (Ale właściwie to raczej czwarty, bo w lesie schodziliśmy z czegoś, co sprawiało wrażenie ściany dawno, dawno zarośniętego kamieniołomu).

nieczynny kamieniołom na południe od Wolicy 

Dalej to już wreszcie wieś – Siedlce, a w niej ciekawy budynek szkolny. To był niegdyś niebrzydki dwór, zbudowano go na początku ubiegłego wieku, jest otoczony ładnym parkiem ogrodzonym starym kamiennym murem. I szokująca ciekawostka – ostatnim właścicielem majątku był Jan Kochanowski (!). Bez nerwów – nie poeta, ale i tak brzmi przyjemnie. Prawda?


dawny dwór Kochanowskich w Siedlcach - obecnie szkoła podstawowa 
 
Kiedy tak sobie fotografujemy i wypytujemy przechodniów o szkołę i ciekawostki w okolicy, dostajemy „cynk” od jednej pani – trzeba się wybrać „na naszą Kadzielnię – takie tu mamy ładne jeziorko”. Cóż było robić? Nie wypada zacnej niewieście robić przykrości – wybraliśmy się idąc zgodnie ze wskazówkami. I tak trafiliśmy do rezerwatu „Wolica”, w którym już ze dwa razy byliśmy. To oczywiście teren po dawnym kamieniołomie, ma śliczne jeziorko w centrum, są też wychodnie skalne (podobno wapień muszlowy).

rezerwat Wolica widziany z góry


ten sam rezerwat widziany z poziomu wody
 
Ten rezerwat nieoczekiwanie okazał się ostatnim punktem programu wycieczki, bo na naszej drodze pojawił się przystanek w Wolicy i bus do Kielc. Jakoś to połączenie zadziałało kusząco i postanowiliśmy zupełnie spontanicznie wrócić do domu. Trasa okazała się krótka (14 kilometrów), ale nie narzekamy – wrażeń przyniosła sporo. Czyż nie?


Zdjęcia – Edek i ja

5 komentarzy:

  1. Wycieczka naszpikowana obiektami i niesamowitą przyrodą... zdjęcia przednie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - kilometrów niewiele, ale wrażeń cały worek. Czasem tak się człowiekowi poszczęści. A bywa, że zapychasz trzydzieści kilometrów i nic ciekawego. Zależy od okolicy. No i pogody.

      Usuń
  2. Kamieniołomy robią wrażenie. Przyroda o tej porze roku , jest piękna . Cudowne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej lubię pola na początku lata - jeszcze są zboża, dużo kwiatów. I te zapachy!

      Usuń
  3. Trzeba będzie koniecznie wygenerowač kilka godzin i przepatrzeć te archiwalne wpisy!

    OdpowiedzUsuń