poniedziałek, 11 maja 2026

Wiosenny dzień w sercu Gór Świętokrzyskich

Po przetestowaniu kilku pomysłów na niedzielną wycieczkę ostatecznie wybrałam wyprawę do Nowej Słupi i przejście dwoma szlakami – czarnym i niebieskim.
Minęło równo 10 lat od poprzedniej wyprawy w te okolice (tu i tu link), a w pamięci zostały widoki na pola i góry na horyzoncie. Pora wrócić do tych miejsc.
 
na pierwszym planie pola Pokrzywianki, na horyzoncie Szczytniak

Trasa, rzecz jasna, nie była identyczna. 
Wystartowaliśmy z Nowej Słupi czarnym szlakiem w kierunku Starej Słupi. 
 
przed nami Góra Chełmowa
 
Droga, niestety, asfaltowa, ale za to z widokami na Święty Krzyż, od którego coraz bardziej się oddalaliśmy. 
 


Pola i łąki, obok których przechodziliśmy, też niczego sobie. Jeszcze zostały ostatnie kwitnące mniszki, a już większość z nich zamieniła się w dmuchawce. 
 

Szlak doprowadził nas do podnóża Chełmowej Góry z jej rezerwatem przyrody, który liczy sobie ponad sto lat i był zalążkiem utworzenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jest to więc bardzo szacowne miejsce. 
 
 
Rosną tu wiekowe modrzewie polskie i buki. 
 
 
U ich stóp kręcą się pracowite mrówki – mieszkanki setek tutejszych mrowisk. 
 
 
Pnie modrzewi szablasto wygięte sprawiają wrażenie roztańczonych, a jednak mocno trzymają się podłoża.
 

 
W pobliżu szczytu góry rośnie dostojny, stary buk z kostropatym pniem. Stale się przy nim zatrzymujemy podczas naszych wycieczek w te okolice. 
 
 
Obowiązkowy jest również postój przy pomniku ku czci badacza modrzewi – profesora Mariana Raciborskiego. To właśnie na Chełmowej profesor zbadał i wyodrębnił gatunek modrzewia polskiego, którego łacińska nawa nosi przymiotnik utworzony od jego nazwiska. 
 

W pobliżu pomnika zauważyliśmy liczne malutkie płotki z patyków. Chronią one młodziutkie modrzewie, który mnóstwo posadzono w partii szczytowej Chełmowej Góry. 
 

Stare drzewa dożywają swoich dni leżąc na ziemi. Las nabiera dzięki nim tajemniczego wyglądu.
 


Nie tylko drzewa przyciągają wzrok. Przy ziemi kwitną urocze wiosenne kwiaty. 
 
marzanka wonna
 
gajowiec żółty

konwalijka dwulistna
i inny leśny drobiazg  
 
Miło się spaceruje po szlaku na Chełmowej. 
 

Opuściliśmy ją idąc przez dobrze nam zanany wąwóz i wyszli na drogę we wsi Pokrzywianka. 
 

Tu spodziewaliśmy się rozległych widoków z Łysogórami i Pasmem Jeleniowskim na horyzoncie. 
 
 
I było tak, jak powinno być – słońce oświetlało okolice, na niebie malownicze białe chmurki, przed nami pola i góry. 
 

Mocnym barwnym akcentem były pola z młodym zbożem i kwitnącym rzepakiem.
 


Rozglądaliśmy się po okolicy wypatrując znajomej studni z widokiem na Święty Krzyż. Jeszcze jest, ale już coraz mniej przypomina studnię.
 

Postój urządziliśmy w pobliżu niegdyś zielonego, obecnie poszarzałego domku, skąd też rozciągają się ładne widoki. 
 

Słońce nieco nas rozleniwiło i dlatego postanowiliśmy tym razem nieco skrócić trasę i nie zaglądać do kościoła w Grzegorzowicach. Przed tą wsią przeszliśmy na niebieski szlak prowadzący do Nowej Słupi.
 

I z niego mieliśmy widoki na okoliczne pola. 
 


Pojawił się też pewien problem logistyczny. Przypuszczam, że niedawno zmieniono przebieg tego szlaku i żadna mapa tego nie uwzględnia. Wiedząc, że tak czy inaczej dotrzemy do Słupianki, którą musimy przekroczyć, a może to być trudne na ścieżce poza szlakiem, zdecydowaliśmy się iść niezależnie od mapy, kierując się znakowaniem. To dało nam wygodne przejście przez rzeczkę po moście drogowym. 
 
Słupianka
 
a wcześniej taka sobie sadzawka

Z tej części szlaku mieliśmy widoki w kierunku Góry Chełmowej, na której tak niedawno byliśmy.  
 

 
Dalej to już tylko marsz ulicami Nowej Słupi i powrót na rynek, skąd wróciliśmy do domu. 
 
mapa nie do końca godna zaufania, bo szlak w okolicy Starej Słupi prowadzi zdecydowanie inaczej
 
Trasa liczyła prawie 13 kilometrów. Była widokowa i łatwa. Podczas letnich upałów może być trudna ze względu na dominację asfaltu pod stopami. Na rower odpowiednia z wyjątkiem odcinka na Chełmowej Górze, bo to teren ŚPN, a tam obowiązuje zakaz wjazdu dla rowerów. 
 
Zdjęcia – Edek i ja


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz