Po przetestowaniu kilku pomysłów na niedzielną wycieczkę
ostatecznie wybrałam wyprawę do Nowej Słupi i przejście dwoma szlakami –
czarnym i niebieskim.
Minęło równo 10 lat od poprzedniej wyprawy w te okolice
(tu i tu link), a w pamięci zostały widoki na pola i góry na horyzoncie. Pora wrócić
do tych miejsc.
na pierwszym planie pola Pokrzywianki, na horyzoncie Szczytniak
Trasa, rzecz jasna, nie była identyczna.
Trasa, rzecz jasna, nie była identyczna.
Wystartowaliśmy z
Nowej Słupi czarnym szlakiem w kierunku Starej Słupi.
Droga, niestety,
asfaltowa, ale za to z widokami na Święty Krzyż, od którego coraz bardziej się
oddalaliśmy.
Pola i łąki, obok których przechodziliśmy, też niczego sobie. Jeszcze
zostały ostatnie kwitnące mniszki, a już większość z nich zamieniła się w
dmuchawce.
Szlak doprowadził nas do podnóża Chełmowej Góry z jej rezerwatem
przyrody, który liczy sobie ponad sto lat i był zalążkiem utworzenia
Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jest to więc bardzo szacowne miejsce.
Rosną
tu wiekowe modrzewie polskie i buki.
U ich stóp kręcą się pracowite mrówki –
mieszkanki setek tutejszych mrowisk.
Pnie modrzewi szablasto wygięte sprawiają
wrażenie roztańczonych, a jednak mocno trzymają się podłoża.
W pobliżu szczytu
góry rośnie dostojny, stary buk z kostropatym pniem. Stale się przy nim
zatrzymujemy podczas naszych wycieczek w te okolice.
Obowiązkowy jest również
postój przy pomniku ku czci badacza modrzewi – profesora Mariana Raciborskiego.
To właśnie na Chełmowej profesor zbadał i wyodrębnił gatunek modrzewia
polskiego, którego łacińska nawa nosi przymiotnik utworzony od jego nazwiska.
W pobliżu pomnika zauważyliśmy liczne malutkie
płotki z patyków. Chronią one młodziutkie modrzewie, który mnóstwo posadzono w
partii szczytowej Chełmowej Góry.
Stare drzewa dożywają swoich dni leżąc na ziemi. Las nabiera dzięki nim tajemniczego wyglądu.
Nie tylko drzewa przyciągają wzrok. Przy
ziemi kwitną urocze wiosenne kwiaty.
i inny leśny drobiazg
Miło się spaceruje po szlaku na
Chełmowej.
Opuściliśmy ją idąc przez dobrze nam zanany wąwóz i wyszli na drogę
we wsi Pokrzywianka.
Tu spodziewaliśmy się rozległych widoków z Łysogórami i
Pasmem Jeleniowskim na horyzoncie.
I było tak, jak powinno być – słońce
oświetlało okolice, na niebie malownicze białe chmurki, przed nami pola i góry.
Mocnym
barwnym akcentem były pola z młodym zbożem i kwitnącym
rzepakiem.
Rozglądaliśmy się po okolicy wypatrując znajomej studni z widokiem
na Święty Krzyż. Jeszcze jest, ale już coraz mniej przypomina studnię.
Postój
urządziliśmy w pobliżu niegdyś zielonego, obecnie poszarzałego domku, skąd też
rozciągają się ładne widoki.
Słońce nieco nas rozleniwiło i dlatego postanowiliśmy
tym razem nieco skrócić trasę i nie zaglądać do kościoła w Grzegorzowicach. Przed
tą wsią przeszliśmy na niebieski szlak prowadzący do Nowej Słupi.
I z niego
mieliśmy widoki na okoliczne pola.
Pojawił się też pewien problem logistyczny.
Przypuszczam, że niedawno zmieniono przebieg tego szlaku i żadna mapa tego nie
uwzględnia. Wiedząc, że tak czy inaczej dotrzemy do Słupianki, którą musimy
przekroczyć, a może to być trudne na ścieżce poza szlakiem, zdecydowaliśmy się
iść niezależnie od mapy, kierując się znakowaniem. To dało nam wygodne
przejście przez rzeczkę po moście drogowym.
Z tej części szlaku mieliśmy widoki w kierunku Góry Chełmowej, na której tak niedawno byliśmy.
Dalej to już tylko marsz ulicami
Nowej Słupi i powrót na rynek, skąd wróciliśmy do domu.
Trasa liczyła prawie 13
kilometrów. Była widokowa i łatwa. Podczas letnich upałów może być trudna ze
względu na dominację asfaltu pod stopami. Na rower odpowiednia z wyjątkiem
odcinka na Chełmowej Górze, bo to teren ŚPN, a tam obowiązuje zakaz wjazdu dla
rowerów.
Zdjęcia – Edek i ja















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz