niedziela, 20 października 2019

W poszukiwaniu śladów Prawieku

Prawiek istnieje w literaturze, wyobraźni czytelników. Jest mistyczny i raczej nierealny. To czego szukamy?
Nie umiem tego nazwać. Może to odbicie Prawieku w świecie realnym. A może drobiny realności, które odbiły się  w Prawieku.
Pamiętacie? „Na północy granicą Prawieku jest droga z Taszowa do Kielc.*” A my przecież jedziemy drogą z Rakowa do Staszowa i odczuwamy ów opisany przez autorkę „niepokój podróży”. W ładnym lesie skręcamy w drogę na południowy zachód, przejeżdżamy nią niewielki kawałek i zatrzymujemy się na skraju lasu w pobliżu granicy wsi. To Zagrody. Na tej granicy opiekuje się nami archanioł Rafał. Mam nadzieję. 

leśna droga ku północnej granicy wsi (między drzewami tablica z nazwą miejscowości) 

czwartek, 17 października 2019

Tyle złota w całym lesie

Planowałam zupełnie inną wycieczkę i nieoczekiwanie zauważyłam na mapie Pasmo Bielińskie. To jest to – minęły trzy lata od ostatniej wędrówki przez to pasmo, lasu tam dużo, jesienią trasa powinna być przyjemna. Żeby tylko grzybów nie było za dużo…

na szlaku w Paśmie Bielińskim 

poniedziałek, 14 października 2019

Tak blisko, a takie nieznane

W niedzielę kilkakrotnie padało pytanie „dlaczego tu jeszcze nie byliśmy?” Właściwie nie było żadnego racjonalnego powodu. Ktoś kiedyś powiedział, że podobno niebezpiecznie tędy chodzić, bo … (wyjaśnienie jest tak nieprawdopodobne, że go nie przytoczę).
A dlaczego się tu znaleźliśmy? Z powodu relacji skarżyskiego przyrodnika pana Andrzeja Staśkowiaka, który przeszedł, obejrzał, pokazał i rozbudził nasze apetyty poznawcze. 

 to miejsce - kamieniołom w Parszowie

poniedziałek, 7 października 2019

Stopniowa poprawa pogody

Przez całe sobotnie popołudnie lało. Wieczorem też. Mimo to wysłałam sms z planem wycieczki na niedzielę.
Rano było zimno, wietrznie, ale bez deszczu. Wyruszyliśmy więc na trasę, która miała prowadzić szlakiem z Berezowa do Suchedniowa. To szlak niebieski o nowym przebiegu.
Czy to z powodu wilgoci w powietrzu, czy farba dziwna była użyta, wydawało nam się czasem, że idziemy szlakiem czarnym, którego pasek dopiero z bliska okazywał się niebieski. 

 na szlaku niebieskim

sobota, 5 października 2019

Nitka pozioma, nitka pionowa

Jedna to wątek, druga osnowa. Krzyżują się te nitki poruszane przez tkaczkę na krośnie. Kiedy tak doświadczona tkaczka pochyla się nad krosnami, wszystko wydaje się proste i piękne. Powstaje równiutka tkanina.  

środa, 2 października 2019

Kilka migawek z wycieczki


W środę nasza grupka wędrowała pod wodzą Janka z Wąchocka do wsi Mostki. Krokomierz wyliczył długość trasy na 17 kilometrów. Pogoda niezbyt sprzyjała fotografowaniu, bo było pochmurno, ale deszcz nie padał.
Zaczęli wędrówkę wcześnie rano w Wąchocku. 

tama na Kamiennej 

czwartek, 26 września 2019

Warto zaglądać na blogi

Nierzadko zyskuję w ten sposób inspirację do tras, a czasem zdarza się prawdziwa gratka – dowiaduję się o zupełnie mi nieznanych miejscach. Taką gratkę zgotowali nam niedawno Poszukiwacze Przygód pokazując na blogu świetne skałki na zboczu Góry Miejskiej (tu link). Dostałam od nich namiary na skałki i ruszyliśmy na poszukiwanie tego, co przez lata całe było na wyciągniecie ręki, a wciąż omijane. 


poniedziałek, 23 września 2019

Lasy Starachowickie – spotkanie z przyrodą i historią

Pogoda ostatniego dnia lata sprzyjała leśnym wędrówkom, wybraliśmy się więc do Brodów Iłżeckich, żeby zajrzeć do okolicznych lasów.
Maszerowaliśmy porządną leśną drogą do leśniczówki Klepacze. Trochę się spieszyliśmy, bo nasz pociąg miał spore opóźnienie. Z tego powodu odmówiliśmy sobie przyjemności odwiedzenia naszego znajomego – Dębu Partyzantów. 

poniedziałek, 16 września 2019

Słońce, szmaragd i wędrówka

To główne składniki naszej niedzielnej wycieczki.  
Słońce świeciło od samego rana, ale gorąco nie było. Czyli idealne warunki do wędrowania.
A szmaragd? Raczej szmaragdy i inne szlachetne kamienie. Spotykaliśmy je w postaci mniejszych lub większych jeziorek. 


czwartek, 12 września 2019

Nawet Perełka się zniechęciła

Perełka to kotka Janka. Zwykle wita go po powrocie z wycieczki i z zainteresowaniem obwąchuje – tak poznaje naszą trasę. A w środę nie. Dlaczego? Cóż, znów zaliczyłam wpadkę na trasie. Tym razem było bardzo nieprzyjemnie.  

 cel naszej wyprawy - znacie?

piątek, 6 września 2019

Czarne stopy i inne atrakcje

Czemu zawdzięczam szok, jaki przeżyłam na widok moich niegdyś ślicznych szarych skarpetek po zdjęciu butów? To efekt trasy, którą zaplanowałam i, niestety, zrealizowałam w czwartek.
Szliśmy przez piaszczyste koneckie lasy, drogi wygodne, nawet ładne. A stopy po zdjęciu owych poczerniałych skarpetek czarne jak święta ziemia. 

poniedziałek, 2 września 2019

Wycieczka lekka, łatwa i przyjemna

Innego wyboru nie było. Znów zapowiadano upał na niedzielę. W tej sytuacji albo zostajemy w domu, albo taki wariant wycieczki. Musiało być w lesie i z zakończeniem przed południem. No i dojazd bez przesiadek.  
Oto, co wymyśliłam.
Wysiadamy z pociągu w Brodach Iłżeckich i wędrujemy na zachód, żeby dotrzeć do tak zwanego „Małego Stawu”. Jest on malutką odnogą zalewu w Brodach i znajduje się po przeciwnej stronie torów. 

 Mały Staw w Brodach Iłżeckich

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Którędy do najbliższej jurty?

Jeśli wysiedliście na przystanku w Wielkiej Wsi, to kierujcie się na północny zachód – najpierw ulicą, a później polną drogą.
I tu przyznam, że w tę drogę nie wierzyłam, chociaż mapa wskazywała, że jest, ale obawiałam się, czy przebijemy się do niej przez zabudowania wsi. I co? I nic właśnie. Droga jest wprawdzie ukryta sprytnie, ale bez problemu ją znaleźliśmy i pomaszerowali w wybranym kierunku. Jak ją znaleźć? Proszę, oto podpowiedź:

Janek zauważył potężne liście katalpy, a przy okazji wypatrzyliśmy drogę w pola

piątek, 23 sierpnia 2019

Wycieczka do Nidy, czyli jak próbowaliśmy nie iść asfaltem

Rok temu wybraliśmy się ze Stasiem na wycieczkę z Bilczy przez Brzeziny i Nidę do Morawicy (tu link). Wtedy nie udało nam się zrealizować w pełni planu wycieczki. Teraz postanowiłam, że spróbujemy powtórzyć tę wycieczkę i naprawić poprzednie błędy.
Co wyszło z tych planów? Zupełnie inna wycieczka. Chociaż trochę podobna do ubiegłorocznej.
Zaczęliśmy marsz w Bilczy, skąd szybciutko dotarliśmy do lasu, w którym szliśmy porządną drogą.

 trójka bez sternika 

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Borówki i borowiki

Co tu dużo mówić – to główne atrakcje niedzielnej wycieczki. Owoce borówki amerykańskiej jedliśmy garściami. Było kilka postojów na ich jedzenie, co u nas jest absolutną rzadkością. 

piątek, 16 sierpnia 2019

Pogodny spacer

Z powodu środowych opadów deszczu przenieśliśmy wycieczkę na czwartek. I słusznie, bo dzień od rana słoneczny, pogodny, choć początkowo dosyć zimny.
O poranku wyruszamy pociągiem w kierunku Starachowic. Tory na tym odcinku już po remoncie, ale podróż nadal się dłuży, bo maszynista musi jechać wolno, żeby trzymać się rozkładu jazdy. 

skarpa w Starachowicach

niedziela, 11 sierpnia 2019

I znów improwizujemy

Wybieraliśmy się do Bodzentyna, a tu niespodzianka – nasz najbardziej na świecie ulubiony bus przestał kursować w niedziele. Ot, przykrość. Zanim zauważyliśmy kartkę z informacją o tym fakcie, okazało się, że nie ma czym wyjechać na żadną trasę.
Odczekaliśmy prawie godzinę na autobus miejski, który nas zawiózł na skraj miasta, skąd pomaszerowaliśmy ulicą Kilińskiego w las. Trochę to dziwne się wydawało, bo zwykle wędrujemy tu w przeciwnym kierunku, ale przynajmniej jakaś odmiana się trafiła.
W pobliżu składnicy drewna weszliśmy na czarny szlak w kierunku Suchedniowa. Oj, nie był to dobry dzień na tę trasę – szliśmy w palącym słońcu, nawet drzewa niewiele dawały cienia.

 na szlaku

czwartek, 8 sierpnia 2019

Przynajmniej się nie kurzyło

Pogoda rano zapowiadała się nieźle. I na zapowiedziach poprzestała. Ale o tym potem.
Wyruszamy świetnym busem w kierunku Nadolnej. Mnie się wydaje, że bus tam nie jedzie, ale wsiadamy. Na szczęście kierowca, porządny człowiek, wie, że jednak tam jedzie i dowozi nas na miejsce. Przy okazji informuje, że staw w Nadolnej jednak nie jest wyschnięty i warto go zobaczyć.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Przez pachnący las tak wesoło, lekko iść *

Do lasu wyruszamy z Piły. W gruncie rzeczy, nic nowego. Na początku spotkanie z pomnikowymi dębami. Jest ich nadal 6, tabliczki przy nich blakną, trawa zarasta, ale dęby trzymają się mężnie. Niedawno poznałam ich imiona. Jeśli chcecie dowiedzieć się o  ich więcej, zajrzyjcie do artykułu pana Krzysztofa Woźniaka (tu link).

przede mną Bartłomiej, obok Zofia

poniedziałek, 29 lipca 2019

Co się odwlecze

…, to trafi na lepszą pogodę.
Tydzień temu zrezygnowaliśmy z planowanej wycieczki, bo zapowiadano opady i burze. Tym razem nie było takich obaw i mogliśmy wyruszyć na trasę zaplanowaną przez Jacka.
Już na starcie w Łącznej zafundował nam niespodziankę, bo poprowadził ładną polną drogą, którą jeszcze nigdy nie chodziliśmy. 

nasza trasa zaczyna się przy tym krzyżu z 1908 roku

czwartek, 25 lipca 2019

Będzie padać czy nie będzie?

Po obejrzeniu prognozy pogody spodziewaliśmy się słabych przelotnych opadów. Takimi się nie przejmujemy, ale wybieramy trasę niedaleko domu. Ta miała być prosta i zwyczajna, ale szykowała nam niespodzianki.

kwiaty w garnku - żeleźniaku 

niedziela, 21 lipca 2019

Cykoria podróżnik relacjonuje

Myślałam, że jestem dziewANNA albo kocANKA, no może jakaś babka albo jasnota. Wiedziałam, że kruszyna to już dawno nie jestem, ale miałam nadzieję, że może raczej serdecznik niż pokrzywa, a tu się okazało, że jednak nie. Oto ja, cała ja:

cykoria podróżnik

czwartek, 18 lipca 2019

Od alei lipowej do Małego Gołoborza i dalej ...

…czyli zaliczamy kawałek Pasma Jeleniewskiego. Moglibyśmy przejść całe, ale obawiając się późnego powrotu i przesiadek wybieramy bezpieczny wariant.
Tym razem docieramy na początek trasy luksusowo – mamy podwodę.
Startujemy na czerwony szlak za Baćkowicami, tuż przy alei pomnikowych lip prowadzącej ku Pasmu Jeleniowskiemu. Początek alei napawa nieco smutkiem, bo i tu zalągł się asfalt. Właściwie nie wiadomo, po co, bo w połowie alei się kończy i nie służy niczemu. Ale jest. 

rozglądamy się

niedziela, 14 lipca 2019

Optymiści jadą do Bodzentyna

A tak się zarzekałam, że w razie deszczu wycieczkę odwołujemy…
I co komu po zdrowym rozsądku, jak rano słońce, potem lekka mżawka, a kierowca busa zachwala – w Bodzentynie ani kropli? No to jedziemy.
Im dłużej jedziemy, tym bardziej pochmurno się robi, a w Bodzentynie slaby deszczyk. Nic to, ruszamy na zaplanowaną trasę z wieloma atrakcjami.
Pierwszą ma być cmentarz żydowski na skraju miasta przy drodze do Świętej Katarzyny. Nie byliśmy tam wieki całe, jeszcze przed pracami porządkowymi na jego terenie. Zakończono je w roku 2009 (!). 

piątek, 12 lipca 2019

Au – nie boli!

Au to niewielki, ale ładny półwysep nad Jeziorem Zuryskim. Jest wzgórzem o wysokości 449 metrów. Jego północne, strome zbocze od strony jeziora porasta las, ale za to południowe z łagodnym nachyleniem daje sporo możliwości wykorzystania.
Dotarłam na półwysep statkiem, ale zmęczona całym dniem zwiedzania ucięłam sobie drzemkę na pokładzie, dlatego też zdjęcia półwyspu od strony jeziora wykonane kilka lat temu.

statek jeszcze na przystani

czwartek, 11 lipca 2019

Jest taka wyspa na Jeziorze Zuryskim

Nazywa się Ufenau, choć funkcjonuje i krótsza jej nazwa Ufnau.
Jest to największa szwajcarska wyspa, na którą nie można dostać się po moście. W tej sytuacji mam szczegółowo, co do minuty (jak w szwajcarskim zegarku) zaplanowany dojazd i odwrót statkiem.
Startuję w Raperswilu, gdzie mam nawet kilkanaście minut na relaks na bulwarze nad jeziorem. 

a statek jeszcze nie przypłynął 

wtorek, 9 lipca 2019

Sztuka w Muzeum Drzew za miastem

Tym miastem jest Raperswil–Jona, z którego wyjeżdżamy autobusem nr 622 kursującym co pół godzinki spod dworca kolejowego. Wysiadamy na przystanku prawie na odludziu, kilka minut spaceru i jesteśmy w miejscu, do którego mnie zwiodła chęć zobaczenia na własne oczy tych oto grzybów:

Sylvie Fleury "Mushrooms"

niedziela, 7 lipca 2019

Tu zaszła zmiana, czyli zaglądamy do dworu w Rzucowie

Nie jestem aż tak wiekową osobą, żeby pamiętać ten dwór z czasów jego przedwojennej świetności. Nie zaglądałam tam też, gdy działał tam dom dziecka w latach powojennych. Przypominam sobie, że jakoś tak w latach dziewięćdziesiątych przechodziliśmy przez Rzuców i oglądali jakieś dworskie zabudowania. Brak jednak dokumentacji fotograficznej.
Dwór próbowaliśmy obejrzeć w roku 2013. Wtedy to na bramie prowadzącej do parku dworskiego pojawiła się tabliczka z zakazem wstępu. Stąd takie, a nie inne zdjęcia z tamtego okresu. I z późniejszych wycieczek również.

 słupek bramy wjazdowej z datą rozbudowy dworu (zimowe zdjęcia z roku 2013)

piątek, 5 lipca 2019

Wyprawa do źródła młodości

Nasze źródło znalazłyśmy w Ninkowie, gdzie rośnie aromatyczna roślina, bez której nasz eliksir młodości nie może powstać. 

czwartek, 4 lipca 2019

Dziś Obice w promocji

Taką informację przekazał nam kierowca busa, do którego wsiedliśmy. Grzech było nie skorzystać, zwłaszcza że i tak tam się wybieraliśmy, ale żeby za 2 złote?! To nas zaskoczyło.
Dojechaliśmy do odpowiedniego przystanku i wyruszyli na trasę.
Co ciekawego w Obicach? Za dwa złote na pewno coś się znajdzie. 

 pola Obic

środa, 3 lipca 2019

Z błogosławieństwem świętego Meinrada

Święty stoi przy budynku stacji kolejowej w wiosce Einsiedeln (te wszystkie „ei” czytajcie jako „aj”). Dziwnie się pewnie czuje, bo to wszak jego okolica, ale jakieś 1200 lat temu wyglądała inaczej – były tu niedostępne lasy, w których ów pustelnik – benedyktyn mógł wieść kontemplacyjny żywot w towarzystwie dwóch ocalonych przez siebie przed krogulcem kruków, które teraz przysiadły u jego stóp. 

figura świętego Meinrada wieńcząca fontannę przy stacji kolejowej 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Po zwiedzaniu – spacer

Też tak macie? Solidne zwiedzanie, powrót na kwaterę, krótki odpoczynek i zaraz by człowiek gdzieś poleciał. Ja, niestety, cierpię na taką przypadłość. Na szczęście w najbliższej okolicy Thalwil jest gdzie się wybrać na niedługi spacer.

Gdzie by tu jeszcze polecieć?

piątek, 28 czerwca 2019

Wyprawa na poziomki

Sezon jest. Trzeba spróbować świeżych poziomek. Przypomniało się Edwardowi, że jakieś sto lat temu obżeraliśmy się poziomkami w okolicach wieży przekaźnikowej w Występie. 

nasz cel

czwartek, 27 czerwca 2019

Coś dla miłośników sukulentów

Na początku ubiegłego wieku mieszkał w Zurychu Jacob Gasser. Niewiele o nim wiem oprócz tego, że był hodowcą kaktusów. W roku 1920 postanowił rozstać się ze swoją kolekcją tych roślin. Zapragnął sprzedać ją miastu, ale władze miejskie niechętne były wydawaniu pieniędzy na takie fanaberie. Zbiorami zainteresował się właściciel największego w owym czasie domu towarowego Zurychu – Julius Brann, który w roku 1929 nabył kolekcję kaktusów pana Gassera. Nie miał jednak widocznie ręki do roślin i po dwóch latach sprezentował ją miastu. 
I tak zaczęła się historia zbiorów sukulentów w Zurychu. 

malutki fragment obecnych zbiorów 

środa, 26 czerwca 2019

Zurych nieoczywisty

Miejsca najbardziej popularne turystyczne „zaliczyłam” podczas pierwszego pobytu (tu i tu linki). Teraz pora wyszukać coś innego.
Na moje plany spory wpływ miała pogoda, która w dniu zwiedzania postanowiła się popsuć. Miasto zrobiło się mokre, pochmurne, z fotografowania obiektów nici.

nad Jeziorem Zuryskim zaraz zacznie padać 

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Kto tu rządzi?

Wydawało się, że tym razem kolega Ed, bo to on zaplanował i prowadził wycieczkę, ale na trasie okazało się, że może jednak nie on. A kto? Osobnik ze zdjęcia.

tabliczka przy drodze

piątek, 21 czerwca 2019

Pośród pól pachnących zbożem rozmaitem

Tak przebiegała nasza czwartkowa wycieczka.
Wystartowaliśmy w Berezowie i już malutki odcinek skrajem lasu dał nam wyraźnie do zrozumienia, że trasa nie może prowadzić lasem. Byliśmy atakowani przez wściekłe hordy komarów. 

cieciorka pstra wysycha po deszczu

czwartek, 20 czerwca 2019

Popołudniowy spacer po Konstancji

Czasu na zwiedzanie nie było dużo, lekkie zmęczenie po zwiedzaniu wyspy Mainau też się dawało odczuć, pogoda była tak zmienna, że aż denerwująca – słońce, chmury, deszcz i zimno. W tej sytuacji zmieniłam moje typowe przyzwyczajenia turystyczne – zamiast iść na całość, wybrałam spokojne przejście po starówce na zasadzie „cokolwiek zobaczę, to nie będzie wszystko, ale i tak więcej niż do tej pory widziałam”. Z tym nastawieniem wysiadamy z autobusu i ruszamy na poszukiwanie restauracyjki, gdzie się spokojnie odpocznie przed zwiedzaniem.
A potem tak się jakoś włóczymy po mieście, które jest odrobinę podobne do szwajcarskich miast, ale jednak zdecydowanie inne.  

 słup majowy w centrum starówki

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Mainau – wyspa na Jeziorze Bodeńskim

Jak się okazuje „płyniemy” Renem pod prąd, bo z Szafuzy przenosimy się na jezioro, przez które ta rzeka przepływa. A tu, na przedmieściach Konstancji, wysiadamy z autobusu i spacerowym krokiem kierujemy się do kasy, aby nabyć bilety i spędzić na wyspie spokojne przedpołudnie.
Wyspa nie jest duża – jej obwód wynosi około 3 kilometrów, a zameldowanych jest na miej 123 mieszkańców. Za to turystów przybywają tu corocznie miliony. Nawet w zwykły powszedni dzień ze słabą pogodą dużo ich się tu kręci. 

 Jezioro Bodeńskie i linia brzegowa wyspy 

sobota, 15 czerwca 2019

Szafuza – miasto u stóp twierdzy Munot

Jeśli się już człowiek wdrapie na wzgórze Malm i z murów twierdzy spojrzy w dół, zobaczy Ren przepływający przez miasto z brązowymi dachami. Jakiś most, wieża kościelna. Ot, stare miasto, pewnie takie, jak te dachy, brązowe i nudne.

widok z murów twierdzy Munot na dachy Szafuzy (Schaffhausen)

czwartek, 13 czerwca 2019

A teraz pora na zamek!

I to nie jeden.
Jako pierwszy na naszej trasie pojawił się zamek w Olsztynie koło Częstochowy. 

na początek mały dowód, że tam byliśmy 😄

środa, 12 czerwca 2019

Na tropie ostańców

Chyba każdy łatwo zgadnie, gdzie się udaliśmy tropić ostańce. Na wszelki wypadek uściślam – północne rejony Jury Krakowsko-Częstochowskiej. 

ostańce wapienne w grupie Skał Mirowskich

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Potęga żywiołu

Wymarzyłam sobie to spotkanie z żywiołem już jakiś czas temu. Nie myślałam tylko, że będzie to tak spektakularny żywioł. Żadna relacja, nawet film, nie jest w stanie oddać wrażenia.
Cóż to za żywioł? Woda! Masy wody przewalającej się w wodospadzie Renu w szwajcarskiej miejscowości Neuhausen am Rhein. Znalazłam informację, że średni przepływ wody w tym miejscu wynosi latem 600 m3 na sekundę. Nie sposób sobie tego wyobrazić.
Pierwsze spotkanie z wodospadem to rzut oka z pociągu (ostatnie zresztą też – w drodze powrotnej). Prezentuje się nieźle.
Ze stacyjki w Neuhausen am Rhein podobno można zjechać do wodospadu windą, ale akurat trwają jakieś prace remontowe na peronie i trzeba zejść tę odrobinę przyjemną uliczką na dół.
Od razu trafiamy na pierwszy punkt widokowy, z którego rozciąga się widok na górną część wodospadu, dwie skały na rzece, o które rozbijają się masy wody i zamki na obu brzegach Renu. Zdjęcia wydają się nieostre, bo w powietrzu unoszą się miliardy kropelek wody. I tak będzie cały czas. Z tym, że raz mniej, raz więcej tych kropelek. 

 wzburzone wody Renu, po lewej stronie zamek Laufen

niedziela, 9 czerwca 2019

Od Moskali on zginał, oj to krakus był gracki! *

Znamy datę jego śmierci, trochę wiemy o jego życiu, wiele więcej informacji krąży w legendach i opowieściach. A już podanie jego prawdziwego nazwiska to spory problem.

czwartek, 6 czerwca 2019

Tym razem szlak niebieski

Kiedy ostatnio wracaliśmy busem z Chęcin, zauważyliśmy rozkład jazdy, z którego jasno wynikało, że możemy tym busem śmiało pojechać rano do owej miejscowości. No dobrze, pojechać można, ale co dalej? Gdzie pójść, żeby mieć zapewniony przyzwoity powrót do domu?
I tu się napatoczył szlak niebieski. Już ładnych kilka lat nie zaglądaliśmy na jego odcinek w okolicach Chęcin.
W środę wysiedliśmy z naszego busa i ruszyli szlakiem niebieskim w stronę Pasma Zelejowskiego. 

widok z dolnego rynku na zamek

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Zrywamy z tradycją

Dotychczas nasze wycieczki odbywały się w niedziele i środy, ale postanowiliśmy zerwać z tą tradycją. A wszystko przez kapryśną pogodę.
Po mokrej środzie, nastąpiła poprawa pogody i należało to wykorzystać. W piątek bus dowiózł nas do Zbijowa Dużego. Stamtąd drogą asfaltową podążyliśmy w stronę Mirowa. Mieliśmy okazję sprawdzić, jak się mają pomnikowe dęby dawno przez nas nieodwiedzane.

piątek, 17 maja 2019

Skąd wypływała zamożność Kazimierza?

Zapewniał ją w szesnastym i siedemnastym wieku handel zbożem. A ten mógł się rozwijać dzięki rzece, którą zboże przywożone do Kazimierza spławiano dalej na północ. 

 Wisła - rzeka, której Kazimierz Dolny wiele zawdzięcza 

czwartek, 16 maja 2019

Architektoniczne perełki też lubimy

Najbardziej lubimy oglądać, podziwiać i fotografować. Opisywać już nie. Dlatego tę ostatnią czynność muszę wykonywać indywidualnie. Ale chętnie przyjmę współpracownika na zasadzie wolontariatu. Zgłoszenia proszę wysyłać przy pomocy formularza kontaktowego.
Oczekując na lawinę zgłoszeń biorę się do roboty.
Spędziłam niegdyś dwa tygodnie w Kazimierzu, który był spokojnym sennym miasteczkiem z oryginalnie ubranymi artystami zaludniającymi Rynek, gdzie rozstawiali sztalugi i całymi dniami malowali. A teraz? Gdzie ci artyści? 

Rynek widziany z Góry Trzech Krzyży

wtorek, 14 maja 2019

Magda radzi wejść na Górę Trzech Krzyży.


Głównie z powodu widoków. Świetne są.

 widok na Kazimierz i okolice

Jak mieszkaniec Kielecczyzny reaguje na wąwozy w okolicy Kazimierza Dolnego?

Różnie.
Najpierw pojawia się sceptycyzm. A, bo co tam może być ładniejszego niż wąwozy koło Kunowa? I kudy im do Naszego Wąwozu?
Potem wypada zasięgnąć informacji na temat… I tu się robi ciekawiej. Okazuje się, że tych wąwozów sporo jest. To może by jednak zajrzeć do któregoś?

to może ten ...

poniedziałek, 13 maja 2019

Kielecki teatr nie tylko od kulis

Obserwuję stronę internetową Teatru im. Stefana Żeromskiego, żeby nie przegapić ciekawych przedstawień i załapać się na moje ulubione miejsce w pierwszym rzędzie. I dzięki tej czujności znalazłam informację o możliwości zwiedzenia teatru w ramach Dni Otartych Funduszy Europejskich. Takiej gratki nie można przegapić, zwłaszcza że teatr przygotowuje się do remontu generalnego i klimat wiekowego budynku zapewne ulegnie zmianie. 

moje ulubione schody - te prowadzą do foyer