Do
Krosna wybraliśmy się w dniu zakończenia roku szkolnego. Pogoda była bardzo
zmienne – czasem słońce, czasem deszcz. I mnóstwo odświętnie wystrojonej
młodzieży. Zwłaszcza na rynku.
Pierwsza
rzecz, jaka mnie zadziwia, to fakt, że ja przecież byłam w Krośnie tak pi razy
drzwi 40 lat temu, ale to chyba jednak nie w tym Krośnie. Pamiętam jakieś nieduże, zwyczajne miasto. Wniosek – albo moja pamięć nietęga, albo miasto tak
wypiękniało.
No
to rzućmy okiem na rynek. Duży, elegancki z ciekawymi kamienicami. Prawdziwy
raj dla miłośników kawiarenek pod parasolami i spacerów podcieniami, kiedy pada
deszcz.


