wtorek, 23 lipca 2013

Co nowego w Orońsku i Szydłowcu? -wycieczka 26 czerwca

Te dwie miejscowości kojarzą mi się z wycieczkami z moim dziesięcioletnim siostrzeńcem, który z radością odkrywał rzeźby ukryte w zakamarkach parku wokół pałacyku Brandta w Orońsku, robił mi pięknie upozowane zdjęcia na mostku wiodącym do pałacu w Szydłowcu. Oj, nie wrócą te lata…

A teraz nasza grupa Łazików Świętokrzyskich pojechała do Orońska, żeby obejrzeć retrospektywną wystawę prac Magdaleny Abakanowicz. Już w parku natrafiliśmy na grupę figur przypominających wielkie niedźwiedzie; były też bezgłowe postaci stojące w ordynku, a nieco dalej głowa smoka. W Muzeum Rzeźby Współczesnej kolejne eksponaty – mnie najbardziej podobali się „Przyjaciele”, ale obejrzeliśmy też „Oracza”, „Monady”, „Wehikuł” i wiele innych. Najbardziej radosne wydawały mi się „Figury tańczące”, które umieszczono w oranżerii. Zajrzeliśmy  do galerii w kaplicy, gdzie nowe zachwyty. Krótko mówiąc – trzeba tu przyjechać i samemu się zachwycić. 


Znów wędrujemy z Jagodnego do Szydłowca - spacer 16 czerwca

Wydaje się, że tak niedawno, bo w marcu, odbyliśmy wycieczkę na tej trasie. 
Nic bardziej błędnego – wprawdzie start obie wycieczki miały wspólny, ale trasy różne. Tym razem po wyjściu z lasu skierowaliśmy się do wsi o trudnej nazwie – Kierz Niedźwiedzi i drogami polnymi wśród pachnących zbóż doszliśmy do Krza. Taki spacer to sama radość – aromaty, barwy, słońce. Wśród zbóż plenią się rumianki, chabry i kąkole. Rozum mówi – chwasty, a serce się cieszy, bo piękne. Mało tego, zdarzają się i poziomki czyli obżarstwo. Wśród traw pasie się sarenka, w innym miejscu bocian. Sielanka.


Cudze chwalicie, swego nie znacie – zaglądamy do Wąchocka (13 czerwca).

Pewnie każdy z nas był wiele razy w Wąchocku. A ile razy zajrzeliśmy do Opactwa Cystersów? Zapewne zwykle mówiliśmy sobie: „wpadnę tam następnym razem”. I nic.
Aż wreszcie ten „następny raz” nastąpił. Edward tak zaplanował rajd, że pierwszym jego punktem było zwiedzanie muzeum i opactwa. Spędziliśmy tam godzinę podziwiając kolekcję pamiątek historycznych zgromadzonych w muzeum, próbując odczytać rękopisy słynnych Polaków (to naprawdę trudne zadanie, chociaż nasi Wielcy pisali starannie, to jednak dla nas nieczytelnie – zresztą, sami się przekonajcie) i spacerując po romańskich wnętrzach. Są one niezwykle piękne, urzekają bogactwem detali rzeźbiarskich i potęgą wyobraźni twórców. Ale to daleko nie wszystko – zaglądamy do zakrystii, gdzie pysznią się barokowe szafki, zwiedzamy starannie odnowione wnętrze kościoła – tu można by każdy ołtarz podziwiać godzinami, ale przecież warto również obejrzeć ogrody zakonne, a w nich zaskakujące drzewo „fasolowe” czyli surmię i spojrzeć z innej perspektywy na romańskie ściany i okna. 

Wycieczka 9 czerwca, czyli o tym, jak pogoda potrafi pokrzyżować plany.


Spora grupa zapaleńców wyruszyła z Łącznej z zamiarem dotarcia do Skarżyska. Było ciepło, nawet gorąco i słonecznie, a prognozy pogody zapowiadały ewentualne burze po południu, więc wszyscy radośnie maszerowali. Po drodze obejrzeliśmy kościół w Łącznej, odnotowując jubileusz parafii, a potem piękną aleją wysadzaną dorodnymi drzewami dotarliśmy do cmentarza, na którym znajdują się mogiły żołnierzy Wojska Polskiego, którzy polegli we wrześniu 1939 roku. Odwiedziliśmy też zbiorową mogiłę ofiar bombardowania pociągu również z tego okresu. 



Kilka słów zamiast wstępu

Od kilku lat prowadzę tradycyjną kronikę, w której opisuję wędrówki po Górach Świętokrzyskich, ich bliższych i dalszych okolicach. Wycieczkowi koledzy namawiają mnie na pisanie bloga na temat naszych wędrówek, więc zaczynam działalność. Jako autorka bloga daję sobie prawo do pisania, o czym zechcę. Zamierzam dołączać zdjęcia swoje i kolegów, jeśli podrzucą mi teksty, też nie będę się przed nimi bronić.
To - w drogę! Blogu, ruszaj!

czwartek, 16 maja 2013

Odkrywamy nowe miejsca czyli wypad poza granice mapy

15 maja wybraliśmy się na wyprawę odkrywczą na tereny poza zasięgiem mapy Gór Świętokrzyskich. Nie bacząc na czyhające niebezpieczeństwa wsiedliśmy na pokład naszej „Santa Marii”, w którą wcielił się rozklekotany bus. Za marne 6,50 zł zawiózł nas do Fałkowa, a na trasie trząsł niemiłosiernie i kołysał na zakrętach, co powodowało niezłą chorobę morską.
Na drżących nogach, wymordowana podróżą wysiadłam na Nowej Ziemi i zaraz zostałam porwana w wir odkrywania. 
Sam pobyt w Fałkowie, choć krótki, obfitował w ciekawostki. Do oczywistych mogę zaliczyć kościół pod wezwaniem Św. Trójcy i ciekawe ruiny zamku (a może dworu) z siedemnastego wieku. Tu zajrzeliśmy. 

kościół pod wezwaniem Świętej Trójcy w Fałkowie 

czwartek, 2 maja 2013

Spotkanie z twardzielami czyli wycieczka 1 maja


Tego dnia nie można liczyć na żaden publiczny transport z wyjątkiem pociągów i autobusów miejskich. W tej sytuacji wybraliśmy się do Zagnańska i zrobili pętelkę od i do stacji. Pętelka miała długość 23 km i pokonaliśmy ją w czasie ok. 5 godzin 20 minut. Były momenty, że wydawała się pętlą na szyję, ale z zaciśniętymi zębami siłą woli pokonałam tę trasę. Choć dziś wydaje mi się, że to ona pokonała mnie. 

wiosenne barwy na trasie