sobota, 1 sierpnia 2026

Mały wypad do Konstancina-Jeziorny

Sama wycieczka rzeczywiście niewielka – szybki wygodny dojazd do Piaseczna, stamtąd bus do Konstancina. Potem to już  tylko czas dla przyrody i sztuki.
Najpierw była przyroda – deptak spacerowy nad rzeką o uroczej nazwie Jeziorka.
 

 Dużo zieleni, rodzina łabędzi i spokój. 


Ze sztuką spotkałyśmy się po kilkunastu minutach w muzeum Villa la Fleur.
 
wejście do muzeum
 
Planowałam nieśpieszne dwugodzinne zwiedzanie. Nie doceniłam muzeum. Składa się ono z dwóch willi i eleganckiego ogrodu – parku rzeźb. 
 
pierwsza willa od strony paku 
 
druga, mniejsza willa
 
Można tam spędzić cały dzień, a i to będzie mało. 
Każda z willi ma po trzy poziomy ekspozycji, przy czym pierwsza dysponuje większą powierzchnią wystawienniczą. Są tu eksponowane prace malarskie i rzeźby z kolekcji właściciela muzeum, Marka Roeflera. Jest on miłośnikiem sztuki pierwszej połowy XX wieku, a szczególnie artystów tak zwanej Ecole de Paris, czyli Szkoły Paryskiej. Ten termin odnosi się do twórczości artystów, którzy napływali do Paryża z innych państw, wśród nich wielu miało pochodzenie żydowskie, było też sporo Polaków. Mam wrażenie, że pan Roefler kolekcjonuje prace większości tych twórców. Nie mam jednak zamiaru pisać o wszystkich, ograniczę się do wspomnienia, którzy wywarli na mnie największe wrażenie. 
Bez wątpienia magnesem przyciągającym widzów są obrazy Tamary Łempickiej, które niedawno wróciły do muzeum po wielu wystawach w różnych miastach. Teraz znalazły się na poziomie -1 głównego budynku i są częścią interesującej prezentacji pod tytułem „Tamara is back”. 
 

Co ciekawe, zobaczymy tu wiele mniej znanych obrazów artystki. 
 

Na tym samym poziomie muzeum zauważyłam obrazy i rzeźby innego artysty – Bolesława Biegasa. 
 
B. Biegas "Życie"
 
Szczególnie zauroczyły mnie oryginalne „portrety sferyczne”. 
 

Odkryłam dla siebie prace jeszcze jednego rzeźbiarza. To Ossip Zadkine. Jego kubistyczne rzeźby pojawiają się w różnych salach muzeum i w każdej to właśnie one przyciągały mój wzrok. 
 
"Posłaniec" (fragment)
 
"Hermafrodyta" (fragment)
 
"Kompozytor"

Zaś najbardziej zapierającymi dech w piersiach okazały się obrazy urodzonej w Warszawie artystki Meli Muter. Nigdy wcześniej nie widziałam oryginałów jej prac i wciąż jestem pod wrażeniem świeżości barw, śmiałych pociągnięć pędzla i po prostu piękna wszystkich i każdego z osobna. 
 
autoportret artystki
 
ekspozycja jej obrazów
 
Koleżanka, z którą byłyśmy na wycieczce, przyjechała dla Amadeo Modiglianiego. Żeby zobaczyć jego rysunki i rzeźby musiałyśmy wybrać się do mniejszej willi, gdzie są eksponowane na najwyższym piętrze w gabinecie w stylu art deco. I tu muszę się przyznać, że w całej prostocie mojego umysłu nie wiedziałam, że Modigliani rzeźbił. Piękne są te rzeźby, ich styl jest uderzająco podobny do stylu malarskiego artysty. 
 


I na tych nazwiskach poprzestanę, bo wymienienie wszystkich jest wręcz niemożliwe. Przyjedźcie sami do Konstancina-Jeziorny i spróbujcie się zmierzyć z bogactwem kolekcji muzeum. Dodam tylko, że jest ono czynne w czwartki, soboty i niedziele. 
Teraz kilka zdań o innych aspektach ekspozycji. Otóż, na poziomie -1 można zobaczyć muzealną „aleję gwiazd”. Tworzą ją wkomponowane w podłogę granitowe płyty z reprodukcjami autografów artystów, których obrazy znajdują się w kolekcji. 
 


Kilka takich płyt umieszczono przy wejściu do willi od strony parku rzeźb. 
 


Sam park stanowi urocze miejsce do wypoczynku i jednocześnie galerię niezwykłych prac. 
 


Już to, co opisałam, wskazuje na niezwykle bogatą ekspozycję. Ale to daleko nie wszystko. 
W obu willach ustawiono pozornie niedbale, a jednak po dokładnym przemyśleniu aranżacji, komplety oryginalnych mebli w stylu art deco. 
 

To chyba jeden z najbardziej eleganckich stylów meblarskich XX wieku – geometryczne kształty, forniry, czeczoty, intarsje i inkrustacje, lustra, metalowe i szklane wykończenia. Aż żal, że nie wolno siadać na fotelach i kanapach. 
 

Skoro oglądamy meble, to może sprawdzimy, co na nich ustawiono? Oczywiście. 
Możemy podziwiać przykłady drobnej  sztuki dekoracyjnej tego okresu – serwisy, wazony, flakony do perfum, lustra czy lusterka. 
 




A już najbardziej zaskakujący i wspaniały okazał się marmurowy kominek w stylu art deco. 
 
 
Po tylu wrażeniach artystycznych wybrałyśmy się z koleżanką na spokojny spacer po ulicach miasta i parku.
 

I tu od razu pojawia się pytanie o słynne konstancińskie wille. Widziałyśmy kilka pięknie odrestaurowanych, kilka w trakcie remontu i takie, które stopniowo niszczeją. Trudno je pokazać na blogu, bo wszystkie osłonięte wysokimi płotami i starymi drzewami. 
 


Największy zawód sprawiła nam słynna willa Świt, czyli dom Stefana Żeromskiego. Jeszcze niedawno mieściło się tu muzeum pisarza. Teraz jest ono nieczynne, brak możliwości przekroczenia bramy. 
 

Z samym pisarzem możemy się spotkać w konstancińskim parku, gdzie przysiadł zadumany na ławeczce w otoczeniu niewielkich postumentów z cytatami z jego dzieł. 
 

Spacer w parku okazał się bardzo przyjemny w upalny lipcowy dzień, stare drzewa zapewniały cień, w pobliżu tężni solankowej można było wdychać wilgotną mgiełkę. 
 

Odrobinę zawodu sprawiła mi okolica rzeczki o nazwie Mała. Spora jej część wyschła, efektowne pomosty nad wodą przedzierają się teraz wśród wysokich zarośli trzciny. Spotkana tam mieszkanka Konstancina opowiadała, że dawniej pływano tu łódkami. No cóż… suche lato.
 


Pora opuścić Konstancin-Jeziornę. Myślę, że warto znów tu zajrzeć. 
 
Skorzystamy jednak z nowocześniejszego środka transportu. 
 
Więcej informacji o muzeum na jego stronie - tu link. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz