Taka ta jesienna
pogoda niepewna, że trudno wyruszyć gdzieś dalej, bo będzie padać, albo nie
będzie padać; będzie wiać, albo nie będzie wiać. A zimno to już jak w banku.
W tej sytuacji
jedziemy do Michniowa. Nie pada. Zimno przejmujące plus nieprzyjemny wiatr.
Wysiadamy z busa
żegnani czule przez naszą ulubioną Babcię Obwarzankową – jej ukochane królewny
i skarbunie ruszają skrajem lasu w stronę Krzyżki. Jest lekko pod górkę, to się
nawet rozgrzewamy.
Docieramy do
porządnej polnej drogi, którą już chyba z półtora roku nie chodziliśmy. W
jesiennej ponurej mgle pola szare, chociaż w słońcu, to by tu drzewa pokazały,
na co je stać.