poniedziałek, 21 maja 2018

Mój niedzielny eksperyment wycieczkowy


To trasa lekka, łatwa i przyjemna połączona z poszukiwaniem pięknych miejsc i nowych ścieżek.
Co do miejsc – bez problemu je znaleźliśmy w Piotrkowicach. Byliśmy tu małą grupką pięć lat temu, warto więc znów zajrzeć.
Na pierwszy ogień idzie wzgórze Tarnoskała – to miejsce do pewnego stopnia sentymentalne dla nas po tym, jak rok temu byliśmy w siedzibie rodowej Krasińskich w Maleszowej. Jedna z panien Krasińskich wyszła za mąż za  Joachima hrabiego Tarnowskiego. Ich syn źle znosił wilgotny klimat w Maleszowej i ojciec wybudował nową rezydencję rodu na malowniczym wzgórzu w Piotrkowicach. 

 brama do pałacowego parku

Zespół pałacowy powstał pod koniec 18. wieku. Składał się z czterech pawilonów mieszkalnych zbudowanych wokół centralnego dziedzińca ze studnią. Jeden z pawilonów nie zachował się do naszych czasów, a w trzech mieści się obecnie szkoła podstawowa i przedszkole. Sala gimnastyczna zajmuje półokrągły budynek dawnych stajni. 


 pawilony pałacowe

 stara studnia

budynek stajni

Ta sytuacja potrwa zapewne już niedługo, bo pałac wraca w ręce spadkobierców jego ostatnich właścicieli, a szkoła przeniesie się do nowego budynku. 

pożegnalny rzut oka na Tarnoskałę 
 
Naszym kolejnym celem jest Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej. Mamy około pół godziny na zwiedzanie. A jest co oglądać.

kościół w Piotrkowicach

detale

stacje Drogi Krzyżowej  w alejce przy kościelnym ogrodzeniu

Kościół jest późnorenesansowy. We wnętrzu bogato zdobiony ołtarz główny, ciekawe ołtarze boczne (Tu się trochę zawiodłam, bo na ołtarzu św. Anny i MB Częstochowskiej akurat ten pierwszy obraz był zasłonięty.), kaplicę Pana Jezusa z ciekawymi nagrobkami. Niezwykła jest też ambona w kształcie statku żaglowego. Skromniejsza niż ta, którą niedawno pokazywałam na zdjęciach z Bazyliki Bożego Ciała w Krakowie, ale również piękna.

wnętrze świątyni z widokiem na ołtarz główny 

ambona

renesansowy nagrobek Ossowskich
 
Musimy też zajrzeć do kaplicy dobudowanej do kościoła pod koniec 18. wieku. Mieści się w niej domek loretański z piękną gotycką Madonną. W jednym z rokokowych relikwiarzy na ścianie domku umieszczono malutką siedmiocentymetrową cudowną figurkę MB Niepokalanego Poczęcia, którą, jak wieść głosi, wyorał tutejszy rolnik w roku 1628. Jest też figura patronki kaplicy.

Matka Boska Loretańska 

dawny ołtarz główny umieszczony w kaplicy loretańskiej 

Coraz tłumniej w kościele, udajemy się więc na cmentarz, gdzie znajduje się najstarszy piotrkowicki kościół – to późnogotycki kościół pod wezwaniem św. Stanisława. Z niego to właśnie pochodzi renesansowy nagrobek  Ossowskich przeniesiony do nowego kościoła. 

kościół św. Stanisława 


stare nagrobki
 
Z Piotrkowic maszerujemy do wsi Grabowiec, gdzie mapa wskazuje świetną drogę na północ w kierunku lasu i Wygwizdowa. Mapa tym razem nie kłamie – droga jest. I rzeczywiście porządna. Czasem tylko przychodzi lekko skorygować kierunek marszu aż dołącza do nas czerwony szlak rowerowy, który doprowadza do Wygwizdowa. Obiektowi, który tam się znajduje, poświęcę oddzielny wpis. 

na trasie

My zaś ruszamy najpierw asfaltową, a potem leśną drogą dalej na północ.
Tu zaliczam skuchę. Zafundował mi ją szlak konny, a raczej jego leśny fragment. Szlak pięknie schodzi z asfaltu szeroką leśną dróżką, która po niedługim czasie znika. Trzeba się przedzierać przez chaszcze. Nam się udało i wyszliśmy nieco dalej na ładną leśną drogę, ale biedne konie! Chyba jednak konie tędy nie jeżdżą i stąd ten stan ścieżki.
Tak dotarliśmy do drogi przez wieś Chałupki. Mapa podpowiada piękną drogę skrajem lasu dalej na północ, bez wchodzenia do wsi. Ostrzega też, że drogę przecina rzeczka – dopływ Morawki. Postanawiam sprawdzić, czy na przecięciu będzie mostek.

 droga zaprasza

O, to był niezwykle stresujący odcinek trasy: cały czas się bałam, że jednak rzeki nie sforsujemy i będzie problem. Nie było. Ani problemu, ani rzeki. Wyschła okresowo. Ale mostek bardzo solidny na miejscu po rzece jest. Czyli mogę uznać, że znalazłam świetną drogę.
Potem już zupełnie bezstresowo szliśmy przez cudownie pachnący sosnowy las, aż wyszliśmy z niego na rozległe łąki.

 szkoda, że zdjęcie nie oddaje zapachu tego lasu... 

Gdzieś przed nami majaczyło niewielki wzniesienie. Poleźliśmy, chociaż mapa ostrzegała, że to czynny kamieniołom. Miała rację, o czym przekonaliśmy się trochę za późno, bo jak już tam wleźliśmy. Na szczęście w niedzielę prace zawieszono i udało nam się jakoś wykaraskać z tego terenu. 

 Świętokrzyskie Włóczęgi na Księżycu (no, prawie)


w kamieniołomie

W planie miałam jeszcze zdobycie ładnej niewysokiej górki o nazwie Orla Góra, ale w oczach kolegów widziałam transparent „do domu!” – no nie było entuzjazmu zdobywców szczytów. W tej sytuacji im odpuściłam i skierowaliśmy się w stronę Woli Morawickiej, żeby tam złapać bus do Kielc. Nie udało się. Uciekł nam sprzed nosa. Czerwony był.

Orla Góra czeka

widok na Morawicę od południa
  
Przeszliśmy więc szosą po eleganckim chodniku do Morawicy, gdzie na kolejny bus czekaliśmy z pięć minut. I po wycieczce, która była naprawdę niedługa – raptem 15,6 kilometra. Ale za to ile trwał dojazd! Prawie tyle, ile samo przejście pieszo.

nasza trasa
 
Zdjęcia – Edek, Janek i ja

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No co Ty? To jedna z mniej oddalonych miejscowości, dlatego tam pojechaliśmy. Wydaje się, że to daleko, bo przesiadki wydłużają czas dojazdu.

      Usuń
  2. No nie powiem... Robi wrażenie i jeszcze to oddalenie od terenów bazowych. Na ile przesiadek dojazd?
    A wiesz że owi Tarnowscy to rościli sobie pretensje do Tarnowa (nawet bitwa była o której kroniki powidają że oto Tarnów był się Tarnowskim zbrojnie napadającym oparł), tymczasem to boczna linia a po bezpotomnej śmierci ostatniego z linii hetmańskiej, miasto moje odziedziczyła ich siostra co X. Ostrogskiego poślubiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci nasi Tarnowscy byli Amor Tarnowskimi. O ich pretensjach do posiadania miasta Tarnowa nie wiedziałam. A majątek w Piotrkowicach przechodził w ręce kolejnych właścicieli. Czekam, co spadkobiercy teraz zrobią z Tarnoskałą.

      Usuń
  3. Aż się prosi zaśpiewać "Chałupki welcome to". Ładne tereny, a krajobraz w kamieniołomie rzeczywiście księżycowy. W Morawicy zaczynałam kiedyś spływ Czarną Nidą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chałupki tym razem ominęliśmy, ale może do tej piosenki wrócimy.
      Fascynują mnie te spływy, chociaż wiem, że się na żaden nie wybiorę, ale ciesze się, że i u nas są rzeki odpowiednie do takich eskapad.

      Usuń