sobota, 13 czerwca 2026

Spacer w skansenie

Po zwiedzaniu zamku Lipowiec w Babicach zeszliśmy żółtym szlakiem do złamującego sporą część podnóża zamkowej góry skansenu. Nosi on dostojną nazwę Park Etnograficzny Krakowiaków Zachodnich. Jak podaje strona internetowa skansenu „Krakowiacy Zachodni to grupa etniczna zamieszkująca tereny na zachód od Krakowa po obu stronach Wisły” (tu link). Możemy więc spodziewać się obiektów przeniesionych z tego obszaru. 
 

Na teren skansenu weszliśmy przez zaadaptowany na potrzeby kasy i sal, w których są prowadzone zajęcia edukacyjne, budynek dawnego magazynu zbożowego. 
 

Jeszcze przed wejściem na teren skansenu zauważyliśmy okazały dom kryty dwuspadowym łamanym dachem, z dobudowanym portykiem wspartym na kilku kolumnach. 
 

Zainteresował on nas na tyle, że od niego zaczęliśmy zwiedzanie. Okazuje się, że to przeniesiony ze wsi Droginia osiemnastowieczny dwór ziemiański. Ostatnimi jego właścicielami była rodzina Bzowskich herbu Nowina. W jednym z pomieszczeń można zobaczyć portret ostatniego właściciela – Kazimierza Bzowskiego. 
 
 
Zajrzeliśmy do dwóch pokojów z kolorowymi kaflowymi piecami. Ich dekoracja wskazuje na myśliwskie zainteresowania właścicieli. 
 


Salonik urządzono meblami z lat 30. XX wieku. 
 

Wiem, że do niedawna można było zwiedzać i inne pokoje dworskie, ale w tej chwili jest on przygotowywany do remontu i ekspozycja jest prawie niedostępna. Mieliśmy i tak dużo szczęścia, że udało się nam wejść do wnętrza. Wkrótce może to być niemożliwe. 
 

Potem już spacerowaliśmy dróżkami między wiejskimi i małomiasteczkowymi domami. Różne one są – wyglądają na mniej lub bardziej zamożne, ale rzuca się w oczy jedna ich kolorystyczna cecha. Zresztą, sami zobaczcie. 
 



Tu i ówdzie rozmieszczono stodoły i spichlerze. 
 
 

Jest i młyn, gdzieś tam wyłania się olejarnia, pasieka czy chlewik, a nawet gołębnik z tak spokojnymi ptakami, że wydawały się sztuczne. 
 


W jednej ze stodół pracownik skansenu prezentuje działanie wialni, czym podbija serca najmłodszych zwiedzających ze szkolnych wycieczek. 
 

Drewniane chałupy i zbudowania gospodarcze wymagały ochrony przed pożarem. Stąd też w skansenie, jak i na wsiach, studnie i remiza strażacka z oryginalnym wozem strażackim. 
 

W sektorze małomiasteczkowym oprócz domu z Alwerni jest i karczma. Niestety, zamknięta była w czasie naszych odwiedzin. 
 
 
Tyle dla ciała. A co dla ducha? Współcześni odwiedzający skansen mają do dyspozycji spory amfiteatr, gdzie odbywają się wszelakie imprezy na powietrzu (podczas naszej wizyty szykowano obchody Dnia Strażaka). Z historycznych obiektów najcenniejszy wydaje się zabytkowy drewniany kościół z Ryczowa, zbudowany w XVII wieku, z zachowanym oryginalnym wyposażeniem. 
 

W pobliżu kościoła możemy zajrzeć do plebanii z Benczyna. 
 

Są i ciekawe kapliczki. W tym jedna wmurowana w ogrodzenie skansenu. 
 


Mnie najbardziej zaskoczyła „podwójna” kamienna figura ze wsi Modlniczka. Zobaczymy tu połączone figury „Ecce Homo” im MB Bolesnej. 
 

Rzecz jasna, można zajrzeć do wielu obiektów, poznać sprzęty domowe i gospodarcze. 
 
  


Ba, odtworzono nawet wnętrze wiejskiej szkółki. 
 

My spędziliśmy w skansenie ponad dwie godziny, ale spokojnie można tam być i cały dzień (o ile otworzą karczmę). W ciepły dzień można posiedzieć na ławeczkach, pospacerować. W porównaniu ze skansenem w Tokarni teren tu nie jest rozległy, to raczej miejsce o niewielkiej powierzchni, ale przyjazne dla zwiedzających. 
 
Skansen zaprasza. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz