Po zwiedzaniu zamku Lipowiec w Babicach zeszliśmy żółtym
szlakiem do złamującego sporą część podnóża zamkowej góry skansenu. Nosi on dostojną
nazwę Park Etnograficzny Krakowiaków Zachodnich. Jak podaje strona internetowa
skansenu „Krakowiacy Zachodni to grupa etniczna zamieszkująca tereny na zachód
od Krakowa po obu stronach Wisły” (tu link). Możemy więc spodziewać się
obiektów przeniesionych z tego obszaru.
Na teren skansenu weszliśmy przez
zaadaptowany na potrzeby kasy i sal, w których są prowadzone zajęcia
edukacyjne, budynek dawnego magazynu zbożowego.
Jeszcze przed wejściem na teren
skansenu zauważyliśmy okazały dom kryty dwuspadowym łamanym dachem, z
dobudowanym portykiem wspartym na kilku kolumnach.
Zainteresował on nas na
tyle, że od niego zaczęliśmy zwiedzanie. Okazuje się, że to przeniesiony ze wsi
Droginia osiemnastowieczny dwór ziemiański. Ostatnimi jego właścicielami była
rodzina Bzowskich herbu Nowina. W jednym z pomieszczeń można zobaczyć portret
ostatniego właściciela – Kazimierza Bzowskiego.
Zajrzeliśmy do dwóch pokojów z
kolorowymi kaflowymi piecami. Ich dekoracja wskazuje na myśliwskie
zainteresowania właścicieli.
Salonik urządzono meblami z lat 30. XX wieku.
Wiem,
że do niedawna można było zwiedzać i inne pokoje dworskie, ale w tej chwili jest
on przygotowywany do remontu i ekspozycja jest prawie niedostępna. Mieliśmy i
tak dużo szczęścia, że udało się nam wejść do wnętrza. Wkrótce może to być niemożliwe.
Potem już spacerowaliśmy dróżkami między wiejskimi i małomiasteczkowymi domami.
Różne one są – wyglądają na mniej lub bardziej zamożne, ale rzuca się w oczy
jedna ich kolorystyczna cecha. Zresztą, sami zobaczcie.
Tu i ówdzie
rozmieszczono stodoły i spichlerze.
Jest i młyn, gdzieś tam wyłania się
olejarnia, pasieka czy chlewik, a nawet gołębnik z tak spokojnymi ptakami, że wydawały
się sztuczne.
W jednej ze stodół pracownik skansenu prezentuje działanie
wialni, czym podbija serca najmłodszych zwiedzających ze szkolnych wycieczek.
Drewniane chałupy i zbudowania gospodarcze wymagały ochrony przed pożarem. Stąd
też w skansenie, jak i na wsiach, studnie i remiza strażacka z oryginalnym
wozem strażackim.
W sektorze małomiasteczkowym oprócz domu z Alwerni jest i
karczma. Niestety, zamknięta była w czasie naszych odwiedzin.
Tyle dla ciała. A
co dla ducha? Współcześni odwiedzający skansen mają do dyspozycji spory
amfiteatr, gdzie odbywają się wszelakie imprezy na powietrzu (podczas naszej
wizyty szykowano obchody Dnia Strażaka). Z historycznych obiektów najcenniejszy
wydaje się zabytkowy drewniany kościół z Ryczowa, zbudowany w XVII wieku, z
zachowanym oryginalnym wyposażeniem.
W pobliżu kościoła możemy zajrzeć do
plebanii z Benczyna.
Są i ciekawe kapliczki. W tym jedna wmurowana w ogrodzenie
skansenu.
Mnie najbardziej zaskoczyła „podwójna” kamienna figura ze wsi
Modlniczka. Zobaczymy tu połączone figury „Ecce Homo” im MB Bolesnej.
Rzecz
jasna, można zajrzeć do wielu obiektów, poznać sprzęty domowe i gospodarcze.
Ba, odtworzono nawet wnętrze wiejskiej szkółki.
My spędziliśmy w skansenie ponad
dwie godziny, ale spokojnie można tam być i cały dzień (o ile otworzą karczmę).
W ciepły dzień można posiedzieć na ławeczkach, pospacerować. W porównaniu ze
skansenem w Tokarni teren tu nie jest rozległy, to raczej miejsce o niewielkiej
powierzchni, ale przyjazne dla zwiedzających.
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz