Być wciąż zdumionym, że w dużym, przemysłowym mieście można znaleźć tyle
przyjemnych, cichych i zaskakująco ciekawych miejsc.
Wystarczy tylko wyjść z
kwatery położonej w pobliżu dworca kolejowego, przejść na jego drugą stronę i
już można zacząć się rozglądać.
Pierwsze, co zaskakuje, to Rynek. Właściwie
trudno uwierzyć w to, że jesteśmy na rynku, bo miejsce wygląda jak nieco
szersza ulica. Ale, sami pomyślcie, czy na zwykłej ulicy znajdziecie palmy
(jedna ma na imię Ania!), małe sadzawki i ludzi odpoczywających na leżakach?
Wniosek
– katowicki Rynek jest miejscem szczególnym
Otaczają go znane budynki.
W pobliżu są też interesujące kamienice. Ten, kto
czasem zagląda na blog, łatwo się domyśli, jakie kamienice szczególnie mnie
interesują.
Tak więc zauważyłam piękną secesyjną kamienicę przy ul. Mickiewicza 14. Zbudowano
ją w roku 1905 według projektu Georga Zimmermanna.
Irena zaprowadziła naszą
grupkę przed kolejną perełkę – to „Kamienica pod Butem”, która pierwotnie
mieściła Dom Obuwia Fritza Kochmana, rozbudowana później, ma liczne urocze
elementy secesyjne.
Inne kamienice muszę odszukać podczas kolejnego wypadu do
Katowic – warto.
W centrum Katowic można spotkać wiele sław.
Idąc ulicą
Wojciecha Korfantego w kierunku Spodka przechodzimy Aleją Gwiazd Siatkówki. Tu
zobaczymy odciski rąk słynnych siatkarek i siatkarzy.
Z kolei przy Placu
Grunwaldzkim możemy zobaczyć Śląską Galerię Artystów. To ponad 20 umieszczonych
na granitowych postumentach popiersi wybitnych artystów związanych ze Śląskiem.
Pierwszymi były w roku 2004 popiersia Zbigniewa Cybulskiego i Karola Stryi autorstwa
Bogumiła Burzyńskiego.
Ostatnimi są ubiegłoroczne popiersia katowickiego
malarza prymitywisty Erwina Sówki i artysty estradowego Lucjana Czernego.
Podczas tegorocznego Święta Katowic we wrześniu zostanie zapewne odsłonięte
kolejne popiersie. Ta galeria zmienia się z każdym rokiem.
Obrazy Erwina Sówki
możemy obejrzeć w Muzeum Śląskim.
Już przy okazji poprzedniej wizyty w tym
muzeum sporo o nim pisałam, to teraz tylko małe przypomnienie, że można w nim odbyć podróż przez historię Śląska, co w towarzystwie dwóch Ślązaczek jest szczególnie pasjonujące.
Dodam jedynie, że i
tym razem nie udało mi się wjechać na wieżę kopalni Katowice będącą częścią
muzeum. Po silnej ulewie poprzedniego dnia wieża była niedostępna dla turystów.
Jak się można było domyślić, zdjęcie wieży zostało zrobione z terenu labiryntu
przy siedzibie Narodowej Orkiestry Polskiego Radia.
Sam labirynt jest miłym
miejscem spacerów, a w siedzibie NOSPR można wybrać się na koncert (nasza
grupka była na jazzowym).
Jeszcze na zakończenie dodam malutki suplemencik.
Otóż kwaterę miałyśmy w pobliżu niezwykłego kościoła. To zabytkowy kościół
garnizonowy św. Kazimierza Królewicza zbudowany w stylu funkcjonalizmu (nurt
modernizmu). Trudno go sfotografować, bo jest ciasno otoczony budynkami, ale
jego wysoka, prostopadłościenna wieża jest wyraźnie widoczna.
Wnętrze kościoła
też robi wielkie wrażenie – cały jest wyposażony w stylu art deco. Przyznam, że jeszcze się nie spotkałam
z takim obiektem.
pokazane tu ołtarz główny i chrzcielnica zostały wykonane z szarego marmuru, rzeźba Chrystusa z lipowego drewna - jej autorem jest Marian Spindler
To jak, warto zajrzeć do Katowic? Oczywiście. Jestem pewna, że
nie tylko z wymienionych tu powodów. Zresztą, sami się przekonajcie.
PS Turystka może tu kupić sobie uroczą czapkę zimową z napisem "Frelka". (Pewnie w postach zimowych ją zaprezentuję.) Dla chłopców mają czapki z napisem "Karlus".
Zdjęcia – Irena i ja



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz